fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rodzina

Antyrodzinna polityka prorodzinna

Państwo nieobecne tam, gdzie obecne być powinno, jest równie niewiele warte, co państwo nadobecne tam, gdzie go w ogóle (albo niemal w ogóle) być nie powinno.
[srodtytul][link=http://blog.rp.pl/gabryel/2010/02/23/antyrodzinna-polityka-prorodzinna/]skomentuj na blogu[/link][/srodtytul]
A to jest, niestety, przypadek współczesnej Polski – państwa, które nie potrafi – by sięgnąć po pierwsze z brzegu przykłady – nałożyć na wszystkich obywateli proporcjonalnie takich samych ciężarów podatkowych ani chronić nas przed monopolami, ale za to uporczywie czyni zakusy na te sfery życia, które zdecydowanie powinny się obywać bez udziału jego funkcjonariuszy.
Teraz na przykład aparat państwa na całego zabrał się za zwalczanie przemocy w rodzinie, co ani chybi może się skończyć licznymi (dużo liczniejszymi niż do tej pory) przypadkami odbierania dzieci rodzicom. Właśnie taki bowiem będzie pewnie efekt wprowadzenia w życie – w proponowanym kształcie – rozpatrywanego w Sejmie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
Zgodnie z nim o odebraniu dziecka rodzicom będzie mógł rozstrzygnąć (bez uprzedniej zgody sądu – jak jest w tej chwili) pracownik socjalny, który nabierze przekonania, że w rodzinie dochodzi lub może dojść do jakiejś formy przemocy wobec dziecka.
A pod pojęciem tejże autorzy poradnika dla pracowników socjalnych rozumieją nie tylko przemoc fizyczną, ale również przemoc psychiczną, czyli między innymi „zawstydzenie, narzucanie własnych poglądów, ciągłe krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów”. Czyż tak rozciągliwa definicja nie umożliwia – w istocie – podciągnięcia pod „przemoc” właściwie wszystkich elementów procesu wychowania dziecka, jeśli je zinterpretować niekorzystnie dla rodziców?
Tym bardziej że głośne ostatnio – dzięki zainteresowaniu mediów – przypadki ingerencji państwa w życie rodzin nakazują w tej sprawie bardzo daleko posuniętą nieufność, choć odebranie dziecka szczęśliwie wymaga na razie uprzedniej zgody sądu. Co jednak, warto przypomnieć, nie uchroniło maleńkiej Róży przed odebraniem jej wkrótce po urodzeniu rodzicom Wioletcie i Władysławowi Szwakom (dziecko zwrócono dopiero pod presją mediów). I co nie pomogło też w przypadku 11-letniego Sebastiana zabranego rodzicom kilkanaście dni temu – i to wprost ze szkoły.
Jeśli zważyć, że już prawie 100 tys. dzieci wychowuje się w Polsce poza rodziną (o niemal 10 proc. więcej niż pięć lat temu), podniesienie alarmu w tej sprawie nie wydaje się być przesadą. Odebranie dziecka rodzicom zawsze bowiem powinno być ostateczną ostatecznością, a uprzednia kontrola sądu nad tą procedurą – absolutną koniecznością.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA