Wiadomości

Żydzi, masoni i cykliści

Najlepsi biegacze świata Fin Paavo Nurmi (pierwszy z prawej) i Janusz Kusociński (obok) na bieżni stadionu Legii w roku 1931
Archiwum
Rozmowa z Robertem Gawkowskim, historykiem warszawskiego sportu, o stołecznych klubach piłkarskich i o legendach nie do końca prawdziwych
[b]
„Rz”: W przyszłym roku Warszawa będzie obchodzić stulecie powstania Polonii. Kiedy zaczynałem interesować się sportem mniej więcej przed pół wiekiem, wiedzieliśmy, że Polonia założona została w roku 1915, a nie w 1911. Jak więc właściwie było?[/b] [b] Robert Gawkowski:[/b] W tym przypadku historycy nie mogą mieć żadnych wątpliwości. Znamy dokładną datę pierwszego meczu Polonii. Odbył się 19 listopada 1911 roku na boisku Agrykoli, jedynym w ówczesnej Warszawie. Przeciwnikiem była Korona, najstarszy stołeczny klub, założony w roku 1909. Wiemy o tym z całą pewnością, ponieważ informację o meczu podała prasa, podkreślając, że Polonia została „przed miesiącem zawiązana”. Formalnie istniała jako grupa sportowców Warszawskiego Koła Sportowego, bo w zaborze rosyjskim klub o nazwie Polonia oficjalnie nie mógł działać.
[b]I niemal od razu grała w czarnych koszulkach, o których legenda mówi, że są symbolem żałoby po utraconej niepodległości Polski?[/b] Być może jest w tym coś na rzeczy. Do czarnych koszulek, używanych od roku 1913, przypinano biało-czerwone tarcze, na agrafce, aby można je było szybko odpiąć, kiedy obok boiska pojawiał się patrol rosyjskiej żandarmerii. W roku 1915 do Warszawy wkroczyli Niemcy i chcąc pozyskać Polaków, byli bardziej tolerancyjni od Rosjan. Zgodzili się, by język polski znów był najważniejszy i otworzyli polskie uczelnie. Nie przeciwstawiali się ani nazwie Polonia, ani jej biało-czerwonym emblematom. Wkrótce też klub oficjalnie zarejestrowano. I dlatego w opracowaniach sprzed kilkudziesięciu lat, za inaugurację działalności Polonii uznano jej prawny, a nie faktyczny początek. [b]Gdzie jest w tamtych latach warszawska Legia?[/b] Nie ma jej nigdzie. Powszechnie za datę powstania Legii przyjęto rok 1916. Moim zdaniem niesłusznie. Wtedy powstała na Wołyniu legionowa drużyna o nazwie Legia, złożona z piłkarzy Wisły, Cracovii, Pogoni i Czarnych Lwów. Wszyscy rodem z Galicji, mieli więc austriackie paszporty, dostawali austriacki żołd. Można mówić o czymś w rodzaju reprezentacji Wojska Polskiego. W I połowie 1917 r. legionowa Legia zagościła w Warszawie i rozegrała kilka spotkań. Mecz z Polonią był symbolem łączności galicyjskich Polaków z Warszawą, symbolem międzyzaborowej jedności, a nie meczem derbowym. Dla warszawiaków, pozostających pod okupacją niemiecką, to byli Polacy będący obywatelami innego, austriackiego okupanta. Wystarczy zobaczyć, jak ten mecz relacjonowała ówczesna prasa. Po kryzysie przysięgowym galicyjska Legia się rozpadła. Dopiero w 1920 roku, na Zamku Królewskim, dla podkreślenia wagi sytuacji, założono Wojskowy Klub Sportowy. Ale u jego narodzin stali inni ludzie, inne miał barwy, a nazwa Legia pojawiła się dwa lata później. [b]Burzy pan ustalony kilkadziesiąt lat temu porządek rzeczy. A gdzie piękna legionowa tradycja, marszałek Piłsudski, Stanisław Mielech, nadający klubowi nazwę Legia? Spora część Warszawy nie przystanie na taką interpretację historii.[/b] Nie mam na to wpływu. W 1916 r. Mielech nadawał nazwę Legia nie warszawskiemu klubowi, tylko legionowej reprezentacji złożonej z najlepszych piłkarzy Krakowa i Lwowa. Sam zresztą był wtedy zawodnikiem Cracovii. Do warszawskiej Legii przystąpił w 1923 r. Wtedy klub gospodarzył już prowizorycznym stadionem przy Myśliwieckiej (dziś boisko boczne Legii), choć jeszcze nie przyspawał się do tradycji legionowej z 1916 r. Nastąpiło to w dobie zamachu majowego, gdy trzeba było zamanifestować swój rodowód legionowy, podkreślając wierność Piłsudskiemu. Po 1926 r. Legia dostała zielone światło, a jej prezesem został generał Roman Górecki. Był on także prezesem Banku Gospodarstwa Krajowego, więc Legia natychmiast dostała ogromne kredyty na budowę nowego wspaniałego stadionu (który zresztą nazwano imieniem Józefa Piłsudskiego). Warto zauważyć, że w kraju kluby o nazwie Legia powstały także w: Przemyślu, Krakowie, Lwowie, Poznaniu, Chełmży. To wszystko przejawy rosnącej pozycji wojska i kultu marszałka. [b]Ale trudno odbierać Legii zasługi z pionierskiego okresu. W roku 1916 powstała na froncie drużyna, znamy nazwiska jej piłkarzy, wybrano prezesa klubu. Tego wszystkiego nie można pominąć.[/b] Nie mam takich intencji. Tyle tylko, że historii warszawskiej Legii nie wolno łączyć z dziejami drużyny legionowej o tej samej nazwie. To dwa różne podmioty! Ubolewam, że w historii kultury fizycznej głos historyków tak mało się liczy. Historię klubów ustalają działacze i kibice, a nie fachowcy. Stosują zasadę, że „im starszy, tym lepszy” i bezkarnie wydłużają dzieje własnej organizacji. Swoistymi rekordzistami w tej mitologii są warszawski Marymont i łódzki Widzew. Ten pierwszy powstał rzekomo w 1911 r. (faktycznie w 1923 r.). Kiedyś na konferencji historyków sportu rozzłoszczony zadeklarowałem, że oddam całą swoją uniwersytecką pensję temu, kto pokaże mi jakąkolwiek źródłową informację o istnieniu RKS Marymont w latach 1911–1922, jakiekolwiek zdjęcie. Widzew zaś (powstały w rzeczywistości w 1923 r.) wymyślił sobie, że będzie obchodził w bieżącym roku setną rocznicę narodzin i obchody trwają w najlepsze! Rozumiem, że w 2016 r. z Legią będzie podobnie. Podkreślam, że na Łazienkowskiej mogą mówić o roku 1916 jedynie w kontekście nawiązania do tradycji legionowej, a nie jako o dacie powstania. Klub o nazwie Grunwald w Poznaniu nie powstał przecież w roku 1410, tylko nawiązuje do tradycji bitwy. To są istotne różnice. [b] Przed wojną w stolicy liczyły się trzy drużyny piłkarskie: Polonia, Warszawianka i Legia. [/b] To prawda. Warszawianka, o której pan wspomniał, niebawem będzie obchodzić swój jubileusz 90-lecia. Założyli ją młodzi członkowie Polonii, którzy zbuntowali się przeciw starszym, wracającym z frontów, żądającym szacunku i miejsca w drużynie, zajmowanego przez osiemnastolatków. Podczas zebrania rozłamowego młodzi odśpiewali pieśń „O cześć wam, panowie magnaci” oraz „Warszawiankę”, co mogło mieć znaczenie, kiedy się zastanawiano nad nazwą nowego klub. Z szacunku dla Polonii zachowano w Warszawiance kolor czarny. Proszę sobie wyobrazić, jakie dylematy musiał mieć pastor August Loth, prezes Polonii, którego trzej synowie grali w tym klubie, a czwarty w Warszawiance. Warszawianka to jedyny stołeczny klub, który nigdy przed wojną nie spadł z ligi. Oprócz tych najważniejszych klubów działających do dziś, istniało wiele sportowych towarzystw, o których się już nie pamięta: Fort Bema, Orkan, PWATT czy Gwiazda i Makabi. Te dwa ostatnie kluby zrzeszały młodzież żydowską. Przedwojenna Warszawa to miasto zamieszkiwane w 30 procentach przez Żydów, więc i ok. 30 procent klubów sportowych to kluby żydowskie. Działały tu: Hapoel, Bar Kochba, Hakoah, Jutrznia czy Bejart. Większość sportowców tych klubów nie przeżyła wojny. [b]Każdy z tych klubów miał swój stadion?[/b] Oczywiście, że nie i trudno sobie wyobrażać, by było inaczej. Warszawa po 1918 roku miała zaledwie dwa miejsca, gdzie można było pograć w piłkę. Przez następnych kilka lat było niewiele lepiej, ale po roku 1926 nastąpił prawdziwy boom budowlany na obiekty sportowe. Zbudowano stadiony: Skry, Legii, Polonii, Orła, robotniczego CZROS, Makabi, Okęcia, Warszawianki, kompleks dzisiejszego AWF, hipodrom w Łazienkach, liczne przystanie i baseny. Śmiem twierdzić, że w latach 1927 – 1931 stolica wybudowała najwięcej obiektów sportowych w swej historii. Salę gimnastyczną wybudowano nawet… w więzieniu przy Rakowieckiej. Wspomniany wcześniej nowoczesny stadion przy Łazienkowskiej służył stolicy aż do ostatnich lat. Rzecz jasna, kryzys lat trzydziestych odbił się na ekonomicznej kondycji klubów. Legia np. nie miała pieniędzy na spłacanie kredytów bankowych, więc stadion jej odebrano i przekazano ówczesnemu Ministerstwu Sportu. Legię dotknęła też decyzja zrzeszenia Wojskowych Klubów Sportowych po roku 1935, stanowiąca, że gros pieniędzy zostaje przekazanych klubom z pogranicza. [b]Ale innym stołecznym klubom nie wiodło się lepiej.[/b] Jeśli chodzi o konsekwencje kryzysu, to tak. Problem miała Polonia. Odebrano stadion Orłowi. Szczególną pozycję miał wtedy stadion Skry przy Okopowej. Tam formowały się pochody pierwszomajowe, bo Skra była klubem PPS, a w głównej sali na ścianie wisiał portret Karola Marksa. Członkami Skry byli między innymi: Wanda Wasilewska, Włodzimierz Sokorski i Jan Mulak, po wojnie twórca lekkoatletycznego Wunderteamu. Ponieważ stawka za wynajęcie tego stadionu była najniższa w mieście, grano od wczesnego ranka. C-klasa wchodziła na boisko już o 6.45. Wbrew powtarzanym opiniom, tereny, na których po wojnie powstał Stadion Dziesięciolecia, wcale nie były nieużytkami. Znajdowały się tam: stadion żydowskiego Makabi, boisko robotniczej centrali sportu CZROS oraz tor łuczniczy i strzelnica. [b]Wiadomo, że prezydent Stefan Starzyński myślał o igrzyskach olimpijskich w Warszawie. Ale natknąłem się na informację, że jeszcze w latach dwudziestych myślano o budowie stadionu narodowego. [/b] Po igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1924 r., na których pierwszy raz startowali Polacy, wzrosło zainteresowanie sportem. Na Agrykoli rozegrano pierwszy w Warszawie piłkarski mecz międzypaństwowy, z USA. Powstała wtedy idea zbudowania stadionu narodowego na forcie szczęśliwickim. Stadion miał pomieścić kilkadziesiąt tysięcy widzów. W 1927 r. przeprowadzono obok kolejkę EKD i wybudowano przystanek o nazwie Szczęśliwice-Stadion. Mniej więcej po roku nazwę musiano zmienić na Szczęśliwice-Strzelnica, bo zamiast wielofunkcyjnego stadionu, wybudowano tam tylko strzelnicę. [b]Nie ma śladu po tej budowie, a przeciętny warszawiak nie wie, gdzie znajdowały się Dynasy, słynące przede wszystkim z toru kolarskiego.[/b] Nie tylko. W różnych okresach było tam też boisko piłkarskie wykorzystywane przez Koronę, Polonię i Warszawiankę, korty tenisowe, hala. Swoją siedzibę miało też na Dynasach towarzystwo Sokół. To był teren u podnóża skarpy wiślanej, między ulicami Tamka i Oboźną. Należał do księcia Seweryna Czetwertyńskiego, prezesa Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, właściciela Hotelu Europejskiego, związanego z endecją wicemarszałka Sejmu RP. Siłą rzeczy WTC i Sokół znajdowały się w rękach Narodowej Demokracji. Po przewrocie majowym dobre czasy dla endecji się skończyły. Prezesem WTC został daleki krewny marszałka Rowmund Piłsudski, stojący jednocześnie na czele ośrodka politycznego Myśl Mocarstwowa. Wszystko odbyło się na drodze swoistego sportowego zamachu stanu i to dlatego powstało popularne do dziś powiedzenie, że wszystkiemu są winni Żydzi, masoni i cykliści. Ci ostatni od czasu przejęcia WTC przez piłsudczyków. A ponieważ endek Czetwertyński nie zamierzał wspierać klubu sanacji, w roku 1936 sprzedał Dynasy pod budowę osiedla mieszkaniowego. Tak zakończyła się sportowa historia tego miejsca. Polityka splotła się ze sportem nie po raz pierwszy i nie ostatni. [i] Robert Gawkowski, dr historii Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książek, m.in. „Encyklopedii klubów sportowych Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918 – 39”, i wydanej kilka tygodni temu „Moja dzielnica Włochy, historia Włoch i Okęcia”. Współpracuje z kilkoma uczelniami.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL