fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Co prezydent Komorowski wywalczy w USA

Forum
Szanse, że powstanie międzynarodowa komisja w sprawie Smoleńska, są nikłe. Nie chcą jej polskie władze, a prezydent USA Barack Obama wiele zainwestował w resetowanie relacji z Federacją Rosyjską – pisze korespondent „Rzeczpospolitej” w Waszyngtonie
Od wizyty w Stanach Zjednoczonych byłej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi i posła PiS Antoniego Macierewicza, kierującego zespołem parlamentarnym badającym przyczyny katastrofy smoleńskiej minęło kilkanaście dni.
Choć przez większość polskich polityków ich misja zainteresowania smoleńską tragedią amerykańskich polityków została skazana na porażkę, jeszcze zanim zdążyli postawić stopę w Waszyngtonie, to podczas spotkań z Polonią oraz rozmów z dziennikarzami przekonywali, że ich wyprawa się udała. Jak było naprawdę?.
 
 
Macierewicz na początku wizyty zapowiedział: „Głównym celem naszego pobytu jest przekazanie panu kongresmenowi Kingowi ponad 300 tysięcy podpisów obywateli polskich, a także obywateli amerykańskich polskiego pochodzenia, którzy popierają rezolucję Petera Kinga”. Nowojorski polityk – który w latach 80. popierał członków IRA walczących z brytyjskim imperializmem, a kilka dni temu zażądał uznania WikiLeaks za organizację terrorystyczną – nie spotkał się jednak z delegacją PiS. I to pomimo że sam pod koniec czerwca zgłosił rezolucję wzywającą do powołania międzynarodowej komisji w sprawie katastrofy w Smoleńsku.
Wysłannicy PiS nie zdradzili, jak wyobrażają sobie działalność międzynarodowej komisji w sprawie katastrofy
Teoretycznie powinno mu więc zależeć na rozmowach w tej sprawie. Tymczasem kongresmen uniknął spotkania z delegacją PiS i nie wydał w tej sprawie nawet krótkiego oświadczenia. Jego rzecznik konsekwentnie ignorował zaś telefony od polskich dziennikarzy.
Takie zachowanie doświadczonego kongresmena trudno interpretować inaczej niż policzek dla Fotygi i Macierewicza lub próbę uniknięcia dyplomatycznego zgrzytu, który mógłby powstać poprzez forsowanie międzynarodowej komisji ds. katastrofy polskiego samolotu, której powstania nie chce polski rząd.
Gdy było wiadomo już, że do spotkania nie dojdzie, była polska szefowa dyplomacji próbowała przekonywać, że nie było go w planie. Macierewicz przyznawał jednak, że liczył na rozmowę z Kingiem – okazała się ona jednak niepotrzebna, bo przecież kongresmen rezolucję już zgłosił. Petycja z podpisami ponad 300 tys. Polaków trafiła więc do Ileanie Ross-Lehtinen, która od stycznia przejmie przewodnictwo w komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów. Brzmi to nieźle, ale jeżeli – jak przekonywali przedstawiciele PiS – przedstawione fakty w sprawie katastrofy „szokowały” ich rozmówców, to panią Ross-Lehtinen zaszokowały tak bardzo, że nie poinformowała o tym spotkaniu swoich wyborców.
 
 
Jedynym kongresmenem, który po spotkaniu z Fotygą i Macierewiczem wydał oficjalne oświadczenie, był Dana Rohrabacher, nazwany początkowo przez byłą szefową dyplomacji kongresmenem Rayburnem (Sam Rayburn zmarł w 1961 roku, a wymienione przez byłą szefową dyplomacji nazwisko nosi budynek, w którym delegacja PiS spotkała się z panem Rohrabacherem).
Macierewicz podkreślał na konferencjach, że Rohrabacher „zdecydowanie poparł konieczność powołania międzynarodowej komisji”, a „jednoznaczne stwierdzenie, iż sprawa smoleńska musi być wyjaśniona na gruncie międzynarodowym”, znalazło się w wydanym przez niego oświadczeniu. W oświadczeniu nie ma jednak żadnej wzmianki o międzynarodowej komisji ani o rezolucji w tej sprawie. Kongresmen wprost pisze zaś, że „na ten moment” zakłada, iż „był to wypadek spowodowany albo przez burzę, albo zwyczajną niekompetencję”, choć zaznacza, że gotów jest bez uprzedzeń spojrzeć na fakty związane z tą sprawą.
Gdzie więc ten sukces? Fotyga i Macierewicz mówili o grupie amerykańskich senatorów, którzy popierają postulat utworzenia takiej komisji. Jak liczna to grupa? Poseł zdradził tylko, że chodzi o co najmniej pięciu senatorów. Jakieś nazwiska? – Na pewno państwa o tym poinformujemy – obiecywał poseł PiS, tłumacząc dyskrecję faktem, że jego „rozmówcy to osoby, które podejmują decyzje w Stanach Zjednoczonych”. Do końca pobytu w Waszyngtonie zdradził jednak tylko, że „olbrzymie zdziwienie, dlaczego już teraz nie działa komisja międzynarodowa”, wyraził senator Richard Burr.
Macierewicz zapowiadał na briefingach prasowych nie tylko, iż „szansa na powołanie tej komisji jest bardzo duża”, ale również, że „wszystko wskazuje na to”, iż podczas pobytu delegacji PiS w Stanach Zjednoczonych ukształtuje się zespół ekspertów „związanych z lotnictwem bezpośrednio, a także z informacją okołolotniczą”. Niektóre nazwiska miał podać jeszcze przed wyjazdem z USA, ale tego nie zrobił. Wiemy więc, że wśród ekspertów współpracujących z Macierewiczem jest Andriej Iłłarionow, były doradca Władimira Putina pracujący teraz dla prestiżowego waszyngtońskiego instytutu CATO, oraz ekspert ds. terroryzmu Harvey Kushner.
Wysłannicy PiS nie zdradzili, jak konkretnie wyobrażają sobie działalność takiej komisji, skoro przeciwne jej powstaniu są zarówno władze w Warszawie, jak i w Moskwie, a Barack Obama zainwestował wiele politycznego kapitału w resetowanie relacji z Rosją. Rozbudzili za to u części ludzi nadzieję na powstanie komisji, której szanse stworzenia są bardzo nikłe.
A za kilka miesięcy, gdy okaże się, że Kongres wciąż nie powołał komisji w sprawie Smoleńska, znów ktoś będzie miał okazję, by powiedzieć, że Amerykanie nas „sprzedali”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA