fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

“Czas niedokonany” to historia rodziny, kraju i narodu

Bronisław Wildstein; Czas niedokonany; Zysk i S-ka Poznań 2011
Rzeczpospolita
Rozmowa: Z Bronisławem Wildsteinem o jego powieści „Czas niedokonany”, która jutro trafi do księgarń
Rz: W jakim stopniu dzieje rodziny Broków, które ukazałeś w „Czasie niedokonanym" na przestrzeni ostatniego stulecia, mają swoje realne odwzorowanie, być może w historii twojej rodziny? Zobacz na Empik.rp.pl
Bronisław Wildstein: Zawsze istnieje taki punkt odniesienia, ale moja rodzina jest w „Czasie niedokonanym" obecna w bardzo małym stopniu. Podobieństwo polega na tym, że tak jak w powieściowym związku Benedykta i Zuzanny mój ojciec był pochodzenia żydowskiego, a matka była pierwszą osobą w swojej rodzinie, która wyszła ze wsi i zrobiła maturę. I na tym się kończy. Wydało mi się natomiast ciekawe przedstawienie takiej właśnie rodziny, z różnymi doświadczeniami, także w sensie kulturowym, i z tego względu mogącej stać się jakąś metaforą relacji polsko-żydowskich.
Z bohaterów powieści właśnie Zuzanna Brok z domu Sokół zrobiła na mnie największe wrażenie. To wspaniała kobieta, choć chwilami zdawało mi się, że nadto spiżowa.
Nie wydaje mi się, by taką była. Nie jest święta, popełnia błędy, bywa nieznośna. Czasem wierność zasadom pozbawia ją empatii. Ale znam sporo takich ludzi, którzy – jak ona – pozostają wierni temu, w co kiedyś wierzyli, nie poszli na zasadnicze kompromisy.
„Czas niedokonany" to historia kraju, narodu – czy narodów – również historia rodziny. Która z nich w trakcie pisania tej książki była dla ciebie najważniejsza?
Rodzina nas kształtuje, ale sama jest kształtowana doświadczeniami narodowymi. „Czas niedokonany" miał być historią rodziny, tyle że ta rodzina nie miała tak dobrze jak Buddenbrookowie ze swoimi ulicami, kamienicami, całym ich światem budowanym przez pokolenia. W Polsce nie mieliśmy Buddenbrooków, mieliśmy Broków, których świat ulegał niemal bez przerwy destrukcji.
W swym pierwszym planie powieść rozgrywa się współcześnie...
W 2008 roku, między wrześniem a grudniem...
... naprawdę jednak rozpoczyna się po rewolucji 1905 roku od pogromu we wsi pod Pińskiem, gdzie zamordowany zostaje protoplasta rodu Broków – Baruch – wraz z żoną i dwójką dzieci. Dzieje pozostałych, cudem ocalałych trzech jego synów wydały mi się w książce najciekawsze, dotykają bowiem kluczowych dla historii XX wieku wydarzeń, choćby rewolucji bolszewickiej. Czy sięgając do tej odległej już przecież historii, skorzystałeś np. z jakichś dokumentów rodzinnych?
Nie, ale pisałem o tym, co dobrze znam. O rewolucji w Rosji naczytałem się co niemiara, od tomów Pipesa i Figesa po liczne pamiętniki z epoki. Jak piszę o „Cafe Central" w Wiedniu, to oczywiście tam byłem. Ale jednak jest to opowieść skonstruowana, w jakimś stopniu mityczna – o załamaniu się fundamentalnego porządku. Baruch Brok żył w świecie metafizycznego ładu, w którym wprawdzie istniały podziały, ale nie były aż tak ważne, i oto nagle ten jego świat się wykoleił, została popełniona inicjalna zbrodnia, ludzie zakwestionowali boski porządek i zaczęli rozpaczliwie tworzyć jego namiastki. Tak się dzieje z trzema synami Barucha: jeden zostaje rewolucjonistą, i to ekstremalnym, bo czekistą; drugi szuka odpowiedzi na dręczące go pytania w psychoanalizie, trzeci szuka nowej filozofii, jest uczniem Heideggera. Wszyscy przegrywają, bo nie potrafią zbudować porządku takiego jaki jest – można powiedzieć – fundamentem przeżycia religijnego.
Powieść można też odczytać współcześnie, jako rzecz o dzisiejszej Polsce, bardzo dalekiej od tej, jaką sobie wymarzyliśmy.
W tym planie to jest opowieść o czasie marnym. O wspaniałym doświadczeniu „Solidarności" i zaprzepaszczeniu jej dorobku, roztrwonieniu go. Widać to w osobistych historiach powieściowych postaci. Właściwie tylko Zuzanna usiłuje jeszcze walczyć, ale z powodu swego nonkonformizmu zostaje wypchnięta na margines. Na szczęście czas jest rzeczywiście niedokonany i moja bohaterka spotyka ludzi „Solidarności" mówiących o tamtym czasie jako o czymś niezwykłym, najbardziej w całym ich życiu wartościowym.
Tyle pozostało z „Solidarności"? Tylko kombatanctwo?
Dlaczego? Ja się tego słowa nie boję.
Ja też nie, ale czas biegnie.
Takie doświadczenia trwają wiekami, pozostają, odkładają się.
No i co nam zostaje z „Solidarności"?
Uważam, że czas się wcale nie spełnił. Jak to, co nam zostaje? Zostaje nam wojowanie, jak pisał Sęp Szarzyński. Zostaje nam walka o to, żeby przywrócić właściwą rangę i miarę naszemu światu, naszemu państwu, naszemu krajowi.
Nie będzie to łatwe w sytuacji, gdy w „Czasie niedokonanym" pewien minister deklaruje: mamy za sobą wszystkie izmy i teraz wierzymy w... piłkę nożną. Wytłumacz mi, jak długo można wierzyć w piłkę nożną, choćby i kochało się futbol?
Niektórzy ten kult uprawiają dosyć długo. Ale też mi się wydaje, że na dłuższą metę jest to niemożliwe. Uprawiać sport – tak, interesować się nim – w porządku, ale wierzyć?! Doprowadzenie do tego, żeby igrzyska zastępowały nam prawdziwe życie, żeby rozpaczliwie zabawiać się na śmierć, to objaw degeneracji, symptom śmiertelnej choroby.
 
Promocja książki Bronisława Wildsteina „Czas niedokonany"
15 maja, niedziela, godz. 12.00
Warszawskie Targi Książki – Sala Mickiewicza
Pałac Kultury i Nauki w Warszawie
Spotkanie poprowadzi Krzysztof Skowroński
KONKURS:
Dla naszych czytelników mamy 3 książki.
Wygrają trzy pierwsze zgłoszenia na adres kultura@rp.pl z linkiem do zamieszczonej na rp.pl wybranej recenzji literackiej. W tytule mejla proszę wpisać "Czas niedokonany".
Start konkursu: poniedziałek, 16 maja, godz. 14.00.
Znamy już zwycięzców. Poinformujemy ich drogą elektroniczną. Dziękujemy za udział w konkursie :)
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA