fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Prof. Antoni Morawski i nowa metoda oczyszczania ścieków

ROL
Szczecin. Instalacja prof. Antoniego Morawskiego wyłapuje szkodliwe związki, z którymi nie radzą sobie oczyszczalnie
Firmy z Tajwanu, Izraela i irlandzko-amerykańska interesują się polskim wynalazkiem, który niedawno zaprezentowano na międzynarodowej konferencji w San Diego.
Bo aparatura, którą wraz z zespołem z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie opracował prof. Antoni Morawski, radzi sobie z wyjątkowo szkodliwymi zanieczyszczeniami, których dziś nie mogą usuwać tradycyjne oczyszczalnie ścieków.
Dzięki "Pilotażowej instalacji do fotokatalitycznego oczyszczania ścieków ze związków organicznych" barwniki, metale ciężkie, detergenty, środki pianotwórcze, substancje ropopochodne, farmaceutyki, pestycydy, herbicydy, fenole, amoniak, azotyny, cyjanki i chlorowcopochodne mogą być usuwane z 95-proc. skutecznością.
Jak to działa? – W aparaturze stosujemy nanocząstki ditlenku tytanu, żeby utlenić szkodliwe związki organiczne do dwutlenku węgla i wody – objaśnia prof. Morawski. – Testy wykonaliśmy na ściekach z substancjami ropopochodnymi ze stoczni Parnica, a także usuwając z wody pestycydy i herbicydy, stosowane w środkach ochrony roślin w rolnictwie. Była czystsza niż w kranie.
Szczecińska instalacja sprawdziła się także w południowej Polsce. Gdzie? Prof. Morawski nie chce mówić o szczegółach. Wyjaśnia jedynie, że aparatura pracowała przy oczyszczaniu wody do picia z poprzemysłowych substancji chemicznych, których zawartość w niej znacznie przekraczała normy.
Dziś substancje m.in. powodujące raka czy silnie toksyczne po oczyszczeniu tradycyjnymi technologiami trafiają np. do rzek.
Dlatego instalacja prof. Morawskiego ma znaleźć zastosowanie przede wszystkim w oczyszczalniach komunalnych i przemysłowych, a także m.in. na statkach, w pralniach chemicznych czy szpitalach.
Instalację kosztującą około 300 tys. zł o wydajności 2 metrów sześciennych na dobę można łatwo przewieźć, gdyż mieści się w kontenerze. Jej sercem jest reaktor fotokatalityczny z lampą emitującą promienie UV, w którym oczyszczane są ścieki.
Największą tajemnicą jest rodzaj ditlenku tytanu używanego do utleniania substancji szkodliwych. Tylko prof. Antoni Morawski wie, jak przerobić półprodukt, który kupuje w Zakładach Chemicznych Police, aby był przydatny w jego aparaturze. Technologia została opatentowana w 2006 roku przez uczelnię i firmę Navirem-Sigma, która dostarczyła lampy wraz z zasilaczami.
Profesor z zespołem pracowali nad wynalazkiem blisko pięć lat. Projekt zgłoszono w programie "Inicjatywa technologiczna I" ustanowionym przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego, a zarządzanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. W listopadzie 2008 roku ministerstwo przyznało na realizację projektu prof. Morawskiego ponad 2 mln zł .
W kwietniu 2009 roku rozpoczęło się testowanie aparatury. Doktoranci dzień w dzień przez ponad rok badali próbki różnych ścieków. Zimą temperatura wewnątrz kontenera spadała do 10 stopni i profesor odsyłał ich do domów. – Nie miałem serca ich tam trzymać – przyznaje "Rz".
Pod koniec listopada polscy naukowcy zaprezentowali swój patent na międzynarodowej konferencji.
Wynalazkiem ze Szczecina od razu zainteresowały się trzy zagraniczne firmy. – Pojawiło się bardzo dużo pytań, ale byłem oszczędny w odpowiedziach, żeby nie zdradzić naszego know-how – mówi prof. Morawski. – Codziennie wymieniamy e-maile, które w przyszłości mogą się zakończyć podpisaniem umów o współpracy.
[ramka][srodtytul]Japońskie doświadczenie i zamiłowanie do pracy[/srodtytul]
45-letni Antoni Morawski został profesorem nauk technicznych w 1996 r. Był jednym z najmłodszych naukowców z tym tytułem w nieistniejącej już dziś Politechnice Szczecińskiej. Jako główny promotor, kierownik lub wykonawca uczestniczył w 21 krajowych i 12 międzynarodowych projektach, głównie w japońskim Uniwersytecie Oita. Dwukrotnie był stypendystą Uniwersytetu Hokkaido. Publikował w blisko 40 zagranicznych pismach naukowych. Do jego zespołu dostają się tylko najlepsi doktoranci o bardzo dobrej znajomości języka angielskiego.
Z Japonii prof. Morawski przywiózł nie tylko bogate doświadczenie, ale też zamiłowanie do ciężkiej pracy. – Pracuję na dwa tempa, tak mam ustawiony zegar biologiczny. Od rana do późnego popołudnia jestem na uczelni, potem robię dwugodzinną przerwę, wracam do domu i dalej pracuję, bywa że do północy.
Profesor z rodziną mieszka w dzielnicy Zdroje na skraju Puszczy Bukowej. Odpoczywa, zaszywając się z ukochanym psem w lesie. – Gdy zbliżam dłoń, jego długa sierść się podnosi, tak jakby psiak chciał odebrać ode mnie wszystkie złe elektrony. W jednej chwili ważne sprawy przestają być ważne... – opowiada profesor. [i]—gka[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA