fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Moja Emerytura

Prezydent wysłuchał głosów ekspertów

Irena Wóycicka, minister w Kancelarii Prezydenta
Fotorzepa, Szymon Łaszewski Szymon Łaszewski
Spór na temat otwartych funduszy emerytalnych zaostrzył wypowiedzi polityków i ekonomistów oceniających działania rządu
 
Wysokość przyszłych świadczeń, bezpieczeństwo wypłat emerytur i podział składki pomiędzy ZUS i OFE. To były najważniejsze tematy poruszane podczas debaty zorganizowanej w piątek przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pretekstem był przyjęty przez rząd projekt cięcia składki kierowanej do otwartych funduszy emerytalnych z 7,3 do 2,3 proc. pensji brutto.
W ocenie zaproszonych ekspertów, ekonomistów i polityków za kilka lat emerytury będą niższe od obecnie wypłacanych. Nie są oni jednak zgodni, czy zasadniczy wpływ na to będą miały zmiany w poziomie składki kierowanej do OFE czy zmiany demograficzne. Każda ze stron ma własne zdanie na ten temat. Wszyscy rządowi i prezydenccy doradcy – m.in. Michał Boni, Jan Krzysztof Bielecki, Jerzy Osiatyński – bronią zmian jako jedynego możliwego wariantu wyjścia z obecnej trudnej sytuacji finansów publicznych. Alternatywne rozwiązania przedstawiane m.in. przez prof. Leszka Balcerowicza odrzucono jako w ich ocenie niewystarczające.
Prezydent Bronisław Komorowski wysłuchał każdej ze stron, ale – jak przyznał – nie zdecydował jeszcze, czy podpisze ustawę o zmianach w OFE. Chce zobaczyć, w jakiej formie ustawa wyjdzie z parlamentu. – Już teraz jednak jestem przekonany, że należy kontynuować reformę systemu emerytalnego – wyjaśnił po spotkaniu. – Ta debata jest dowodem na to, że z problemem zapoznaję się w sposób rzetelny i głęboki – powiedział Komorowski. Zastrzegł też, że zamierza gruntownie zbadać zgodność nowych przepisów z konstytucją. – Przewidując konieczność dużego tempa prac nad ustawą, kancelaria zamówiła ekspertyzy konstytucjonalistów dotyczące założeń projektu – wyjaśnił prezydent. – To samo będzie trzeba zrobić po przyjściu ustawy z Sejmu, bo tutaj nie może być żadnych wątpliwości.
W jego ocenie rządowa propozycja nie stanowi zagrożenia dla wysokości emerytur, ale polscy emeryci muszą mieć 100 proc. pewności, że te zmiany gwarantują bezpieczeństwo i odpowiedni poziom ich przyszłych emerytur.
Rząd liczy, że zmiany będą mogły wejść w życie 1 maja tego roku, Paweł Arndt, szef Sejmowej Komisji Finansów Publicznych, przewiduje jednak, że może nastąpić pewne przesunięcie tej daty. Opozycja zamierza bowiem zorganizować w Sejmie publiczną dyskusję nad rządowymi zmianami. ?

1. Czy emeryci będą dostawać coraz niższe świadczenia?

Najważniejsze pytanie, na jaką próbowano odpowiedzieć, brzmiało, czy rządowy projekt wpłynie znacząco na wysokość przyszłych emerytur w relacji do płac. Zdania w tej kwestii były bardzo podzielone. Przeciwnicy rządowych zmian są przekonani, że OFE gwarantują nam wyższe świadczenia w przyszłości, ponieważ inwestując nasze środki w akcje i obligacje, są w stanie wypracować dla nas dodatkowe zyski. Pozostali uczestnicy debaty już tacy pewni nie byli. W ocenie profesora Marka Góry z SGH zmiany, jakie chce przeprowadzić rząd, będą albo neutralne, albo negatywne dla wysokości przyszłych emerytur w relacji do płac. Nie przedstawił jednak żadnych wyliczeń, które mogłyby tę tezę obronić. Argument przeciwników zmian zapewniających, że dzięki OFE mamy szanse na wyższe emerytury w przyszłości, zdecydowanie odrzucił prof. Witold Orłowski, ekonomista PwC. – To błędne założenie – wyjaśniał. – Za 30 lat ludzie nie będą porównywali poziomu świadczeń z dzisiejszym, ale z pensją, jaką dostawali dzień wcześniej. Jestem przekonany, że niezależnie od tego, czy utrzymamy system złożony z OFE i ZUS, czy pozostawimy sam ZUS albo same OFE, emerytury spadną do około 25 – 30 proc. pensji. Z kolei Stanisława Golinowska, profesor Instytutu Zdrowia Publicznego, która także jest przekonana o nieuchronnym zmniejszaniu się relacji emerytury do wynagrodzenia, za główną przyczynę tego procesu uznała zmiany na rynku pracy. – Finansowanie systemu emerytalnego przez pracujących zależy od stopnia obciążenia pracujących – wyjaśniła. – Kiedy rynek pracy staje się coraz bardziej elastyczny – coraz mniej składek i podatków wpływa do systemu, więc poziom świadczeń będzie malał. Rozwiązaniem jest – zdaniem prof. Jerzego Osiatyńskiego, doradcy ekonomicznego prezydenta – wydłużenie wieku emerytalnego. – Inaczej ten, kto zarabia 3,6 tys. zł przy dzisiejszej przeciętnej emeryturze na poziomie 2,4 tys., będzie za parę lat odbierał świadczenie wynoszące 1,2 tys. zł – wyliczył ekonomista.
Jacek Rostowski, minister finansów, podsumowując dyskusję na ten temat, stwierdził krótko. – Wpływ cięcia składki na zmienność świadczeń jest żaden – zapewnił Rostowski. – Przesuwamy to, co dziś inwestujemy w obligacje do ZUS, zwiększamy zaś poziom środków, które OFE będą mogły inwestować w akcje, dlatego nie wpłynie to na zmienność wartości środków w systemie.

2. Czy nasze emerytury są bezpieczne?

Nie mniej emocji wywołała kwestia bezpieczeństwa wypłat emerytur. Najbardziej sceptyczny co do wiarygodności OFE i zapewnienia przez fundusze regularnego przekazywania świadczeń był Jerzy Osiatyński. – Nie przypominam sobie, aby ZUS w Polsce nie wypłacił emerytur, a znam przykłady z krajów, które przechodziły transformację, gdzie były kilkumiesięczne opóźnienia – stwierdził ekonomista. Większość ekspertów bardziej niepokoiło jednak to, czy wysokość przyszłego świadczenia obroni Polaków przed ubóstwem. Zmiana, jaką chce przeprowadzić rząd – w ocenie Agnieszki Chłoń-Domińczak, byłej wiceminister w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej – jest ewidentnie nastawiony wyłącznie na poprawę sytuacji finansów publicznych. Nie bierze pod uwagę kwestii zapewnienia odpowiednich świadczeń. – Największym problemem, jakim rząd powinien się zająć, jest kształtowanie najniższej emerytury aby chroniła przed ubóstwem – stwierdziła Chłoń Domińczak.
Niepokój wyraziła też Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS. – Nie powinno się zmieniać wysokości składek, dopóki się nie określi, co będzie się wypłacać – stwierdziła była prezes. – Dziś emerytury w wysokości do 1 tys. zł odbiera 14 proc. Polaków, a do 1,6 tys. zł – 55 proc. Nowy system jest systemem proporcjonalnym – ile uzbierałeś, tyle dostaniesz. Bardzo dużo pracujących osób nie zarobi nawet na minimalną emeryturę, to będzie skutkowało koniecznością dopłaty z budżetu do minimalnych emerytur. Dodała, że na reformę czeka również system rentowy, a tu sytuacja jest jeszcze gorsza. Rentę wynoszącą poniżej 1 tys. zł odbiera aż 58 proc. osób.
Także w ocenie prof. Góry rządowa propozycja prowadzi do koncentracji ryzyka zamiast jego dywersyfikacji. – Nie znamy przyszłości, a rynki, jak wiemy z doświadczenia, są zawodne – stwierdził profesor. – Dlatego nie należy wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Podział składki powinien następować w proporcji pół na pół pomiędzy OFE i ZUS, to byłoby rozwiązanie optymalne. Podkreślił dodatkowo, że to proporcja wynikająca z zawodności obu systemów – zarówno rynków, jak i państwa.

3. Reforma emerytalna – sukces czy porażka?

Większość uczestników debaty wolała jednak dyskutować o samej idei wprowadzenia reformy. Choć wszyscy byli zgodni, że pierwotne założenie było dobre, to – zdaniem niektórych – nie uniknięto też poważnych błędów przy jego realizacji.
Bogusław Grabowski, członek Rady Polityki Pieniężnej, przypomniał, że twórcy reformy przestrzegali przez wprowadzaniem zmian, jeśli nie będzie gwarancji finansowania nowego systemu. – Nie było takich gwarancji, a jednak reformę przeprowadzono – stwierdził ekonomista. – Co więcej, okazało się, że z grupy 30 – 50-latków do II filara zapisało się dwa razy więcej osób, niż sądzono. Dlatego teraz trzeba podjąć działania, które obniżą koszt budowy II filara. Zapewnił też, że przyszłe zobowiązania emerytalne nie są długiem, bo przecież będą też przyszłe składki.
O reformie jako niewątpliwym sukcesie mówił analityk giełdowy Piotr Kuczyński. – Reforma przejścia na zdefiniowaną składkę była sukcesem. Ale u podstaw reformy leżało założenie, że na akcjach w długim terminie zawsze się zarabia – stwierdził Kuczyński.
To prawdziwe stwierdzenie, ale, niestety, wiedzie na manowce. Nasdaq jeszcze dziesięć lat temu liczył 5 tys. pkt, teraz 2,5 tys. pkt. Dlatego nie uważam za moralne, abyśmy musieli narażać nasze emerytury na zawirowania na giełdzie. Jestem za dobrowolnością wyboru pomiędzy II filarem a ZUS.
Przeważały jednak głosy ekspertów, którzy udowadniali, że ideę reformy wypaczono w późniejszych latach. Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, przypomniał, że na brak zbilansowania systemu wpłynęła decyzja z 2002 roku o zmianie waloryzacji składki. – Miała być ona waloryzowana o tempo przyrostu składki, dziś dokonuje się tego – w zależności od tego, który wskaźnik jest wyższy – albo o wskaźnik tempa przyrostu składki, albo o wskaźnik inflacji. Konsekwencje są takie, że system nie jest dziś zbilansowany. Przestrzegł, że za kilkadziesiąt lat, gdy nasza gospodarka zostanie poddana kilku cyklom gospodarczym, może się okazać, że brakuje w systemie kilku bądź kilkudziesięciu procent środków. Może by jednak rząd zajął się kwestią domykania takich luk – zaproponował ekonomista.
Błędne w jego ocenie są też posunięcia planowane przez obecny rząd. – Rząd proponuje dodatkowe formy oszczędzania, ale zasady pozostają niezmienione, budżet dostanie więc mniej pieniędzy z podatków – wyjaśnił Jankowiak. – Dodatkowo duża alokacja składki w akcje może prowadzić do powstania bąbla na aktywach funduszy. Gdy nastąpi konieczność sprzedaży, wszyscy będą chcieli sprzedawać, nikt nie będzie kupował.
– Powinniśmy w takim razie w ogóle zlikwidować przekazywanie składki do OFE, skoro możemy mieć do czynienia z bąblem na aktywach funduszy – ripostował Andrzej Bratkowski, członek RPP.
Twórca reformy profesor Leszek Balcerowicz podsumował tę dyskusję stwierdzeniem, że każda ocena zależy od punktu odniesienia. Jeśli punkt odniesienia jest niewłaściwy, to nawet zły produkt wydaje się luksusowy. – Rząd obiecuje, że nie dotrzyma słowa, bo nie zwiększy – jak twierdził wcześniej – efektywności systemu – wyjaśnił profesor. – Trudno mi uwierzyć, że mimo drastycznego obcięcia składki do II filara dostanie się fantastyczny przyrost efektywności OFE, bo całość składki będzie przeznaczana na inwestycje w akcje. Balcerowicz dodał, że nie zna przykładu systemu emerytalnego, w którym całość składki byłaby kierowana na giełdę. – To drastyczny eksperyment. Rząd dąży do destrukcji II filara na raty – podkreślił były szef NBP. – Obiecuje wprawdzie, że dalszych zamachów na pieniądze społeczeństwa nie będzie, jednak po zrobieniu pierwszego kroku wiarygodność działań rządu jest bliska zera. Zaznaczył, że przecież zdarzają się recesje – jeśli całość będzie skupiona w akcjach, gdy nastąpi krach na giełdzie, dochody spadną.

4. Co dalej z otwartymi funduszami emerytalnymi?

Przeciwnicy rządowych zmian nie kryli obaw, że decyzja  o obcięciu poziomu składki jest pierwszym krokiem do całkowitej likwidacji II filara. – Cenię sobie otwartość Andrzeja Bratkowskiego, bo to, co powiedział, jest w mojej ocenie przyznaniem, że zmiana, jaką chce przeprowadzić rząd, jest pierwszym krokiem do likwidacji OFE – stwierdził Jankowiak. Także były członek RPP Dariusz Rosati pytał wprost: – Skoro OFE są ryzykowną formą gromadzenia oszczędności, ryzykownym elementem systemu – jak to stara się przedstawiać rząd – to czy nie powinno się ich zlikwidować, zamiast obniżać składkę, aby w kolejnych latach znów ją podnosić? W jego ocenie, skoro rząd chce tylko zasypać dziurę w finansach publicznych, to za pięć lat powinien wrócić do pierwotnego poziomu składki. Zaznaczył, że ideą stworzenia OFE było uzupełnianie głodowych emerytur w przyszłości. – Decyzja, którą rząd podejmuje dziś, jest zmianą reguł gry w trakcie gry, jaką mamy gwarancję, że kolejne rządy nie będą miały podobnych pokus, aby przerzucać zobowiązania do długu ukrytego – argumentował Rosati. – Przecież dług jawny jest innym rodzajem zobowiązania. Jest on inaczej wyceniany na rynku i traktowany jako twardsza forma zabezpieczenia.
Także profesor Leszek Balcerowicz jest przekonany, że skutkiem wprowadzenia zmian przyjętych przez rząd będzie powolna destrukcja II filara systemu emerytalnego. – Przedstawione podczas debaty prezydenckiej opinie przedstawicieli rządu i ekonomistów w sprawie zmian w systemie emerytalnym nie przyniosły odpowiedzi na pytania dotyczące zmian w systemie emerytalnym. Co gorsza, z niektórych wypowiedzi można by wnioskować, że to, co chce zrobić rząd, to początek likwidacji OFE – podsumował były szef banku centralnego.
Stanowiska rządu bronił Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze. – Czy łamiemy umowę społeczną? Już dwa lata po wprowadzeniu reformy umowa została złamana, bo nie dało się jej sfinansować z prywatyzacji, a dodatkowo wyprowadzono z systemu mundurowych, górników i nauczycieli – wyjaśnił.
Jacek Rostowski, podsumowując dyskusję, przyznał, że główną ideą przyświecającą rządowi jest naprawa finansów publicznych, ale w długim terminie. Dotąd wymieniało się jako główny cel zejście z poziomem deficytu finansów publicznych z szacowanych 7,9 proc. PKB w 2009 roku do 3 proc. PKB w 2012 roku. Minister stwierdził też, że reforma emerytalna z 1998 roku zawierała błąd i rząd musi go teraz naprawić. Nie wyjaśnił jednak, na czym ten błąd polega.
Za zmianami
Irena Wóycicka,minister w Kancelarii Prezydenta
Jakość życia na emeryturze nie powinna pogarszać się drastycznie w stosunku do okresu aktywności zawodowej. Jednocześnie system emerytalny musi być długookresowo stabilny finansowo. Obecne symulacje i wiele analiz wykonywanych poprzednio przez naukowców i badaczy wskazują na to, że system, który mamy obecnie, będzie produkował trudną do zaakceptowania wysokość emerytur. I to jest podstawowy problem, z jakim musimy sobie poradzić. Ważnym zadaniem systemu jest też ochrona osób w wieku poprodukcyjnym przed ubóstwem. Niestety, w warunkach starzenia się ludności trudno jest osiągnąć wszystkie te cele systemu emerytalnego jednocześnie. Dlatego konieczne są zmiany i reformy, które zabezpieczą wysokość świadczeń.
Andrzej Bratkowski, członek Rady Polityki Pieniężnej
Przy odpowiednio wysokim wzroście gospodarczym jest szansa, że zaproponowany przez resort finansów pakiet działań ograniczy deficyt sektora finansów publicznych do ok. 3 proc. PKB w 2012 r. Jest to pakiet działań stopniowych, nie nerwowych. Generalnie oceniam go pozytywnie, ale nie jestem w stanie powiedzieć, czy dzięki niemu deficyt spadnie do 2,9 czy 3,1 proc. PKB. Istnieje jednak ryzyko, że rozwój sytuacji będzie mniej korzystny od zakładanego, co oznaczałoby konieczność dodatkowych działań. Z punktu widzenia długotrwałego wzrostu gospodarczego nie wystarczy, żebyśmy obniżali deficyt do 3 proc. w 2012 r. Dobrze by było, gdybyśmy obniżyli ten stosunek do 1 proc. PKB.
prof. Witold Orłowski, ekonomista PwC
Jestem szczęśliwy, że natknęliśmy się na rafy, bo dzięki temu zaczęła się dyskusja nad rolą OFE, zagrożeniami i koniecznymi zmianami. Mamy wprawdzie spór wokół przyszłości funduszy, jednak w mojej ocenie to bardzo dobrze. Tocząca się dyskusja uwidoczniła bowiem, że reforma emerytalna wcale nie rozwiązała problemów, z którymi borykaliśmy się przed 13 laty. Stworzenie OFE umożliwiło wprawdzie zdjęcie z państwa konieczności dofinansowywania świadczeń, ale nie spowodowało zbilansowania systemu. Kryzys finansowy, z jakim mieliśmy do czynienia w ciągu ostatnich lat, wymusił krok, jaki postanowił zrobić rząd. Jednak musimy się też zastanowić, co zrobić dalej, aby zabezpieczyć finanse publiczne w przyszłości. Ten krok jest pierwszym na długiej drodze do przebycia.
Przeciw zmianom
prof. Jerzy Hausner, członek Rady Polityki Pieniężnej
Przyjęte przez rząd rozwiązanie w sprawie obniżenia składki do Otwartych Funduszy Emerytalnych powinno być przejściowe. Musi być uzupełnione o inne działania naprawcze, które – konsekwentnie wprowadzane – doprowadzą do obniżenia poziomu deficytu finansów publicznych do bezpiecznego poziomu. Składki kierowane do Otwartych Funduszy Emerytalnych muszą być konsekwentnie uznawane za oszczędności i kapitał ubezpieczonych. W przypadku przejęcia ich części przez ZUS roszczenia ubezpieczonych do zwrotu ich kapitału wraz z odpowiednią waloryzacją w momencie przejścia na emeryturę muszą być prawnie bardzo mocno zagwarantowane. Zmiana legislacyjna musi wchodzić z respektowaniem niezbędnego vacatio legis.
prof. Leszek Balcerowicz, były prezes NBP
Nie wiem, dlaczego rząd proponuje w gruncie rzeczy demontaż drugiego filara pod hasłem racjonalnej korekty. Z jednej strony słyszeliśmy, że to ze względu na krótkookresowe trudności finansowe, ale z drugiej, że nie ma krótkookresowych trudności finansowych, ale są długofalowe problemy, których źródłem jakoby jest budowa drugiego filara emerytalnego. Nie ma jasności w tak fundamentalnej sprawie. W demokracji rządzący powinni to wyjaśnić, i to wyjaśnić rzetelnie. Prawda jest taka, ż deficyt finansów publicznych w latach 2007 – 2010 wzrósł o 6 proc. PKB. Przyrost składki do OFE przyczynił się do tego w jednej trzydziestej. Próba przeprowadzania zmian przez Sejm w tak ekspresowym tempie jest po prostu nieprzyzwoita z punktu widzenia standardów demokracji.
Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu
Rząd przede wszystkim powinien zająć się domykaniem luk w systemie, tak aby się on w całości bilansował. Jedną z przyczyn, że tak się nie dzieje, jest przeprowadzona w 2002 roku zmiana zasad indeksacji składki. To może być jeden z głównych powodów, dla których pieniędzy w systemie może zabraknąć. Należy też się zastanowić, czy racjonalne jest wyeliminowanie z rynku obligacji tak ważnego gracza, jakim są fundusze. W ostatnim czasie 80 proc. papierów kupowali inwestorzy zagraniczni. Rządowe rozwiązanie utrzyma tę sytuację, bo OFE z rynku zupełnie znikną. Ale czy to jest najbardziej racjonalne posunięcie? Od dłuższego czasu próbowaliśmy wymóc na rządzie przyznanie, czemu ma służyć cięcie składki, teraz widzę, że to pierwszy krok do likwidacji OFE.
 
Projekt zmian wysokości składki kierowanej do Otwartych Funduszy Emerytalnych
W miniony wtorek Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych. Projekt proponuje obcięcie składki kierowanej do OFE z 7,3 do 2,3 proc. wynagrodzenia brutto. Rząd zapewnia, że korekta systemu emerytalnego jest bezpieczna dla interesów obecnych i przyszłych emerytów. Jednocześnie dodaje, że jest ona niezbędna ze względu na stan finansów publicznych, chodzi zwłaszcza o zmniejszenie przyrostu długu publicznego w długiej perspektywie czasowej. Proponowane rozwiązania będą również – w ocenie rządu – bezpieczne dla środków zgromadzonych w OFE. Zachowana zostanie także integralność II filaru.
Rząd chce, aby już od 1 maja 2011 r. do OFE trafiało o 5 pkt proc. składki mniej. W zamian zostanie ona umieszczone w ZUS na specjalnym indywidualnym subkoncie. Środki te będą waloryzowane o wskaźnik wzrostu gospodarczego z ostatnich pięciu lat i inflacji. W kolejnych latach wpłata na indywidualne konto w ZUS zmniejszałaby się do 3,8 proc. w 2017 r., a wpłata do OFE rosłaby do 3,5 proc.
Zaproponowano też, aby pieniądze odłożone na subkoncie w ZUS dziedziczono na takich samych zasadach jak obecnie w OFE. Spadkobierca otrzyma 50 proc. pieniędzy w gotówce po śmierci spadkodawcy, pozostałe 50 proc. zostanie włączone do jego subkonta. Wypłata będzie możliwa po przejściu spadkobiercy na emeryturę. Założono, że składki na subkoncie w ZUS będą dzielone m.in. w przypadku rozwodu.
Od 2012 r. ma obowiązywać ulga podatkowa. Będą mogły z niej skorzystać osoby, które zaczną odkładać dodatkowe pieniądze na tzw. indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego – IKZE.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA