fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

PGE stara się o nową dopłatę z Unii na CCS

Elektrownia "Bełchatów"
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Unijny pomysł czystych technologii węglowych dobry dla klimatu, zły dla naszych elektrowni. Bruksela może nakazać budowę instalacji do wychwytywania CO2 przy nowych blokach. Wtedy koszty inwestycji wzrosną o 60 procent
Jak dowiedziała się „Rz”, przy każdej z planowanych i przygotowywanych już do budowy elektrowni węglowych trzeba wygospodarować teren na tzw. instalację CCS służącą do wychwytywania dwutlenku węgla i umożliwiającą jego magazynowanie pod ziemią.
Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, to dopiero początek zmian. W przyszłości Bruksela może zobowiązać inwestorów do budowy takich instalacji. Wtedy koszty inwestycji w elektrowniach wzrosną o co najmniej 60 proc. – Polska energetyka wymaga wielomiliardowych nakładów. Byłaby to więc katastrofa dla inwestycji w branży, które i tak się opóźniają – mówi doradca ministra gospodarki prof. Krzysztof Żmijewski. Skoro koszt budowy bloku węglowego o mocy 1000 MW szacuje się obecnie na ok. 6 mld zł, to z CCS nakłady wzrosną do 9,6 mld zł.
Jak kłopotliwa jest koncepcja budowy CCS, pokazał już pilotażowy projekt przygotowywany przez Polską Grupę Energetyczną w Elektrowni Bełchatów. Jego koszty to prawie 2,5 mld zł i nawet dotychczasowe dofinansowanie z funduszy UE, pokrywające jedną trzecią wydatków, nie wystarczy PGE.
Zarząd firmy w najbliższych tygodniach wystąpi z wnioskiem o kolejne wsparcie – ok. 180 mln euro – tym razem z funduszu NER 300 (środki w tym programie pochodzić będą ze sprzedaży 300 mln uprawnień do emisji dwutlenku węgla). Prezes PGE Tomasz Zadroga zapewnia, że nie chodzi o to, iż firma nie będzie w stanie sfinansować tej budowy, ale o jej ekonomiczne uzasadnienie. Problem polega na tym, że choć CCS to dobry sposób na ograniczenie emisji CO2, to jest zbyt kosztowny. – Wydatki na składowanie 1 tony dwutlenku węgla w ramach CCS wynoszą ponad 60 euro, czyli o 50 proc. więcej niż prognozowana przez KE cena 1 tony na aukcjach od 2013 r. – mówi szef PGE. – Może więc lepiej ponieść karę i zapłacić za uprawnienia do emisji CO2, niż budować instalację za 2,5 mld zł?
Skutki budowy CCS dziś odczuwa tylko PGE, największa firma w branży w kraju. Ale jeśli CCS stanie się obowiązkowy, to inwestycje staną się problemem także dla trzech pozostałych działających w Polsce grup energetycznych. Każda z nich przygotowuje budowę bloków węglowych, na przykład poznańska Enea w elektrowni w Kozienicach, a gdańska Energa – w Ostrołęce. Także PGE przygotowuje inwestycje w elektrowniach w Opolu i Bogatyni.
Krzysztof Żmijewski przyznaje, że Bruksela już raz próbowała nieformalnie wprowadzić obowiązek budowy CCS. Pojawił się pomysł określenia tzw. górnej granicy emisji CO2 w elektrowniach węglowych, który byłby osiągalny tylko wraz z instalacją CCS. – Ale ta koncepcja nie zdobyła wystarczającego poparcia politycznego, co nie znaczy, że już wkrótce się ono nie pojawi – mówi ekspert. – Wydaje się, że jeśli pilotażowe projekty CCS w Unii się powiodą, to zapadnie ostateczna decyzja i odwrotu od tych technologii nie będzie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA