Opinie

Procedura karna: sądu odwoławcze nadużywają prawa do uchylania wyroków

Fotorzepa, Paweł Gałka
O zmorze procesów karnych, tj. uchylaniu spraw do ponownego rozpoznania, pisze wiceprezes SO w Suwałkach, przewodniczący II Wydziału Karnego Jacek Przygucki
Komisja Kodyfikacyjna przy ministrze sprawiedliwości przygotowała projekt zmian kodeksu postępowania karnego. Choć projekt idzie w dobrym kierunku – usprawnienia i odformalizowania postępowania – to nie zadowala. Komisja nie może się zdecydować na bardziej radykalne rozwiązania, które pozwoliłyby na gruntowną przebudowę procedury. Chciałbym się tu skupić tylko na części dotyczącej procedury odwoławczej: uchylenia sprawy do ponownego rozpoznania. Iustitia już od kilku lat postulowała zmiany w k.p.k. i w lipcu ubiegłego roku przesłała swój projekt do Senatu (http://www.iustitia.pl/content/view/ 355/257/). Proponowaliśmy w nim zmianę art. 437 i 438 k.p.k., gdy tymczasem komisja w art. 437 § 2 skreśla jedynie słowa: „przepis art. 397 stosuje się odpowiednio". Praktycznie niewielka różnica.

Najpierw się uchyla

Naszym zdaniem uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania, instytucja masowo nadużywana przez sądy odwoławcze dla uniknięcia kasacji, ma być wyjątkiem, a nie regułą. Tymczasem nasze orzecznictwo odwoławcze, w przeciwieństwie do praktyki orzeczniczej wszystkich państw świata o cywilizowanej kulturze prawnej, jest nastawione na uchylanie wyroków do ponownego rozpoznania. Akcentuje się, że w pierwszej kolejności należy wyroki uchylać, a nie zmieniać, aby oskarżony zachował tzw. prawo do drugiej instancji, chociaż nawet obecny przepis stawia zmianę na pierwszym miejscu, a uchylenie na drugim.
Powszechnie wiadomo, że niemal żadna głośna, medialna sprawa karna nie kończy się po pierwszym rozpoznaniu. Wciąż słychać, że kolejna taka sprawa „wraca do sądu pierwszej instancji". Nie sposób znaleźć trudną, a medialną sprawę, w której wyrok nie byłby uchylony przynajmniej za pierwszym razem. W szczególności dotyczy to wyroków uniewinniających, do których sądy odwoławcze podchodzą niezwykle nieufnie i pierwsze uniewinnienie niemal zawsze uchylają. Liczne są sprawy, że dowody są zbyt słabe, by jednoznacznie coś przesądzić na niekorzyść oskarżonego, ale wystarczające, aby wzbudzić wątpliwości sądu odwoławczego. Określa się je jako takie, w których „na skazanie nie wystarczy, ale wystarczy na uchylenie". Zniechęca to wręcz sędziów I instancji do wnikliwości, bo do coraz większej liczby spraw podchodzą z przekonaniem, że bez względu na to, co zrobią i ile wysiłku w nie włożą, sąd odwoławczy i tak je uchyli bez względu na treść wyroku, gdyż zawsze znajdzie jakieś wątpliwości. Doświadczeni sędziowie I instancji dostrzegają od razu, że sprawa ma taki właśnie charakter. Konieczna jest zmiana tej praktyki, która przecież powoduje potężne przewlekłości i spowalnia postępowanie we wszystkich sprawach: i tych uchylanych, i pozostałych, które muszą czekać, aż sędziowie rozpoznają ponownie sprawy uchylone. Dążyć do tego ma m.in. zmiana wskazująca, że uchylenie zaskarżonego orzeczenia możliwe jest tylko w wyjątkowych wypadkach, jeżeli zebrane dowody nie pozwalają na rozstrzygnięcie sprawy. Nie wystarczy nader częsty pogląd sądu odwoławczego, że dowody można było ocenić inaczej, niż zrobił to sąd I instancji. Jeżeli tak jest, sąd odwoławczy powinien tej oceny dokonać, a nie uchylać wyrok. W naszym projekcie podstawy odwoławcze zostają zawężone. Również usunięcie z wyroku wszystkich zbędnie zapisywanych tam przepisów i przeniesienie ich do uzasadnienia orzeczenia sprawia, że ewentualne uchybienie pozostanie poza wyrokiem, a jeżeli merytoryczna decyzja będzie słuszna, nie będzie miało znaczenia, czy sąd wskazał właściwy przepis. Szeroko praktykowane obecnie uchylanie wyroków tylko po to, by sąd I instancji przy prawidłowym zastosowaniu przepisów wydał identyczne co do treści rozstrzygnięcie, jest rażącym przykładem mitręgi sądowej, powoduje przewlekłość postępowania i znaczna część ponownych rozpoznań ma tego typu podstawę. Jest to nieuzasadnione, gdyż wyrok ma być przede wszystkim słuszny.

Na przykładzie

W moim sądzie od 2001 do 2008 r. toczyła się sprawa mężczyzny oskarżonego o zabójstwo żony. Trzykrotnie zapadały wyroki uniewinniające, za każdym razem uchylane do ponownego rozpoznania. Czwarte orzeczenie skazujące zakończyło się... uniewinnieniem przez sąd odwoławczy (utrzymanym w postępowaniu kasacyjnym)!!! A oto koszty postępowania: Ponieważ za czwartym razem zapadł wyrok skazujący oskarżonego na 15 lat pozbawienia wolności, sąd zastosował tymczasowy areszt. Oskarżony przebywał w nim od grudnia 2007 do października 2008 r., tj. do czasu orzeczenia w II instancji, czyli ok. dziesięciu miesięcy. Przyjmując, jak podaje Służba Więzienna, że koszt utrzymania osadzonego wynosi 76 zł dziennie, otrzymujemy kwotę ok. 20 tys. zł. Obecnie oskarżonemu zasądzono (wyrok nieprawomocny) 78 tys. zł tytułem odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszne tymczasowe aresztowanie. Teraz już wiadomo, ile to wszystko kosztuje. A przecież pominąłem tu jeszcze inne koszty, np. infrastruktury sądowej, które trudno wyliczyć i które mogą zaciemnić obraz. Chodzi przecież tylko o przykładowe wskazanie kosztów. A te mogą być znacznie większe. Nie wspominam też o innych, niewymiernych kosztach postępowania i podważaniu zasady, że sprawiedliwy wyrok powinien zapaść w rozsądnym czasie.

W liczbach

Ile jest takich spraw w skali całego kraju i ile kosztuje rozpoznanie każdej uchylonej? Trudno mi to ocenić, ale na opisanym przykładzie widać, że niemało. Lepiej można oszacować liczbę spraw. Jeśli przyjąć, że w samym SA w Krakowie (http://www. krakow. sa. gov. pl/dzialalnosc/Lists/InformacjeRzecznikadsKarnych/DispForm. aspx? ID=15) było ich 2528, z czego 19 proc. uchylono, czyli aż 480, i zakładając, że podobnie jest w innych dziesięciu sądach apelacyjnych, daje to ok. 5 tysięcy spraw. I to tych poważnych, rozpoznawanych w I instancji przez sąd okręgowy. Gdyby hipotetycznie przyjąć, że nasze propozycje pozwolą ograniczyć o połowę liczbę spraw uchylanych do ponownego rozpoznania (instytucja ta nie powinna zniknąć, ale być rzeczywistym wyjątkiem), to łatwo sobie wyobrazić, że w samych sądach okręgowych można zmniejszyć liczbę spraw rozpoznawanych powtórnie o ok. 2,5 tys. Jeśli przyjąć, że w ub. r. do sądów rejonowych wpłynęło ok. pół miliona spraw karnych, z czego ok. 54 tys. znalazło swój epilog w instancji odwoławczej, to przy średniej „uchylalności" 20 proc. daje to liczbę 9 tys., a to już chyba powinno przemówić do wyobraźni polityków. Niech tylko jedno rozpoznanie sprawy kosztuje 5 tys. zł... A przecież to nie tylko wymierne oszczędności, ale i możliwość poświęcenia czasu sędziego, sekretarza sądowego na sprawy nowe. Dobra droga do zwiększenia sprawności postępowania i większej jego efektywności. A ile jest jeszcze innych możliwości zmian samej procedury i związanych z nimi oszczędności? Tylko czy ktoś w końcu to zauważy? Autor jest członkiem zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, kierownikiem zespołu ds. prawa karnego Zobacz serwisy: » Prawnicy, doradcy i biegli » Opinie i analizy » Prawo dla Ciebie » Wymiar sprawiedliwości » Postępowanie w sądzie » Postępowanie karne i w sprawach o wykroczenia
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL