fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rewolucje w krajach arabskich

Lotnictwo Kaddafiego sieje śmierć

Skład amunicji wysadzony przez agentów Kaddafiego
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Rewolucja w Libii zamienia się w wojnę domową. Zachód nie może się zdecydować, jakie podjąć działania
Wojska wierne dyktatorowi Muammarowi Kaddafiemu wciąż nacierają na miasta zajęte przez rebeliantów. Chodzi o Zawiję na zachód od Trypolisu oraz położone na wschód od libijskiej stolicy miasta Misrat i Ras Lanuf.
Rebelianci zaczęli wycofywać się z tej ostatniej miejscowości, będącej ważnym portem naftowym. Ras Lanuf atakowały samoloty, którym bezskutecznie usiłowała stawić opór rebeliancka obrona przeciwlotnicza. Słychać było wybuchy bomb, nad miastem unosił się dym. Ewakuowano szpital.
Powstańcza obrona jest dość chaotyczna, dlatego media zastanawiają się, dlaczego siły Kaddafiego nie są w stanie szybko zdławić rebelii. Jak wskazuje BBC, rebelianci są z każdym dniem silniejsi, bo na ich stronę przechodzą żołnierze wojsk rządowych. Powstańcy dysponują czołgami i artylerią. Wprawdzie wydają się słabo zorganizowani, ale są zdeterminowani.
Z kolei siły rządowe okazały się niedostatecznie przygotowane i niezbyt chętne do walki. – Sytuacji nie można określić inaczej niż jako wojnę domową – mówi cytowany przez telewizję ABC dr Binoy Kampmark ze Szkoły Studiów Globalnych Uniwersytetu w Melbourne. Jak w tej sytuacji powinien się zachować Zachód?
Były ambasador USA przy ONZ Bill Richardson dowodzi, że Waszyngton powinien pomagać rebeliantom. – Pomocne byłoby przekazanie im broni przeciwlotniczej – uważa były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta George'a W. Busha, Stephen Hadley. „New York Times" pisał o planowaniu przez Waszyngton rozmaitych akcji wojskowych w Libii, także zrzutów broni dla powstańców.
Brytyjski rząd już wysłał do Libii dyplomatów, by skontaktowali się z rebeliantami. Zatrzymały ich jednak wojska rządowe. Te działania zostały ostro skrytykowane zarówno przez opozycję, jak i przez media. Libii grozi katastrofa humanitarna. Zdaniem ONZ już ponad milion uchodźców – tych, którzy opuścili kraj i pozostających na libijskim terytorium – wymaga natychmiastowej pomocy. Zdaniem zastępcy sekretarza generalnego ONZ ds. pomocy Valerie Amos bardzo trudna sytuacja panuje w Misracie. – Jest wielu rannych i umierających – mówiła Amos.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA