Katastrofa smoleńska

Wielki pasjonat sportu

Piotr Nurowski (1945 – 2010) był od pięciu lat prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego
Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Piotr Nurowski. Jeszcze tak niedawno cieszył się z medali polskich sportowców na zimowych igrzyskach w Vancouver
Miał wielkie plany i wierzył, że je zrealizuje. Tak samo jak wierzył, że w Vancouver przeżyje najlepsze zimowe igrzyska w historii polskiego sportu. Później śmiał się, że Polski Komitet Olimpijski pójdzie z torbami, gdy przyjdzie wypłacać obiecane premie.
Pod koniec marca w Planicy przeżywał wspólnie z Adamem Małyszem jego porażkę w walce o mistrzostwo świata w lotach narciarskich. Przyleciał wtedy do Lublany na spotkanie przewodniczących narodowych komitetów olimpijskich, ale nie mógł sobie odmówić wizyty na Velikance, gdzie Małysz toczył pojedynek z Ammannem. Ale potrafił też zagrzmieć w mediach, gdy okazało się, że Kornelia Marek biegała w Vancouver na dopingu. Później, w trakcie gali olimpijskiej, podczas której prezydent RP Lech Kaczyński wręczał medalistom zimowych igrzysk i ich trenerom państwowe odznaczenia, wygłosił płomienne przemówienie, które zakończył słowami: – A teraz porozmawiajmy o dopingu!
Wszyscy wstrzymali oddech, oczekując, że prezes PKOl wróci do wstydliwego tematu, który na pewien czas przyćmił w mediach sportowe sukcesy. Ale Nurowski z właściwą sobie swadą kontynuował: – Pomówmy o wspaniałym dopingu naszych cudownych, najlepszych na świecie kibiców! Dostał brawa, bo po mistrzowsku zaskoczył wszystkich. Na igrzyskach w Vancouver nie wysiadał z samochodu. Był na wszystkich obiektach, towarzysząc polskim sportowcom. Po angielsku mówił płynnie, więc podczas hokejowego meczu gigantów Kanada – Rosja w Vancouver uciął sobie pogawędkę i zrobił pamiątkowe zdjęcie z siedzącym obok gwiazdorem Hollywood, Kanadyjczykiem Donaldem Sutherlandem. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Znał wszystkich i jego znali wszyscy. Jednym telefonem rozwiązywał skomplikowane sprawy. Był prezesem społecznym, za swoją pracę w PKOl nie pobierał wynagrodzenia. Niewiele osób wie, że jako nastolatek szefował ministrantom w bazylice w Sandomierzu. Gdy miał 15 lat, został spikerem na stadionie Wisły Sandomierz, a nieco później spikerem pochodów pierwszomajowych. Studia prawnicze skończył w Warszawie, tam też wygrał konkurs na sprawozdawców sportowych zorganizowany przez Polskie Radio. Miał zaledwie 28 lat, gdy w roku 1973 został prezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Od 1981 był pracownikiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych: sekretarzem ambasady w Moskwie (1981 – 1984), radcą ambasady w Maroku (1986 – 1991). W 1992 zaangażował się w tworzenie stacji telewizyjnej Polsat, był członkiem jej rady nadzorczej (od roku 1998). Pełnił również funkcję prezesa zarządu Elektrimu. W roku 2005 został prezesem PKOl. Do Smoleńska leciał, by złożyć wieńce na grobach sportowców pomordowanych przez NKWD. [ramka][b]WSPOMNIENIE[/b] [b]Adam Krzesiński, sekretarz generalny PKOl[/b] Poznałem go 27 lutego 2005 roku na Zjeździe Wyborczym Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Po zwycięskich dla siebie wyborach następnego dnia zaprosił mnie do gabinetu i zaproponował funkcję sekretarza generalnego PKOl. Praca z Piotrem była przyjemnością. To był człowiek, który nie uznawał barier między ludźmi, potrafił jak mało kto kruszyć lody i skracać dystans. Darzyłem go ogromnym szacunkiem i czułem z jego strony to samo. Był, co trzeba koniecznie podkreślić, wspaniałym mężem, ojcem i dziadkiem. O jego talencie najlepiej świadczy fakt, że bardzo szybko stał się ważnym członkiem MKOl. W wyborach do Komitetu Wykonawczego Europejskiego Komitetu Olimpijskiego dostał najwięcej głosów. Był człowiekiem bardzo pracowitym, obdarzonym wielkimi zdolnościami organizacyjnymi i wspaniałą pamięcią. Będzie nam go bardzo brakowało. O wypadku dowiedziałem się w sobotę rano, zadzwonił znajomy, byłem jeszcze w domu. Wiedziałem, że był w tym samolocie. W piątek późnym wieczorem wrócił specjalnie z Francji, by zdążyć na te uroczystości. Zadzwoniłem jeszcze do jego kierowcy, by potwierdzić, że na pewno wsiadł do samolotu. Niestety, wsiadł. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL