fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Relacja strażaka ze Smoleńska. Świadek katastrofy Tu-154

Służby na miejscu katastrofy w Smoleńsku
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Paweł Majewski
Relacja jednego z rosyjskich strażaków, który widział spadającego Tu-154M, a potem pracował na miejscu katastrofy w Smoleńsku
Trzydziestoparoletni mężczyzna nie chciał się przedstawić ani podać swojego imienia. Upadek samolotu z polską delegacją do Katynia widział na własne oczy.
- Akurat byłem bardzo blisko, na dworze. Samolot spadał na moich oczach. Po prostu spadł. Nie było żadnego wybuchu, tylko taki głuchy dźwięk. Jeszcze w powietrzu zapalił się: po tym, jak zahaczył o drzewa - relacjonował,wysłanniczce PAP do Smoleńska, stojąc nieopodal miejsca katastrofy. Na miejsce, gdzie upadł samolot, przybył jako jeden z pierwszych. - Trudno tam było dojechać: było straszne błoto. Jakoś wjechałem wozem, ale z powrotem musieli już mnie wyciągać, inaczej się nie dało - wspomina.
Został tam dobę. - Gasiliśmy, pomagaliśmy zbierać fragmenty samolotu, szczątki... Na miejsce zjechała straż pożarna z całego miasta. Po dobie pojechałem do domu, zostałem trochę i wróciłem. I tak było sześć dni. W domu nie mogłem spać: zasypiałem i budziłem się - opowiada. - Osiem kilo schudłem przez tych pierwszych kilka dni. Z kolegami było podobnie. Tak to podziałało na psychikę - przekonuje mężczyzna. Wspomnienia sprzed roku, podczas tej rozmowy, były dla niego wciąż żywe. Co chwila zapalał kolejnego papierosa, choć zapewniał, że w swoim życiu widział wiele strasznych rzeczy, jak choćby podczas wojny w Czeczenii, w której musiał uczestniczyć, będąc w wojsku. - Byłem tam rok. Ale to, to była zupełnie inna rzecz, straszniejsza: w Czeczenii była wojna, a tu zginęli cywile - ubolewa Rosjanin.  
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA