fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Epidemia E. coli: z obawami, ale bez paniki

Corbis
Bakteria to główny temat rozmów Polaków, którzy pracują w Niemczech. A turyści się jej nie boją
– Kiedy pojawiły się informacje, że zatrucia mogły zostać wywołane przez warzywa, wystraszyłem się – wspomina Marcin Sakiewicz z Warszawy, który pracuje w Grevenbroich na zachodzie Niemiec. – Dlatego gdy w greckiej restauracji podano mi przystawkę, w której były sałata i marchewka, kilka razy pytałem kelnera, skąd pochodzą składniki – zaznacza. Dodaje też, że w niemieckich sklepach stara się kupować tylko polskie produkty.
Obawy ma nie tylko on. Jak mówi „Rz" Wiesław Mazurek, właściciel firmy transportowej z Lublina, która wozi pracowników do niemieckich firm, epidemia E. coli to wśród pasażerów jeden z dyżurnych tematów. – Dyskutują, skąd choroba mogła się wziąć i w jaki sposób się zabezpieczać. Mówią o myciu rąk i unikaniu naszpikowanych chemią warzyw – opowiada Mazurek. Z pracy jednak raczej nikt nie rezygnuje. – Obłożenie mam takie samo jak wcześniej – zaznacza.
Potwierdza to Paweł Nowak z Zachodniopomorskiego Obserwatorium Rynku Pracy w Szczecinie. – Na razie nie mamy sygnałów, by Polacy wycofywali się na przykład z pracy sezonowej na plantacjach w Niemczech – zaznacza.
Według Teresy Klisowskiej, szefowej gryfińskiej filii Powiatowego Urzędu Pracy w Chojnie, ludzie są świadomi zagrożenia, ale strach niewiele znaczy wobec perspektywy przyzwoitych zarobków. – A może już się trochę na to wszystko uodporniliśmy? – zastanawia się. – Przecież w stosunkowo krótkim czasie mieliśmy do czynienia z ptasią i świńską grypą oraz radioaktywną chmurą z Japonii.
Podobnie myślą turyści. – Zagrożenia nie lekceważę, ale nie ma powodu, żeby rezygnować z zaplanowanych przyjemności – podkreśla Anna Szczepańska spod Torunia, która spędza urlop w Świnoujściu z pięcioletnią córką Kasią. Właśnie kupiła bilet na pociąg do niemieckiego Stralsund. – Chcemy tylko obejrzeć tamtejsze oceanarium. Potem wracamy – tłumaczy.
W podróżnej torbie ma zapas kanapek oraz pomidory bez skórki. – To polskie warzywa, które sparzyłam. A w Stralsundzie nie mam zamiaru nic kupować – zastrzega.
Pani Ania nie jest wyjątkiem. W pociągach, autobusach i promach do Niemiec tłumy. Iwona Wojtal z Centrum Informacji Turystycznej w Świnoujściu podkreśla, że ze względu na piękną pogodę turystów jest dwukrotnie więcej niż rok temu. – Przez nasze biuro przewija się dziennie 200 osób. Pytają nie tylko o pobliskie niemieckie kurorty, ale też o wycieczki do Berlina czy Hamburga – dodaje.
– E. coli nie ma jak dotąd przełożenia na ruch turystyczny – mówi Józef Ratajski, wiceprezes Polskiej Izby Turystyki.
Według prof. Marka Jagielskiego z Państwowego Zakładu Higieny powodów do paniki nie ma. – Należy tylko pamiętać o kilku podstawowych zasadach, jak choćby mycie rąk, warzyw czy owoców. To, co można, warto przed spożyciem sparzyć bądź ugotować – wylicza.
—łuz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA