fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Cztery słowa, a jak wiele treści

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Wulgaryzmy to już nie tylko „przecinki", zyskują coraz więcej znaczeń – twierdzą badacze z Wrocławia i Łodzi
A niech mnie ch...! – mówi ktoś zaskoczony. – W ogóle przystojny, zaje..., k..., koleś – stwierdzają koleżanki, które zobaczyły interesującego chłopaka.
Z kolei kiedy ktoś się zdziwi tym, co powiedział rozmówca, pyta: – Powiedz mi, jaką pokrętną logiką żeś do k... nędzy do tego doszedł?
Natomiast kiedy zwraca znajomemu uwagę, powie: – Straszny z ciebie ch... Jak możesz się tak zachowywać?
Te oraz inne zdania z czterema słowami – dwoma rzeczownikami: k..., ch..., oraz dwoma czasownikami: jeb... i pier..., zawiera dostępny od niedawna "Słownik polszczyzny rzeczywistej".

Zachwyt, pogarda  i groźba

Wykładowcy i studenci z uniwersytetów Łódzkiego oraz Wrocławskiego zebrali 320 zwrotów, które zawierały te cztery przekleństwa. I okazało się, że jedno może mieć nawet 47 funkcji komunikacyjnych. Na przykład k... wyraża zachwyt, dezaprobatę, pogardę lub groźbę.
Nie są to już tylko przecinki czy wypełniacze. – Te słowa zastępują po prostu inne, których moglibyśmy użyć w danej sytuacji – twierdzi dr Michał Grech, językoznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego, jeden z członków zespołu badawczego.

Niech czytelnicy  ocenią

Materiał zaczerpnęli z obserwacji. Przez pół roku chodzili po mieście i notowali wypowiedzi różnych osób. Ale nie tylko. Pomocny okazał się również Internet. – Odkryliśmy je na przykład w filmikach zamieszczanych na YouTubie – dodaje  dr Grech.
Jak zaznaczają twórcy słownika, pokazuje on, że język polski ubożeje. – Skoro można wyrazić wszystko za pomocą czterech słów, to może czas zacząć się niepokoić – zastanawia się Grech.
Mariusz Wszołek z Uniwersytetu Wrocławskiego zaznacza jednak, że ich praca nie była po to, żeby kogoś oceniać.
– Pokazujemy tylko zjawisko, a czytelnicy naszego słownika sami muszą stwierdzić, czy to jest pozytywne czy negatywne – podkreśla Wszołek. – Chcieliśmy pokazać, jak bardzo jesteśmy kreatywni w tworzeniu nowych znaczeń słów. Polacy są w tym zakresie bardzo pomysłowi. Używają języka jak plasteliny.
To, że Polacy, a zwłaszcza młodzi, są kreatywni udowodnił już w serii "Słowników najmłodszej polszczyzny" Bartek Chaciński.
Można było w nich znaleźć zarówno nowe słowa, np. rozkmina, jak i takie, które zyskały nowe znaczenie, np. grubo. Pokazywał on, że młodzież czerpie inspirację z filmów, telewizji czy kultury hiphopowej.
A skąd pomysły biorą ludzie mówiący tak, jak to pokazuje "Słownik polszczyzny rzeczywistej"?
– Na początku nasza hipoteza była taka, że przeklinają określone środowiska. W trakcie obserwacji okazało się, że nawet w gronie intelektualistów używa się tego typu słów – zaznacza Wszołek.
– Ludzie przeklinają coraz częściej, i to jest smutny fakt. Jednak przyczyn tego zjawiska nie umiem wytłumaczyć – mówi językoznawca prof. Jan Miodek.
Fakt, że przeklinanie Polakom spowszedniało i nie robi na nich wrażenia, pokazują wyniki sondażu CBOS z 2007 r. (przeprowadzonego na grupie 946 osób).
Wtedy 67 proc. badanych przyznało, że bardzo często styka się z wulgaryzmami i przekleństwami.
62 proc. stwierdziło, że używa przekleństw pod wpływem silnych emocji – zarówno negatywnych, jak i pozytywnych.
Czyli na przykład – jak podaje "Słownik polszczyzny rzeczywistej" – w sklepie, kiedy cieszą się, że zapłacili mniej niż zwykle i mówią: – Zakur... Tak powinno być!
– Ja nie przeklinam, ale mojemu mężowi to się zdarza, na przykład kiedy zdenerwuje się za kierownicą. Zawsze wtedy go strofuję – podkreśla Małgorzata Paliwoda, która zajmuje się handlem nieruchomościami.

Wyraz na "k..."  w tramwaju

– Zdarza mi się przeklinać. Jednak staram się to robić tylko, kiedy jest to śmieszne albo jest cytatem. Najczęściej w gronie osób, które dobrze znam – mówi Kuba Kłosiński, student Uniwersytetu Warszawskiego.  – Przekleństwa to element każdego języka i nie ma co udawać, że nie istnieją.
Podobnego zdania jest Wszołek: – Przekleństwa weszły do przestrzeni publicznej. Nie ma już problemu z tym, żeby powiedzieć słowo na k... w tramwaju czy urzędzie.
– Kiedy byłem chłopcem,  szczytem wszystkiego było powiedzieć "kurde" albo "kurde balans" – wspomina prof. Miodek. – Nawet gdy zdarzyło się czasem przekląć, to już na pewno żaden z nas nie ośmieliłby się tak powiedzieć przy dziewczynie. Dzisiaj mówimy w miejscach publicznych i nie ma żadnego znaczenia, czy to chłopak czy dziewczyna.
– Kobiety, niestety, czasami klną nawet dużo gorzej niż mężczyźni – dodaje Kłosiński.
Co na to "Słownik polszczyzny rzeczywistej"? "Gdybym był chamem, to bym powiedział "wypier...", a nie "do widzenia".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA