fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Ismail Kadare o komunizmie w Albanii

Albańska bajka o Łysogłowym i mięsożernym orle oraz znana z mitów greckich opowieść o złożeniu w ofierze Ifigenii, córki Agamemnona, to klucze do najnowszej na polskim rynku powieści Ismaila Kadarego.
Bajka szła tak: Łysogłowy (tak się zwie bohater albańskich przypowieści, coś jak nasz głupi Jasio) wpadł pewnej ciemnej nocy do wielkiej rozpadliny. Leciał w dół bardzo długo, aż trafił do podziemnego świata. Po długich poszukiwaniach drogi wyjścia odkrył, że jego jedyną nadzieją jest wielki orzeł, który zabierze go na powrót do świata żywych, ale tylko wtedy, gdy przez całą drogę będzie karmiony mięsem. Łysogłowy ruszył zatem w drogę, lecz mięso szybko się skończyło. By osiągnąć cel, bohater musiał karmić żarłocznego ptaka kawałkami własnego ciała.
W monologu narratora książki Kadarego mięsożerny orzeł powraca co chwilę nie bez przyczyny. Mamy połowę lat 80. XX w., Albania wciąż jest krajem koszarowego socjalizmu. Na murach królują hasła „Żyć jak w oblężeniu!" albo „Dyscyplina, ćwiczenia wojskowe, praca produkcyjna". Ludzie znikają bez śladu, zmywani kolejnymi falami czystek. Wszystkiemu z monstrualnej wielkości plakatów przypatruje się Wielki Wódz.
Oto nasz bohater, artysta sztuki socjalistycznej średniego szczebla, pierwszy raz w życiu został zaproszony  na pierwszomajową trybunę honorową. W drodze na uroczystość próbuje dokonać rachunku sumienia. Czym zasłuży na takie wyróżnienie? Jaką cenę będzie musiał za nie zapłacić? Kolejne kordony posterunków kontrolnych jawią się niemal jak granice kolejnych kręgów piekła. Im dalej, tym poważniejszych spotyka grzeszników. A ci patrzą na siebie podejrzliwie, jakby chcieli zapytać: „A jakie świństwo ty popełniłeś, bratku, żeby się tu znaleźć?".
Dla każdego, kto otarł się choćby o realny socjalizm, celność metafory będzie oczywista. Był to przecież ustrój, który wymagał od ludu bezwarunkowej akceptacji i miłości. Nowy człowiek miał oddać socjalistycznemu molochowi duszę i ciało, tyle że im więcej oddawał, tym bardziej przestawał być człowiekiem.
Marsz bezimiennego artysty ku pierwszomajowej trybunie okaże się u Kadarego innym jeszcze aktem samookaleczenia w imię socjalizmu. Bohater zakochany jest bowiem w córce partyjnego dygnitarza, który właśnie awansował i nakazał dziewczynie zerwać kłopotliwą znajomość (córka jednego z przywódców nie może być przecież zbrukana romansem, w kwestiach moralności realny socjalizm jest równie zasadniczy jak w kwestii dogmatów marksizmu-leninizmu). Na trybunie partyjnej stać będą oczywiście i piękna Suzana, i jej wpływowy ojciec. Ale choćby serce bolało, przyjść trzeba – i z oddali zerkać na niedawną ukochaną.
I w tym momencie trafiamy w środek mitu o Ifigenii, córce króla Agamemnona, którą za radą wieszczka Kalchasa grecki wódz zdecydował się złożyć w ofierze, by uśmierzyć gniew Artemidy. Dlaczego? Czy tylko po to, by jego okręty mogły wyruszyć pod Troję, czy może chciał swojej armii pokazać coś jeszcze? A dlaczego Stalin poświęcił syna, który trafił do niemieckiej niewoli?
Niewielka powieść Ismaila Kadarego, przemycona w 1985 roku do Francji, została wydana dopiero w roku 2003. Dziś czyta się ją jak list z nieistniejącego, przerażającego świata, ale krzywdzące byłoby takie redukowanie jej znaczenia. Bo „Córka Agamemnona" jest także w wielu miejscach kapitalną satyrą – choć to raczej śmiech przez łzy. Szczególnie smakowity jest opis mechanizmu uruchamiania nowej polityki kulturalnej oraz pyszna scena samego pierwszomajowego pochodu. Kolejny pokaz talentu autora, który na Nobla zasłużył już dawno temu choćby „Generałem martwej armii", a który pewnie się go nie doczeka, bo dziś sytemu Zachodowi bardziej potrzebne są albańskie nerki niż albańscy pisarze.
Ismail Kadare „Córka Agamemnona", Świat Książki 2011
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA