fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Męczennik lewicy sam chciał zabić

ROL
Piotr Kowalczuk
Trybunał uznał, że ani włoskie władze, ani karabinier nie ponoszą odpowiedzialności za śmierć anarchisty
 
23-letni chłopak zginął w 2001 roku podczas szczytu G8 w Genui. Do miasta zjechali antyglobaliści z całego świata. Organizowali tam sympozja i dyskusje, apelowali o umorzenie długów Trzeciego Świata, protestowali przeciw dyktatowi międzynarodowych koncernów i banków. Oprócz pięknoduchów do Genui tłumnie przybyli anarchiści z całej Europy. Udało im się zamienić pokojowe w zamierzeniu demonstracje w regularną wojnę z policją. Było 560 poważnie rannych. Palono i rozbijano samochody, banki, supermarkety, sklepy, urzędy i restauracje.

Delirium wandalizmu

Krwawym starciom w Genui przyglądałem się z bliska jako reporter BBC. Rozpoczęły je świetnie zorganizowane, zamaskowane i ubrane na czarno bojówki anarchistów. Atakowały policjantów, by na komendę lub gwizdek błyskawicznie wycofać się w boczną uliczkę i zaatakować znowu. Dowódcy grup porozumiewali się i koordynowali ataki przez walkie-talkie.
Rozpętało się wówczas piekło. Zaczęły się polowania na ludzi w mundurach i delirium wandalizmu, które udzieliło się większości demonstrantów. Zresztą sporo z nich przybyło na pokojową demonstrację uzbrojonych w pałki i łańcuchy. Najwyraźniej nie chodziło o demonstrację, lecz o awanturę i przerwanie kordonów policji chroniących dostęp do portu, gdzie obradował szczyt G8.
Ofiarą gazu łzawiącego padł 21-letni karabinier Mario Placanica. Wycofujący go z pierwszej linii policyjny land rover wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez 15 zamaskowanych anarchistów. Na zdjęciach zrobionych przez fotoreportera widać rozbite szyby i napastnika atakującego kierowcę deską. Z tyłu do samochodu biegnie ktoś z uniesioną nad głową gaśnicą. To właśnie Giuliani. Chce ugodzić trafionego chwilę przedtem kamieniem w głowę Placanikę. Karabinier oddał wówczas feralny strzał. Kilka chwil później Giuliani nie żył.
Mimo przejrzystych okoliczności tragedii, w której zginął młody człowiek chcący w misji naprawiania świata zabić jeszcze młodszego, włoska lewica postanowiła uczynić z Giulianiego męczennika. Bohaterskiego bojownika antyglobalistycznej sprawy. Giuliani, który był młodym, nieco zagubionym człowiekiem – znanym policji jako drobny złodziej, konsument i handlarz narkotyków – już wkrótce  po tragedii stał się bożkiem lewicy.

Idol komunistów

Nie tylko we Włoszech. Portrety młodzieńca stały się nieodłącznym atrybutem lewicowych demonstracji. Powstały inicjatywy obywatelskie, by dedykować mu ulice i place. Stał się bohaterem setek artykułów i reportaży światowych mediów. Wraz z toczącym się dochodzeniem prokuratury w mediach pojawiały się najdziksze sensacje o okolicznościach tragedii, w których demonizowano karabiniera – niedoszłą ofiarę Giulianiego. Można było odnieść wrażenie, że w Genui policja rzuciła się na bezbronnych pacyfistów.
Wciąganiu anarchisty na cokół i sztandary posłużyły trzy filmy, pięć książek i 30 pieśni. Partia Komunistycznej Odnowy nazwała jego imieniem swoją aulę w Senacie. Mimo protestów nazwę zmieniono dopiero w 2008 roku, gdy komuniści przepadli w wyborach. W Settignano powstało Centrum Informacyjne im. Carla Giulianiego, a w Saharze Zachodniej jedna z włoskich lewicowych organizacji charytatywnych (AUSER) wybudowała poświęconą mu szkołę.
Tragicznie doświadczeni rodzice Carla stali się oczywiście bohaterami programów publicystycznych TV i lewicowych demonstracji. W 2006 roku komuniści umieścili panią Giuliani na pewnym miejscu list wyborczych i wprowadzili do Senatu.
Równocześnie przez wszystkie instancje włoskiego wymiaru sprawiedliwości przetoczył się proces, w którym włoskie władze i karabinier Placanica byli oskarżeni o zabójstwo. Żaden z sądów nie dopatrzył się winy.
Wówczas państwo Giuliani i ich lewicowi sponsorzy zwrócili się do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który odrzucił skargę. Teraz to samo zrobiła Wielka Izba Trybunału. Lewicowa „La Repubblica", aktywnie biorąca udział w apoteozie Carla, informację o tym orzeczeniu umieściła na 28. stronie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA