fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Kret Rafaela Lewandowskiego wydarzeniem festiwalu w Gdyni

Marian Dziędziel (ojciec) i Borys Szyc (syn) w „Krecie”
festiwal w gdyni
Dziś pokaz ostatniego filmu w konkursie na festiwalu w Gdyni. Obraz „Kret” Rafaela Lewandowskiego jest wydarzeniem
Problemy lustracji i stosunku do niej od lat są przedmiotem zażartych sporów polityków i zainteresowania mediów.
Tymczasem filmowcy obchodzą z daleka takie tematy jak odkrywanie zawartości esbeckich archiwów i wiarygodności zawartych w nich informacji czy dyskusja nad potrzebą Instytutu Pamięci Narodowej. „Korowód" Stuhra, „Rysa" Rosy, „Enem" Falka czy ostatnio „Uwikłanie" Bromskiego są wyjątkami potwierdzającymi regułę.
Tym większe uznanie dla pochodzącego z polsko-francuskiej rodziny debiutanta Rafaela Lewandowskiego. Już wcześniej w kilku dokumentach dał wyraz swemu zafascynowaniu współczesną historią Polski. Teraz, bez zahamowań i PRL-owskich obciążeń, podjął gorący, kontrowersyjny temat. I wygrał. Na niedawną przeszłość, która boleśnie odcisnęła się na życiu wielu rodzin, spojrzał – w atrakcyjnej ekranowo formie – z perspektywy 30-latka, który stan wojenny spędził w pieluchach, nie pamięta internowań ani wyroków na rodzicach zaangażowanych w działalność opozycyjną.
Wolność słowa czy zgromadzeń to oczywistość, a transformacja ustrojowa wiąże się głównie z problemami materialnymi. Przeszłość jest czarną dziurą, do której nie ma po co zaglądać. Tak do czasu uważał bohater „Kreta" Paweł (Borys Szyc) zarabiający wraz z ojcem przewozem używanej odzieży z Francji. Ojciec Zygmunt (Marian Dziędziel) to legenda „Solidarności", przywódca krwawo spacyfikowanego strajku górników, więziony za nielegalną działalność. Sam niechętnie wraca do dawnych lat, ale w domu temat jest aktualny: Paweł ożenił się z córką jednego z zabitych górników.
Podczas kolejnego procesu sprawców masakry jeden z nich zeznaje, że SB miała w kopalni wtyczkę. Miejscowy tabloid bez dowodów oskarża Zygmunta. Ten przyznaje się synowi, że podpisał lojalkę, by jego śmiertelnie chora żona, matka Pawła, mogła być leczona w Warszawie, ale nigdy na nikogo nie donosił. Esbecki opiekun kopalni (Wojciech Pszoniak) wezwany na rozprawę jako świadek zeznaje, że nikogo tam nie zwerbował.
Anatema z Zygmunta zostaje zdjęta, ale do finału filmu jeszcze daleko. Z jednej strony poraża łatwość oskarżeń bez dowodów, z drugiej zaś – wiara w oczyszczającą moc świadectwa eksoficera SB. Jego dobrą lub złą wolę. Prawda okazuje się pojęciem względnym. Ale od przeszłości uciec nie można.
Ranking krytyków
Oto najlepsze filmy (w nawiasie średnia ocena):
- „Róża", reż. Wojciech Smarzowski (4,8)
- „Młyn i krzyż", reż. Lech Majewski (4,8)
- „Lęk wysokości", reż. Bartosz Konopka (4,2)
- „Czarny czwartek", reż. Antoni Krauze (4,2)
- „Essential Killing", reż. Jerzy Skolimowski (4,2)
- „Wymyk", reż. Greg Zgliński (4,2)
Chciałem się dowiedzieć, kim jestem
Rafael Lewandowski, reżyser
Skąd u pana, urodzonego i wychowanego we Francji, taka potrzeba mierzenia się z polską historią najnowszą?
Rafael Lewandowski: Od dzieciństwa, dzięki ojcu, który wyjechał z Polski w latach 60., wychowywałem się w podwójnej kulturze. Polska część mnie była bardzo żywa. Jako dziecko odwiedzałem dziadków w kraju. W stanie wojennym z powodu działalności ojca nie dostawałem wizy do Polski. Rosła we mnie idealistyczna i romantyczna wizja kraju walczącego o wolność. Gdy w 1986 roku znów znalazłem się w Warszawie, musiałem skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Chciałem zrozumieć decyzję ojca o emigracji, poznać mentalność ludzi, dowiedzieć się, kim sam jestem.
Wówczas zrobił pan m.in. interesujący dokument o dzieciach „Solidarności", a dziś debiutuje pan w fabule filmem na bardzo trudny temat, jakim jest lustracja.
Dziesięć lat temu przeprowadziłem się do Warszawy. Byłem przerażony napięciami społecznymi, agresją, manipulowaniem prawdą i wykorzystywaniem faktów do walki ideologicznej. Upadkiem mitów, które dla mnie były kiedyś ważne. Gdy przed czterema laty gazety pisały głównie o lustracji, postanowiłem zmierzyć się z tym problemem. „Kret" powstał z bólu.
Pokazał pan, że ten ból nie został w przeszłości, lecz przeszedł na następne pokolenie Polaków.
Tak, bo lustracja stała się dla mnie pretekstem do pokazania dramatu rozgrywającego się między synem a ojcem.
Teraz mieszka pan w Warszawie. Zostanie pan tu na zawsze?
To poważna decyzja. Chcę tu dalej żyć i pracować. Trudno powiedzieć, czy będę mógł w Polsce zrealizować następny film, ale będę próbował.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA