fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Trzeźwy bankier, pijany rechot historii

Leopold Kronenberg z opaską członka Delegacji Miejskiej.
Muzeum Historyczne m.st. Warszawy
Potęgę zawdzięczali tytoniowi i jak papierosowy dym rozpłynęli się w dziejach. Kronenbergowie
Tę historię należy opowiadać od końca. Zacząć od srebrnych drucików binokli z noskami wybitymi masą perłową. Od kluczyków z przytroczonym na wypłowiałej wstążce biletem wizytowym. Oczka sygnetu, na którego błękitnym tle srebrzy się herb „Strugi”. Uchwytów do zawieszania portier, powyginanych w wymyślne esowate kształty.To o nich specjalista od muzealnych zbiorów napisze, że są tylko garścią przypadkowych przedmiotów, które zmieściły się do walizki uchodźców. I że stanowią jedynie odległe, smutne wspomnienie. Ich posiadacz – Leopold Jan, ostatni z Kronenbergów – zmarł w grudniu 1971 r. w Los Angeles. Nie zostawił dzieci.Wiosną 1972 r. do Polski przyjeżdża wdowa, Janina Kronenberg. Chce sprawdzić, czy w kraju, w którym oficjalnie po wsze czasy ma panować socjalizm, znajdzie się miejsce na pamiątki po rodzinie symbolizującej tradycje kapitalizmu. Po rozmowach z prof. Januszem Durko, dyrektorem Muzeum Historycznego Miasta Warszawy, decyduje si...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA