fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Filmy polityczne i społeczne na Berlinale

Joshua marston. Jego film „The Forgiveness of Blood” stał się mocnym końcowym akcentem Berlinale
AFP
Berlinale. W ostatnich dniach festiwal przypomniał, że jego atutem były zawsze filmy społeczne i polityczne.
Niemiecki reżyser Andres Veiel zaprezentował obraz, który mógłby być prequelem słynnego „Baader-Meinhof” Uli Edela. „Jeśli nie my, to kto?” jest historią terrorystki Gudrun Ensslin z Frakcji Czerwonej Armii. Veiel śledzi radykalizowanie się poglądów politycznych Gudrun, ale też opowiada o jej burzliwej miłości do męża Bernwarda Vespera i początkach znajomości z Andreasem Baaderem.
– Niektórzy uważają, że polityki nie powinno się łączyć z love story – mówił Veiel. – Nieprawda. Życie osobiste ludzi, którzy chcą wywierać wpływ na historię, ma ogromne znaczenie.
„Jak nie my, to kto?” opowiada o kobiecie, która pod wpływem nowego mężczyzny i jego bezwzględnej ideologii odrzuca wszystko, co dotąd było dla niej ważne. Nawet małego synka.
Mocnym końcowym akcentem Berlinale stał się obraz „The Forgiveness of Blood”. Amerykanin Joshua Marston szuka tematów na całym świecie. Po filmie „Maria łaski pełna” – o Kolumbijkach przemycających narkotyki – przygotowywał scenariusz o kierowcach pracujących w Iraku dla firmy Halibutron. Ponieważ jednak nie mógł zebrać 20 mln dolarów na realizację, nakręcił opowieść o albańskich wendetach klanowych.
– Przeczytałem artykuł o kanunie – mówi reżyser. – Ta wielowiekowa albańska tradycja pozwala rodzinie ofiary zabić mężczyznę z rodziny zabójcy, a jego bliskich skazuje na areszt domowy. Negocjacje między klanami możliwe są dopiero wtedy, gdy zabójca trafi do więzienia. Zaintrygowany pojechałem do Albanii. Tam usłyszałem historie, których nie wymyśliłby żaden scenarzysta. W „The Forgiveness of Blood” Mark, mieszkaniec wioski w północnej Albanii, zabija sąsiada w czasie awantury. Ukrywa się przed policją, a jego rodzina z dnia na dzień przestaje normalnie funkcjonować. Nik,
17-letni syn Marka, musi pozostawać w domu, rodzinny interes przejmuje jego 15-letnia siostra. Ale chłopak postanawia się zbuntować przeciwko niepisanemu prawu. Ma do wyboru: wegetację latami w odosobnieniu, śmierć lub wyrzeczenie się własnego ojca. Mocne kino pokazujące kawałek średniowiecza we współczesnym świecie i konflikty moralne, z jakimi muszą się mierzyć ludzie żyjący wśród zabobonów nie w afrykańskim buszu, lecz w środku Europy.
Film Marstona zrobił na widzach wrażenie, doszlusowując do faworytów, którym przewodzi „Nader i Simin. Separacja” Irańczyka Asghara Farhadiego. Wysokie noty zbiera też „Turyński koń” Węgra Beli Tarra – uhonorowana już nagrodą krytyków FIPRESCI blisko trzygodzinna historia powolnego umierania świata na zapadłej wsi. Niemcy liczą na „Jeśli nie my, to kto?”. Nie bez szans na nagrody jest też amerykański „Margin Call” – niestereotypowa opowieść o upadku wielkiego banku.
Werdykt jury pod przewodnictwem Isabelli Rossellini w sobotę wieczorem.
[i]Barbara Hollender z Berlina[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA