fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

To już afera nie tylko hazardowa

Beata Kempa
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Jędrzej Bielecki
Odkrycie interesów Sobiesiaka uruchomiło lawinę. Jej skutki mogą zdominować zbliżające się kampanie wyborcze
[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/02/21/piotr-gursztyn-to-juz-afera-nie-tylko-hazardowa/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
– Mamy do czynienia z megaaferą. Afera hazardowa jest tylko jednym z jej obszarów – oznajmiła w piątek posłanka PiS Beata Kempa. A jej partia zażądała rozszerzenia zakresu prac komisji śledczej.
Reakcje pozostałych partii były przewidywalne. PO mówi nie. SLD tak, ale z pewną rezerwą, by nie być oskarżonym o koalicję z PiS. Ludowcy lawirują, co może im przynieść spore korzyści. Są języczkiem u wagi, więc strony sporu będą musiały czymś im zapłacić za poparcie. Więcej do zaoferowania ma Platforma, która pewnie wycofa się z jakichś rozwiązań uderzających w PSL i jego wyborców.
[srodtytul]Co wyszło na jaw [/srodtytul]
Komisja została powołana "do zbadania sprawy przebiegu procesu legislacyjnego ustawy z 29 lipca 1992 r. o grach i zakładach wzajemnych, (…) oraz do zbadania legalności działania organów administracji rządowej badających ten proces". W praktyce ogranicza to prace do sprawdzenia, czy był nielegalny lobbing przy nowelizowaniu ustawy oraz podejrzeń o przeciek z akcji CBA.
Gdy w październiku 2009 r. Sejm przyjmował uchwałę, zdawało się, że głównym problemem było nielegalne zwalczanie zapisów ustawy hazardowej niewygodnych dla branży, ale korzystnych dla budżetu państwa. Przeciek, choć bardzo ważny, był wydarzeniem wtórnym.
Niektóre historie znane już wtedy – jak wstawianie Magdaleny Sobiesiak do zarządu Totalizatora Sportowego, interwencje Marcina Rosoła w sprawie lokalu dla salonu gier w Warszawie – zdawały się nieistotnymi odpryskami. Sprawa przetargu na zakup wyciągu w Czorsztynie czy załatwiania pozwoleń na wyrąb lasu w Zieleńcu wyszły zaś na jaw później.
Dlatego inicjatywa Kempy ma sens. Ale jednocześnie trudno się dziwić Platformie, że nie chce być grillowana przez PiS. Innej reakcji nie mogło być, bowiem Kempa i jej koledzy wpisali w międzypartyjny konflikt sprawę, która dotyczy szerszego zjawiska – uprzywilejowanej pozycji małej grupy biznesmenów w stosunku do decydentów najwyższego szczebla. Z tego powodu zakres prac komisji raczej nie zostanie rozszerzony. Choć bezwzględnie będzie jednym z głównych tematów kampanii prezydenckiej, a także parlamentarnej – jeśli na listach PO znajdą się bohaterowie afery. Sprawy wyciągu w Czorsztynie, lokalu na warszawskim Żoliborzu, wycinki lasu odbiją się też echem w lokalnych zmaganiach samorządowych.
W doniesieniach o aferze przewijają się nazwiska lokalnych działaczy, urzędników, samorządowców, np. dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu, jednocześnie radnego, Wojciecha Adamczaka. Kilka dni temu został pozbawiony członkostwa w leśniczej "Solidarności", m.in. za – jak głosi jej uchwała – "uwikłanie naszej instytucji w żenujący spektakl znany w całej Polsce pod nazwą afery wyciągowej, co sprawiło, że zamiast dumy z pracy w Lasach czujemy wstyd!".
[srodtytul]Nowe pytania [/srodtytul]
Charakterystyczna jest jedna z wypowiedzi Ryszarda Sobiesiaka na zamkniętym posiedzeniu komisji. Zapewniał, że nie ma związku z aferą. Ale zapytany o konkurenta Zbigniewa Benbenka, odpowiedział: – Wtedy trzeba było zrobić komisję, nie dzisiaj. Z dalszych wypowiedzi Sobiesiaka wynika, że on też uważa, iż jakaś część jego branży działała na patologicznych zasadach. Jednak za rękę złapano na razie jego. Dzięki dotychczasowym pracom komisji i publikacjom medialnym widać, że Sobiesiak mógł liczyć na pomoc ważnych polityków oraz lokalnych urzędników i samorządowców. Ciągle nie wiemy, dlaczego politycy z najwyższej półki – Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski – nie mogli mu odmówić. Ryzykowali i zaprzepaścili kariery przez spełnianie kolejnych jego żądań. Przypomnijmy listę: starania o uzyskanie pozwoleń na inwestycję w Zieleńcu, wpływ na kształt ustawy hazardowej, umieszczanie jego córki w strategicznej spółce, interwencja w sprawie lokalu w Warszawie, pomoc przy przetargu na kupno wyciągu w Czorsztynie, pomoc w uzyskaniu zezwolenia na prowadzenie salonu gry we Wrocławiu, zaaranżowanie kontaktu z władzami Warszawy, by ułatwić budowę kolejnej inwestycji Sobiesiaka – kolejki gondolowej przez Wisłę. Do tego można dorzucić podejrzenia opozycyjnych śledczych z komisji, którzy często pytali o sieć firm powiązanych z Rosołem.
Pytań będzie więcej, bo posłowie dostali kilka dni wolnych od przesłuchań. Zapowiadają, że spędzą je na porównywaniu stenogramów zeznań i innych dokumentów. Przy okazji widać, że są nowe pytania nie tylko do bohaterów afery. Także do tego, który ją odkrył, czyli Mariusza Kamińskiego. Wiadomo, że on lub jego agenci pomylili się w interpretacji części danych. – Nie było czasu, by zweryfikować, o czym była rozmowa – tłumaczył się Kamiński przed komisją, pytany o podsłuchaną rozmowę Chlebowskiego. Polityk mówił Sobiesiakowi, że "na 90 proc." coś załatwi. CBA przedstawiło to jako rozmowę o ustawie hazardowej, potem się okazało, że chodzi o salon gry we Wrocławiu.
To nie jest jednak najważniejsze nowe pytanie do Kamińskiego. Ważniejsze jest, czy wiedział, że lobbing wokół ustawy hazardowej był tylko częścią większej całości – patologicznego systemu polegającego na ułatwianiu działalności grupie biznesmenów przez zaprzyjaźnionych polityków i urzędników. Jeśli nie wiedział, to źle świadczy o sprawności CBA i jego szefa. Jeśli wiedział, to dlaczego o tym nie informował?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA