fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2011

Gadżety kampanii: pączek w roli kiełbasy wyborczej

ROL
Baloniki, breloczki do kluczy, ciastka, a nawet płyn do mycia naczyń – takie prezenty rozdawali kandydaci
Marek Dyduch, kandydat SLD w Wałbrzychu, wywołał konflikt wśród mieszkańców wioski w Górach Stołowych. – Rozdawałem tam buteleczki z płynem do mycia naczyń z moim zdjęciem i hasłem „Dobry duch – Marek Dyduch" – opowiada. – Niestety, podarunków nie starczyło dla wszystkich, a później dzwonili do mnie wyborcy z żalami, że nie dostali płynu.
Polityk SLD rozdawał też poszewki na poduszki z napisem „Dobry duszek – Dyduszek" i „Poducha od Dyducha". – Ale tylko kilka, bo to drogie – zastrzega. – Za to rozdałem sporo długopisów, bo gdy dołączałem je do ulotek, to ludzie chętnie brali, a bez długopisów nie bardzo.
Kandydaci SLD ochoczo korzystali z gadżetów. Startująca z Gliwic Elżbieta Kwaśnicka rozdawała przed kopalnią pączki, Piotr Gadzinowski wręczał warszawiakom prezerwatywy, a  kandydaci z Białymstoku wabili przechodniów lizakami i grą planszową „Jutro bez obaw".
PSL zamieścił na stronie internetowej listę drobiazgów, które kandydaci mogli zamawiać, m.in. zawieszki zapachowe do aut, breloczki do kluczy, na których można  wypisać grupę krwi, termometry, kamizelki i opaski odblaskowe.
Janusz Piechociński nie zamówił niczego z tej listy. – Podwarszawskich wyborców nie będę kusił zawieszkami zapachowymi, skoro ich największym problemem jest paraliż komunikacyjny – tłumaczy poseł PSL.
Także lidera partii Waldemara Pawlaka nie skusiły tradycyjne podarki. Jego ulubiony gadżet to tablet – 36 takich urządzeń zawiózł do Domu Dziecka w Zambrowie (Podlasie). Ufundował je anonimowy darczyńca, a szef PSL poprowadził lekcję korzystania z tabletów.
Sympatycy Janusza Palikota mogli się wzbogacić o książki z  nim samym w roli głównej: „Kulisy Platformy" i „Pop-politykę".
Czym kusili wyborców kandydaci PiS? – Niczym – mówi poseł Zbigniew Girzyński. – Gdy wchodziłem do polityki, rozdawałem we wsiach baloniki z moim nazwiskiem. Teraz nie muszę już walczyć o rozpoznawalność.
Ale PiS ma swój gadżet w tej kampanii – jest nim papryka, masowo rozdawana na konwencjach i spotkaniach. Partię zainspirował plantator papryki, który pytał premiera „Jak żyć?".
PO odżegnuje się od gadżetów. – Nie muszę się tak reklamować – mówi poseł Waldy Dzikowski. Ale niektórzy kandydaci z Mazowsza rozdawali wyborcom odblaskowe naklejki.
– Gadżety to dobry pomysł, zwłaszcza gdy jest dużo niezdecydowanych wyborców. Ludzie biorą je do domu, potem przypominają im, na kogo głosować – uważa Joanna Gepfert, ekspert ds. marketingu politycznego. Ale jej zdaniem nie wszystkie pomysły były trafione: – Płyn do  mycia naczyń czy balonik to dobra inwestycja, ale np. pączek to żaden gadżet, tylko słodka chwila, o której zaraz się zapomina.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA