fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Bombaj książka

W przeludnionym Bombaju ulica staje się domem dla nowo przybyłych. Dzieci pracują, bawią się i śpią na chodnikach
AMOGH PANT
Zabójcy, żebracy i politycy – tu wszyscy pragną sukcesu i pieniędzy. Tak żyje "Bombaj. Maximum City" – pisze Paulina Wilk
20 milionów mieszkańców stłoczonych wokół kilku wysp, stolica handlu i show-biznesu, wielkich fortun i gangsterów. Kombinacja splendoru, koszmarnej biurokracji i ekstremalnej biedy. To miasto, w którym nie sposób odetchnąć i trudno przeżyć dzień. Ale dla milionów Hindusów jest tym, czym Nowym Jork dla świata – symbolem sukcesu. Zobacz na Empik.rp.pl
Do Polski dotarła świetna książka – "Bombaj. Maximum City" Suketu Mehty, połączenie reportażu i dziennikarskiego śledztwa. To wyprawa z eleganckich apartamentów przy morzu do ponurych slumsów, w których rządzą gangsterzy, a dostęp do łazienki jest marzeniem. Z bollywoodzkich planów filmowych i przyjęć klasy średniej do barów, gdzie spoceni mężczyźni obsypują tancerki tysiącami rupii.
Suketu Mehta dotarł do najważniejszych ludzi w mieście: polityków odpowiedzialnych za krwawe zamieszki, sprawców zamachów bombowych oraz ostatniego uczciwego gliny, który chce dopaść ich wszystkich. Spotykał się z królami podziemia, płatnymi zabójcami, diwami erotycznego biznesu. Był wobec nich szczery, gdy zbierał informacje, i przed czytelnikami też niczego nie kryje. Przyznaje się do strachu, fascynacji zbrodnią, przyjaźni z tancerkami.
Jest wiarygodnym narratorem. Spędził ze swymi informatorami dość czasu, by im współczuć. Dlatego ich portrety są pełne niuansów, ale pozbawione ocen. Autor odziera Bombaj z błyskotek, pokazuje najgorsze, nokautuje. Na każdej z 630 stron książki kruszy mit wspaniałej metropolii, a jednocześnie wyznaje jej miłość. Prawda, nawet odrażająca, działa jak magnes. Kto pozna Bombaj, nie uwolni się od jego magii.
Opublikowana w USA w 2004 r. książka znalazła się w finale Nagrody Pulitzera i pozostaje jedyną tak wnikliwą próbą ustalenia, kto rzeczywiście rządzi Bombajem. Nie mógł jej napisać Hindus mieszkający w Indiach – tamtejszym autorom brakuje dystansu i reporterskiego warsztatu. Dziennikarstwo śledcze dopiero raczkuje, a ryzyko jest ogromne. Suketu Mehta pochodzi z Kalkuty, dorastał w Bombaju, ale od lat jego domem jest Nowy Jork. Mógł więc czarno na białym pokazać to, o czym wszyscy w Indiach milczą: sojusz władzy i mafii, ich wspólną strategię wykorzystywania najuboższych i okradania państwa.
Bombaj był już bohaterem wielu nagradzanych filmów i głośnych powieści. Ale dwa największe bestsellery ostatnich lat prezentowały go jako miasto ekscytujące, w którym wszystko jest możliwe, a każdy ma szansę polepszyć swój los. Autorem obu byli obcokrajowcy. Brytyjczyk Danny Boyle w 2008 roku nakręcił film "Slumdog. Milioner z ulicy" – historię chłopaka ze slumsów, który dzięki błyskotliwości i wiedzy wygrywa fortunę w "Milionerach". Opowieść z happy endem otrzymała osiem Oscarów. Pięć lat wcześniej przebojem wydawniczym w Australii, a potem na świecie stała się powieść "Shantaram" Gregory'ego Davida Robertsa. Jej bohater, skazany na wieloletnie więzienie Australijczyk, ucieka do Bombaju i jako samozwańczy uzdrowiciel robi karierę w slumsach. Zdobywa bogactwo i pomaga ubogim.
Boyle i Roberts opowiedzieli baśnie o błyskawicznej podróży z dna na szczyt, ale nie oni pierwsi idealizowali Bombaj. Już w latach 50. powstawały bollywoodzkie przeboje popularyzujące amerykański mit od pucybuta do milionera. W głośnym filmie "Miłość i paragraf" z 1955 r. Raj Kapoor – jedna z pierwszych wielkich gwiazd niepodległych Indii – grał trampa, który przywędrował do Bombaju piechotą. Nie miał się gdzie podziać, bo wszystkie chodniki w mieście były już zajęte. Wzbogacił się dzięki przekrętom – obiecywał biedakom dach nad głową i naciągał ich na zaliczki.
Do dziś własny kąt pozostaje największą ambicją przyjezdnych, a zdesperowani ludzie padają ofiarą oszustów. Mehta opisuje współczesny handel nieruchomościami: to bezwzględny biznes, którym rządzą bossowie ze slumsów. W przeciwieństwie do filmowego cwaniaka nie przechodzą szlachetnej metamorfozy.
Daleka od optymizmu książka Mehty przypomina reżyserski debiut Miry Nair – "Salaam Bombay!" nagrodzony w 1988 r. w Cannes. Wiele lat przed przebojowym "Monsunowym weselem" pochodząca z Indii Nair nakręciła niemal dokumentalną opowieść o dzieciach bombajskich ulic. Były uwięzione w kręgu biedy, patologii i okrucieństwa. Zupełnie osamotnione – z dworca czy chodnika mogły trafić tylko do domów publicznych lub sierocińców, gdzie czekała na nie przemoc. Mehta opisuje takie same dzieci, siedzące nocą na krawężniku, śpiące przy rynsztoku. I tak jak Nair pozostaje bezradny – częstuje ich mlekiem i wsiada do taksówki świadomy, że telefonem do sierocińca wyrządziłby im krzywdę.
Bombaj jest bezlitosnym miastem, pęczniejącym od  przyjezdnych i coraz bardziej obojętnym na ich cierpienie. Jednym z wielu na świecie. Już w pierwszym akapicie Mehta ostrzega: "Bombaj to przyszłość cywilizacji miejskiej na Ziemi. Niech Bóg ma nas w swojej opiece".
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA