fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Piotr Zaremba o książce o Janie Pawle II – Antypapie

Piotr Zaremba
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Tomasz Piątek zbiera dziesięć stereotypów na temat Jana Pawła II, aby dać im odpór. Niektóre są produktem jego wyobraźni – publicysta "Rzeczpospolitej" recenzuje książkę "Antypapież"
"Krytyka Polityczna" postanowiła uczcić beatyfikację Jana Pawła II pamfletem o nim. Jego promocji w Nowym Wspaniałym Świecie nadano rangę wydarzenia. "Tomasz Piątek z brawurą pisarza i felietonisty, a jednocześnie z zaangażowaniem wierzącego protestanta atakuje nauczanie polskiego papieża i medialny spektakl wokół jego osoby. Czy w Polsce można już krytykować Jana Pawła II?" – to anons z okładki książki "Antypapież".
Jak widać, można. Z dawnych czasów zachował się dowcip o Panu Bogu, który powiedział pobożnemu malarzowi religijnemu Janowi Styce: "Ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze". Możliwe, że Piątkowi i promotorom jego dziełka powinien się ukazać błogosławiony Karol Wojtyła i powiedzieć: "Skoro musicie się sprzeciwiać, spróbujcie, proszę, inteligentnie, z intelektualnym rozmachem, głęboko".

Pamflet licealisty

Bo co dostajemy? Rozważania na poziomie inteligentnego licealisty dokonującego przeglądu negatywnych stereotypów dotyczących Jana Pawła II. A ponieważ to może się jeszcze nie sprzedać, okraszającego pamflet pseudomłodzieżowym lekceważeniem, w założeniu obrazoburczym.
"Drogi czytelniku, niezależnie czy masz sentyment do tej postaci czy też nie, zapewne nieco znużony/znużona jesteś nieustannym odmienianiem przez wszystkie przypadki imienia Jana Pawła Drugiego i tytułu Ojca Świętego. Rozumiem cię doskonale. Ja też mam dosyć, do tego stopnia, że nieraz mam w oczach walizki, a w sercu emigrację. I nie mam już siły gadać, argumentować... Kiedy ktoś mówi mi "Marek Jurek", pytam: "To w końcu Marek czy Jurek? "Kiedy ktoś mówi mi: "Jan Paweł Drugi", odpowiadam: "chyba Jan pierwszy, a Paweł drugi, skoro ich było dwóch". O wiele chętniej pisałbym tutaj o moich kotach, Ciri i Jaskrze, z których jeden jest biały, a drugi szary, jeden jest kotką, a drugi kocurem, jeden próbuje naśladować ludzką mowę, co daje efekt podobny do skrzypienia zardzewiałej huśtawki, a drugi sika nam czasem w łóżko" – tak sam autor wyjaśnia zamiar zajęcia się tematem.
Gdyby chcieć odpowiedzieć Piątkowi podobnym językiem, wystarczyłoby zauważyć, że intelektu starczy mu tylko na dogłębne skreślenie portretów kocich ulubieńców, niekoniecznie na tego czy innego papieża. I można by się zwolnić z recenzowania wygłupu. Ale współczesny świat coraz częściej do wygłupu się ogranicza. Przeintelektualizowana niedawno "Krytyka Polityczna" na nic więcej się przy tej okazji nie zdobyła. Więc musimy do niepoważnych rzeczy podejść choć trochę poważnie.
Piątek zbiera dziesięć stereotypów na temat Jana Pawła II, aby dać im odpór. Niektóre są produktem jego wyobraźni. Nazywa zmarłego papieża "głową chrześcijaństwa" (nie słyszałem, aby ktoś inny tak go nazywał) po to tylko, aby przypomnieć, że na świecie są inne chrześcijańskie wyznania, a katolicy niekoniecznie jawią mu się jako ci najfajniejsi. Nazywa go "głową największego odłamu chrześcijan", aby zanegować liczebność wyznawców Kościoła katolickiego, bo rzekomo, inaczej niż protestanci, zawyżają dane itd.

Kult bałwanów?

Niektóre zarzuty są powieleniem obiegowych oskarżeń ze strony wyznań protestanckich przemieszanych z pretensjami liberałów wypominających Janowi Pawłowi II nadmierną widowiskowość, bogactwo kierowanej przez niego instytucji, triumfalizm. Z tego pierwszego mogłaby wyniknąć ciekawa debata międzywyznaniowa, ale Piątek ogranicza się do inwektywy.
Większość teologów protestanckich od dawna nie nazywa już katolickiej religijności z kultem świętych i upodobaniem do religijnych obrazów czy rzeźb bałwochwalstwem – to jest dziś język rozhisteryzowanych zespołów rockowych. Notabene sprowadzanie kultu świętych (czy Matki Boskiej) do czczenia bałwanów jawi się jako równie prymitywne uprzedzenie, jak inwektywy miotane kiedyś przez katolików pod adresem protestanckich dysydentów.
Generalnie ten spór można by zbyć przypomnieniem sceny z "Ziemi obiecanej", kiedy to Żyd Moryc Welt wykazuje wyższość katolicyzmu nad protestantyzmem: szuka on w kościele piękna i potęgi i obie te wartości znajduje w katolickich świątyniach. A na dokładkę konstatuje z precyzją biznesmena: "Co to za firma, protestantyzm? Papież to jest firma". Bynajmniej nie wszystkie mocne argumenty byłyby w takiej dyskusji po stronie katolików. Tęsknota za religią zakorzenioną w materialnej skromności, wyrzekającą się władzy, jest głęboko ewangeliczna.
Tyle że sam Piątek czuje się zmuszony do przekonywania, iż przemawia nie z pozycji liberalnego lewicowca, ale wierzącego protestanta. Rzecz w tym, że kiedy bierze się do dekonstruowania papieskiego stanowiska w sprawie aborcji albo do wyśmiewania się z jego etyki seksualnej, jest nierozróżnialny od antyklerykalnej lewicy, która ma do zarzucenia Janowi Pawłowi II jedno: że stawiał człowiekowi zbyt wysokie wymagania.
Piątek narzeka na centralizm, z jakim Wojtyła, wbrew zaleceniom Soboru Watykańskiego, zarządzał Kościołem, ale nie zauważa, że to dzięki temu stanowisko katolików w sprawach moralnych jest dziś jeszcze w ogóle dyskutowane. Jego własne jest w tych sprawach bardzo podobne do stanowiska ludzi, którzy gardzą religią. Jeśli jest to stanowisko dopuszczalne dla współczesnego protestanta, to z powodu braku mocnego magisterium w obrębie tych wyznań. Wyznań kiedyś surowszych od katolików, a dziś zlewających się z obojętnym religijnie tłem.
Traktuję wywody Piątka, wbrew początkowym deklaracjom, poważnie, a on w wielu wypadkach po prostu szuka kija. Chwali Jana Pawła II za uznanie racji Lutra w sporze o wyższość łaski nad uczynkami, by za chwilę ze złośliwością dziecka zawołać: wszystko, co w tym wielkie, pochodzi od Lutra, papież nie był więc wielkim teologiem. Wizja przywódcy religijnego, który musi "odkryć" coś przełomowego, aby być wybitnym, nie pochodzi z pism teologicznych, ale z naiwnych wyobrażeń młodzieżowej kontrkultury.

Papież imperialista

Z największą pasją bierze się do walki z Janem Pawłem II jako politykiem. Tyle że nie przemawia tu własnym głosem, powtarza tezy Artura Domosławskiego zarzucającego papieżowi, że jako antykomunista nie walczył z prawicowymi dyktaturami w Ameryce Łacińskiej, wspierał organizację Opus Dei i nie zrobił nic dla obrony praw człowieka.
Ani Domosławski, ani Piątek nie pamiętają już żalu polskich antykomunistów wobec Kościoła, że za mało zrobił dla "Solidarności". Między wierszami także wobec Jana Pawła II, na przykład o to, że w czasie jednej ze swych kolejnych wizyt źle potraktował Lecha Wałęsę. Albo że wykonywał zbyt serdeczne gesty wobec Jaruzelskiego, a później Kwaśniewskiego. Ta papieska powściągliwość bardziej była konsekwencją sławnej watykańskiej dyplomacji niż wyrazem preferencji ideologicznych. Choć oczywiście Wojtyła odrzucał teologię wyzwolenia jako nazbyt naznaczoną marksizmem. Co było słuszne, jeśli Kościół miał pozostać nadal katolicki nie tylko z nazwy. Można się nad tą dyplomacją każącą traktować uprzejmie i Pinocheta, i Jaruzelskiego zastanawiać, oraz ją kwestionować. Ale nie serwujcie nam panowie Domosławski i Piątek portretu papieża proamerykańskiego imperialisty, bo to sprzeczne z faktami. Tam, gdzie fakty zbyt jaskrawo przeczą schematom, autor "Antypapieża" posuwa się do licytowania żądań. Papież nie ukrywał nigdy krytycyzmu wobec twardej polityki USA na Bliskim Wschodzie (moim zdaniem kierując się naiwnym pacyfizmem). Co robi z tym Piątek? Chce więcej. Aby ekskomunikował uczestników wojny irackiej, tych z naszej strony. Dlaczego zatem nie ekskomunikować wychowanego w katolickiej wierze Jaruzelskiego? I kogo jeszcze?
Bez wątpienia Jan Paweł II zrobił zbyt mało, aby pozbawić Kościół cech pilnującej swoich interesów korporacji: w tym się będzie mieścić i niechęć do poddawania się dochodzeniom dotyczącym pedofilii, i sytuacji, gdy poszczególnym hierarchom stawiano zarzuty nadużyć finansowych. Dodałbym stosunek do lustracji duchownych, choć tu jego związek ze zdarzeniami pozostaje nie do uchwycenia. Jak każdy przywódca także i polityczny, był uwikłany w masę sprzeczności, w opór podległych sobie, odwiecznych struktur. Czasem przeszkadzały tradycyjne cechy kościelnych instytucji, czasem zbyt wielki napór nowoczesności.

Rozmowy nie będzie

Warto i można o tym rozmawiać, tyle że Piątek nie rozmawia. Oto próbka: "Tak więc głupie i chciwe społeczeństwo ma być utrzymywane w więzi z Bogiem za pomocą magicznych rytuałów, a zarazem jego głupotę i chciwość stymulować będzie elita bogatych ascetów, cierpiących prezesów, dyrektorów we włosiennicach, copywriterów z gwoździem w nodze i celibatycznych celebrytów".
To język antyreligijnych paszkwili z czasów stalinizmu przemieszany z teoriami Dana Browna. Mówiąc takim językiem, samemu niczego się nie zrozumie, tym bardziej nie objaśni świata innym. Piszę to jako człowiek przekonany, że w wielu sprawach warto się z Karolem Wojtyłą spierać.
Bardziej ciekawi mnie, jak przyjmie tę książkę mainstream, zaangażowany niedawno w pocieszną kampanię przeciw filmowej biografii komunistycznego dyktatora "Towarzysz Generał" opisywanej, także przez ludzi "Krytyki Politycznej" jako "jednostronna". Jakich słów użyje "Gazeta Wyborcza", skoro od lat poświęca się budowaniu kolejnych kapliczek, wskazywaniu, kogo nie można nie tylko obrażać, ale stawiać niewygodnych pytań. Piątek obraża Jana Pawła II, a w pewnych momentach katolików, których wyborów i wrażliwości nie rozumie. Ma prawo nie rozumieć, jest wolność słowa, ale stróże nienaruszalności autorytetów powinni się stosować do własnych standardów.
Na łamach "Wyborczej" ta beatyfikacja kwitowana była dziesiątkami zastrzeżeń wobec nauk i poglądów Jana Pawła II. Na ogół nie przekraczano jednak miary, niektóre podsumowania jawiły się jako ciekawe, jak zniuansowana ocena filozofa z Wiednia Krzysztofa Michalskiego przypominająca, że Jan Paweł II "nie mieścił się w żadnym schemacie" (konkluzja przekraczająca możliwości poznawcze Piątka czyniącego z Wojtyły rzecznika liberalnego kapitalizmu). Mimo wszystko pisano tam trochę mądrzej i ciekawiej niż w "New York Timesie", gdzie wystarczyły schematyczne żale na Wojtyłowy "konserwatyzm". Co w takim razie jednak począć z takim pamfletem?
Rzecz dotyczy akceptacji dla pewnej metody opisywania świata. Kiedy Piątek rysuje dzieje ostatnich kilkunastu lat jako dzieje handlu – Wojtyła godzi się na liberalną transformację, w której "ciężko harujemy, mało zarabiamy" w zamian za zakaz aborcji, dech zapiera w piersiach. To dopiero jest spiskowa wizja świata! Chciałoby się zapytać: a gdzie wychwalający umiar, gardzący spiskami mainstream? Wybacza "Krytyce Politycznej" jej "toporności" w imię walki ze wspólnym wrogiem – tradycyjną Polską?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA