fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

PiS i tajemnice śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Obiecywanie Polakom, że jak PiS dojdzie do władzy, to odkryje dokumenty kluczowe dla smoleńskiego śledztwa, skończy się najprawdopodobniej wielkim rozczarowaniem – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
Gdybyśmy wygrali wybory, dokonalibyśmy rzetelnego przeglądu informacji, którymi już dzisiaj dysponują instytucje państwa polskiego. Jestem przekonany, że już samo takie działanie rzuciłoby nowe światło na sprawę przyczyn katastrofy. Powstałby raport niepodszyty strachem, w przeciwieństwie do tego, który tworzy komisja Millera" – powiedział Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla najnowszej "Gazety Polskiej".

Gra Tuska z Putinem

Tym samym kolportowana przez polityków Prawa i Sprawiedliwości od kilkunastu tygodni plotka nabrała rangi oficjalnej wypowiedzi prezesa partii. Kaczyński uważa, że w archiwach "instytucji państwa" istnieją dokumenty, które pokazują prawdziwe przyczyny katastrofy w Smoleńsku. Dokumenty te, kluczowe dla wyjaśnienia strasznej tragedii 10 kwietnia, jak można wywnioskować, zostały ukryte przez rząd Donalda Tuska, bo prawda o okolicznościach katastrofy mogłaby mieć fatalne skutki polityczne.
Jakie? Warto zwrócić uwagę, że szef PiS nie mówi o tym, że istnieją dokumenty naświetlające "okoliczności" katastrofy (czyli np. to, co się działo na lotnisku Siewiernyj, co się działo na pokładzie prezydenckiego samolotu itp.), lecz przyczyny "katastrofy", a więc chodzi raczej o papiery dokumentujące grę, którą podjął Donald Tusk z Władimirem Putinem, by doprowadzić do śmierci polskiego prezydenta.

Rozbić układ

Według słów Kaczyńskiego działaniami polskich śledczych nie kieruje dążenie do prawdy, lecz strach. Strach przed ujawnieniem tuż przed wyborami prawdy o "przyczynach katastrofy". Jednocześnie, twierdząc, że rząd ukrywa dowody, Kaczyński wysyła ważny sygnał do swych wyborców: musicie się zmobilizować, musimy wygrać te wybory, a wtedy wyjaśnimy tę katastrofę. Tragedia smoleńska jawi się jako największy przekręt ekipy Donalda Tuska, który – tu szef PiS składa przedwyborczą obietnicę – zostanie ujawniony przez kolejną władzę.
Podobnie było w 2005 roku. Wprawdzie nie było wtedy tak poważnej sprawy jak katastrofa smoleńska, ale Lech i Jarosław Kaczyński obiecywali Polakom ujawnienie wszystkich zbrodni III RP. Narzędziem do ich odkrycia miała być komisja prawdy i sprawiedliwości, która miała się zająć wszystkimi grzechami Polski ufundowanej podczas rozmów w Magdalence: od zaniechania lustracji i dekomunizacji przez prywatyzację, inwigilację partii politycznych przez służby specjalne, kierowanie życiem politycznym i gospodarczym przez agentów lub oficerów SB lub WSI, po społeczną niesprawiedliwość.
Komisja prawdy i sprawiedliwości – jak wszyscy pamiętają – nigdy nie powstała, natomiast śledcza komisja bankowa rozbiła się o rafy niezależności banku centralnego, nie ujawniła żadnych wstrząsających faktów założycielskich polskiego systemu finansowego, a przynajmniej nie więcej niż publicyści, dziennikarze śledczy czy naukowcy.
Olbrzymie kontrowersje wywołał raport o likwidacji WSI przygotowany przez Antoniego Macierewicza, który nie zawierał kluczowych informacji dowodzących istnienia "układu", dał zaś opozycji narzędzie do krytyki PiS za ujawnianie w lustratorskim szale informacji wywiadowczych III RP czy dekonspirację naszej siatki szpiegowskiej w Afganistanie. Sam Lech Kaczyński nie krył rozczarowania tym, co znalazło się w raporcie – okazało się bowiem, że długotrwała i skrupulatna weryfikacja służb wojskowych nie przyniosła dowodu na to, że całość polskiej gospodarki znalazła się w rękach "wojskówki".
Podobnie spektakularnych sukcesów nie odniosła prokuratura mająca wyjaśnić najgłośniejsze afery III RP – paliwową czy węglową. Wyjaśnianie tej ostatniej skończyło się zresztą tragedią, która do dziś odbija się PiS czkawką. Potrzebna i skuteczna skądinąd nowa służba – jaką było Centralne Biuro Antykorupcyjne – nie wyjaśniła sekretów układu, choć bardzo przydała się w ograniczaniu korupcji. Z kolei lustracja agentów SB skończyła się awanturą przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Ukarać IV RP

Złudzeniu, iż wystarczy przejąć władzę, aby ujawnić zbrodnie i nieprawidłowości poprzedników, uległa też Platforma Obywatelska. Kampania wyborcza 2007 roku odbyła się pod hasłem obietnic rozliczenia zbrodni PiS i nadużywania służb specjalnych do działań politycznych.
Potem jednak prawie wszystkie śledztwa dotyczące zbrodni IV RP – a w szczególności ich najokrutniejszej formy zwanej ziobryzmem – spełzły na niczym. Podobnie było z działalnością komisji śledczych, np. tzw. naciskową, która w archiwach nie znalazła żadnych dokumentów potwierdzających, iż Jarosław Kaczyński lub Zbigniew Ziobro podpisywali rozkaz niszczenia oponentów politycznych...
Być może taka już jest natura spisków – jeśli w ogóle istnieją – że spiskowcy nie pozostawiają podpisanych przez siebie dokumentów, które pozwoliłyby ich zdekonspirować. Wydaje się jednak mocno wątpliwe – nawet jeśli założymy na moment, że to Donald Tusk z Władimirem Putinem winni są katastrofy smoleńskiej – by w archiwach KPRM lub MSZ zachowała się notatka ze spotkania, na którym obaj politycy postanowili pozbyć się Lecha Kaczyńskiego.
A więc nawet jeśli PiS dojdzie do władzy, nawet jeśli powoła komisję wyjaśniającą katastrofę smoleńską, nawet jeśli jej szefem w randze ministra uczyni Antoniego Macierewicza, nie znajdzie raczej dowodów na to, że rząd Platformy Obywatelskiej ponosi jednoznaczną odpowiedzialność za śmierć Lecha Kaczyńskiego i pozostałych 95 ofiar tragedii 10 kwietnia.

Zatruta polityka

O katastrofie smoleńskiej wiemy wciąż za mało, wciąż pozostało wiele pytań. Co więcej, pełne wyjaśnienie tej strasznej tragedii jest jednym z najważniejszych zadań państwa polskiego. Ba, wielu polityków Platformy Obywatelskiej w prywatnych rozmowach narzeka, że rząd nie zrobił wszystkiego, by Smoleńsk szybko wyjaśnić.
Ale obiecywanie Polakom, że jak PiS dojdzie do władzy, odkryje dokumenty kluczowe dla smoleńskiego śledztwa, skończy się najprawdopodobniej tak jak wszystkie wcześniejsze tego typu obietnice – wielkim rozczarowaniem. Jeśli zaś PiS do władzy nie dojdzie, podejrzenie o ukrywanie najważniejszych dokumentów skutecznie będzie zatruwało życie polityczne przez następną kadencję.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA