fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Myć się czy nie myć

Fotorzepa
Prysznic. Zamiast trzy razy dziennie – jeden. Raz na tydzień. Nowy trend nas zalewa: ograniczyć kąpiel. Okazuje się, że mamy problem.
A w każdym razie coś jest na rzeczy, skoro informowały o nim jednocześnie „New York Times” i londyński „Guardian”.
„Wielkie niemycie”, zatytułował swój tekst amerykański dziennik i przytoczył liczne przykłady renegatów, którzy zrezygnowali z codziennego prysznica, mycia głowy oraz de-zodorantu. Prysznic trzy razy w tygodniu, włosy raz, pod pachami przetarcie cytryną, w intymnych miejscach nawilżoną chusteczką – to wystarczy, tak uważają.
    Katherine Ashenburg, dziennikarka i autorka książki „Historia brudu”, przyznaje im rację. – Dzisiaj nie musimy się już tak myć, jak wtedy, gdy byliśmy farmerami – powiedziała „New York Timesowi”. – Od czasu, gdy pojawiły się samochody i maszyny oszczędzające ludziom wysiłku fizycznego, nigdy nie potrzebowaliśmy mniej mycia, i nigdy nie myliśmy się więcej. – Może zabrzmię brudno – dodała pani Ashenburg – ale wciąż zapraszają mnie na kolacje. Katherine Ashenburg uważa, że podejście do czystości i brudu stanowi wytwór kulturowy, który podlega ewolucji. Każda epoka i każda kultura traktuje te rzeczy inaczej. Dzisiaj już posunęliśmy się za daleko. Stymuluje to przemysł kosmetyków. Do codziennego mycia głowy przyznaje się 93 proc. Amerykanów. Jak często biorą prysznic, nie wiadomo, bo sondażom trudno wierzyć. Ci, którzy go nie biorą, nie przyznają się do tego. – Dobre bakterie uczą skórę produkować własne antybiotyki, które zabijają bakterie – mówi dr Richard Gallo, szef Wydziału Dermatologii University of California, San Diego. „Nie myj się, przyjeżdżam niedługo”, pisał Jan III Sobieski do Marysieńki. Czy mamy do czynienia z wyjątkowo wrażliwą sferą erotyczną króla Jana czy po prostu tydzień, dwa bez wody i mydła nie były w XVII wieku problemem? Wiadomo, że królowa higieną osobistą próbowała zwalczyć przykre objawy choroby wenerycznej, którą zaraził ją pierwszy mąż. Wprowadziła do użytku bidet i urządziła w Wilanowie porządną łazienkę. Ale jej współcześni byli zdania, że gorące kąpiele osłabiają ciało, bo w skórze otwierają się pory, przez które do organizmu przenika zaraza. „Skóra niemowlęcia, najdelikatniejsza ze wszystkich, musi być bezustannie zatykana: aby wzmocnić skórę i uzbroić ją na wypadek ataków z zewnątrz, które mogłyby jej zaszkodzić i podrażnić, należy pokryć ją popiołem z małży, które można znaleźć wszędzie nad rzekami i na mokradłach, lub popiołem z rogu wolego albo też popiołem z ołowiu (sic!), dokładnie roztartym i wymieszanym z winem” – to Georges Vigarello cytujący poglądy na higienę w XVI w. w książce „Czystość i brud”.     „Według badań firmy SCA produkującej kosmetyki 41 proc. mężczyzn w Wielkiej Brytanii nie bierze codziennie prysznica” – pisze „Guardian”. Wyniki dotyczące kobiet także są zastanawiające. 33 proc. przedstawicielek płci pięknej rezygnuje z codziennego prysznica, mycia włosów oraz dezodorantów. Dezodoranty zawierają aluminium, twierdzą buntownicy, lepiej przetrzeć się cytryną albo chusteczką nawilżającą. Z badania budżetów domowych GUS wynika, że statystyczny Polak wydaje na higienę osobistą 28 zł i 36 gr miesięcznie. W tym jest także fryzjer. Na środki higieny osobistej zostaje zatem miesięcznie 5 zł 46 gr. Wystarczy na mydło i tanią pastę do zębów. Na dezodorant chyba już nie. A wydaje się, że przez 20 lat wolnego rynku zainteresowania kąpielowe Polaków się rozwinęły. Wykafelkowana łazienka jest standardem, a salony kąpielowe, okrągłe wanny, jacuzzi to nie rzadkość. Czyżbyśmy rzadko bywali w tych wypieszczonych świątyniach piękności? – Ja widzę ostatnio modę odwrotną – mówi doktor Ewa Chlebus, dermatolog z kliniki Nova Derm. – Ludzie myją się za często. Trzy, cztery, nawet pięć razy dziennie, rano, wieczorem, przed sportem, po sporcie, przed wyjściem wieczorem. To już za dużo. Popularne kosmetyki są coraz bardziej kolorowe, intensywnie pachnące. To właśnie może szkodzić, uczulać. Radziłabym szukać produktów prostszych, bezzapachowych, bezbarwnych. A dezodoranty? Przecież działają na powierzchni 5 czy 6 centymetrów. To nie ma żadnego znaczenia dla skóry, skóra jest duża.     – Jak we wszystkim także tutaj zalecałabym złoty środek – wyjaśnia dr n. med. Jolanta Szych, kierownik pracowni w Zakładzie Bakteriologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny. – Nie zapuścić się w brudzie, ale i nie popadać w przesadę. Obsesyjne mycie naraża skórę na usunięcie naturalnej bariery ochronnej. Nie należy też nadużywać środków o właściwościach bakteriobójczych. Ale są fragmenty ciała, których nie wystarczy przetrzeć cytryną czy chusteczką higieniczną: stopy, pachy, części intymne oraz ręce, szczególnie po skorzystaniu z toalety czy dotknięciu surowej żywności (np. mięsa czy jaj). Przez ręce przenoszą się zarazki nie tylko chorób przewodu pokarmowego, ale także wiele innych, np. wirusy grypy. No i zęby – nie wszyscy zdają sobie sprawę, że stan higieny jamy ustnej wpływa na ogólny stan zdrowia, na przykład paradontoza zwiększa ryzyko wystąpienia chorób mięśnia sercowego. – A co do dezodorantów – dodaje dr Szych – to nie byłyby dopuszczone na rynek, gdyby były szkodliwe.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA