fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Prawda jest niezależna od etnicznego pochodzenia

Rzeczpospolita, Andrzej Krauze And Andrzej Krauze
Przeczytałem nowe wydanie „Czarnego ptasiora" Joanny Siedleckiej. Już przed laty książka zrobiła na mnie duże wrażenie, dziś, czytana po tym, gdy przez Polskę przetoczyła się debata na temat kolejnych dzieł Jana Tomasza Grossa, „Ptasior" jeszcze zyskuje.
 
Autorkę spotkałem przypadkiem kilka tygodni temu. Dowiedziałem się od niej, że władze Łodzi zamierzają uroczyście sprowadzić do Polski prochy Jerzego Kosińskiego. Nie do wiary – pomyślałem. Naprawdę, trzeba być chyba wyzutym z poczucia godności i honoru narodowego, by czcić człowieka, który jako pierwszy oskarżył Polaków o rzekome bestialstwa, okrucieństwo i podłość wobec Żydów podczas II wojny światowej. I zrobił na głoszeniu tych kalumni karierę. Kosiński, bo o niego tu chodzi, okazał się prekursorem Grossa. Z tą różnicą, że jego wymysły i konfabulacje zostały napiętnowane. Że udało się pokazać fałsz wizji z „Malowanego ptaka".
Opowieść Siedleckiej nic się nie zestarzała. Kiedy się ją czyta, nie sposób uwolnić się od myśli o sile stereotypów. Gdyby nie one, „Malowany ptak" nigdy nie odniósłby takiego sukcesu. Czyż amerykańscy Żydzi nie oczekiwali takiej właśnie książki? Historii o łotrostwie Polaków, o chłopach, którzy pomagając, kierowali się żądzą zemsty, okrucieństwem i sadyzmem?
W tej sprawie – rzekomego współuczestnictwa Polaków w Holokauście – oczekiwania wielu amerykańskich Żydów były tak rozbudzone, że musiał się pojawić ktoś, kto je zaspokoił. Przeświadczenie o absolutnej i radykalnej, niepowtarzalnej wyjątkowości Zagłady, wyrzuty sumienia spowodowane własną biernością podczas wojny, niechęć do Polaków, potencjalnych konkurentów w roli ofiar Hitlera, a wreszcie własne, koszmarne niekiedy doświadczenia – wszystko to doprowadziło do sytuacji, w której najbardziej nawet nieprawdopodobne oskarżenie przyjmowano za dobrą monetę.
Myśl kolejna, jaką nasuwa lektura „Ptasiora", to uznanie dla wagi pamięci. Warto wiedzieć, że w ujęciu Grossa konkretne świadectwo staje się wiarygodne ze względu na to, że pochodzi od kogoś, kto doświadczył grozy Holokaustu. Książka Siedleckiej przeczy temu. Prawda jest niezależna od etnicznego pochodzenia świadka. Może się tak zdarzyć, że niedoszła żydowska ofiara zbrodni Jerzy Kosiński ubarwia, koloryzuje i mitologizuje, podczas kiedy polski chłop zachowuje wspomnienie trzeźwe, rzeczowe, wierne.
I następna: rola i moc sumienia. Tego, które nie pozwoliło setkom polskich chłopów wydać na śmierć rodziny żydowskich zbiegów; które nakazywało im, mimo strachu, bezinteresownie bronić bliźnich. A następnie bronić prawdy o przeszłości.
Nie mam wątpliwości, że to „Czarny ptasior", a nie „Strach" czy „Złote żniwa", powinien być obowiązkową lekturą dla tych wszystkich, którzy wierzą, że bestialstwo Holokaustu nigdy nie może się powtórzyć. Dla tych, którzy wierzą w ogólnoludzką solidarność.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA