fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nazywajmy rzeczy precyzyjnie

Jerzy Sosnowski
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Michał Karnowski byłby świetnym gościem programu dyskusyjnego. Ale zlecenie mu prowadzenia w radiu publicznym rozmów z politykami czy przeglądu prasy wydaje się pomysłem wątpliwym – pisze dziennikarz Trójki
[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/02/21/jerzy-sosnowski-nazywajmy-rzeczy-precyzyjnie/]Skomentuj[/link][/b]
Cenię Piotra Zarembę i konieczność zakwestionowania w całości jego tekstu jest dla mnie przykra. Jednak kiedy pisał artykuł pt. [link=http://www.rp.pl/artykul/436207.html" "target=_blank]"Nazwijmy go pisowcem"[/link] ("Rzeczpospolita" z 19.02.), poświęcony konfliktowi w radiowej Trójce, szlachetne uczucie przyjaźni do Michała Karnowskiego lub pośpiech zatarły mu obraz sprawy, o której się wypowiedział.
Fakty są następujące: mianowany w końcu grudnia nowy dyrektor Trójki Jacek Sobala w pierwszej swojej poważnej decyzji powierzył prowadzenie trzech audycji, wchodzących w skład porannego bloku "Zapraszamy do Trójki", Michałowi Karnowskiemu, odbierając na jego rzecz antenę trzem dziennikarzom naszego radia. Związek zawodowy zaprotestował.
Tezy Zaremby są następujące:
1) główny zarzut wobec Karnowskiego, jaki podniósł nasz związek, brzmi rzekomo: Karnowski "jest sympatykiem PiS", co stanowi chwyt poniżej pasa;
2) drugi nasz zarzut, jakoby Karnowski w czasach, kiedy za dyrekcji Skowrońskiego prowadził rozmowy z politykami, "miał zbyt często cytować własną gazetę" (tzn. "Dziennik", gdzie wówczas pracował), jest nieprawdziwy, a gdyby nawet był prawdziwy, to jest sprzeczny z zarzutem głównym, "Dziennik" bowiem nie sprzyjał PiS;
3) partyjny mechanizm obsadzania stanowisk kierowniczych w publicznych mediach trwa od wielu lat; "gdy w radiu i telewizji dominował SLD, obsadzano w Trójce według politycznego klucza nie tylko dyrektorów, ale i szefów redakcji. Nikt nie wie o tym lepiej niż Jerzy Sosnowski, który (…) dziś przewodzi związkowcom". Czyli nie dzieje się nic nowego.
[srodtytul]Wysoki standard [/srodtytul]
Co do zarzutu numer 1: podnieśliśmy rzeczywiście sprawę, że Karnowski ma wyraziste poglądy polityczne, a obejmuje audycje, w których cnotą jest akurat daleko posunięta wstrzemięźliwość w forsowaniu własnych przekonań (przegląd prasy, rozmowy z politykami). Nie bez powodu nie określiliśmy bliżej tych przekonań, jest to bowiem w tym momencie drugorzędne. W naszym ośmiopunktowym uzasadnieniu protestu (oświadczenie związku z 19.02.) jest zaledwie jedno zdanie, z którego pośrednio może wynikać, że kojarzymy Karnowskiego z opozycyjną partią, która chciała mieć "dostęp do Trójki jako do narzędzia propagandowego". Nie wymieniliśmy jej nazwy właśnie dlatego, by uniknąć podejrzenia, że staramy się w oczach przeciwników PiS stygmatyzować dziennikarza.
W kwestii zarzutu numer 2: policzyliśmy cytowanie czasopism przez Karnowskiego w okresie od 14 grudnia 2006 do 28 lutego 2009 r. (czyli jedynie bez pierwszych kilkunastu tygodni jego pracy w Trójce, z których audycje są zarchiwizowane, ale nieprzepisane). Otóż w jego wywiadach "Dziennik" był przywoływany 166 razy, co stanowi 33 proc. wszystkich przypadków; następna w kolejności była "Gazeta Wyborcza" (111 razy), trzecia zaś – "Rzeczpospolita" (99 razy). W tym okresie ani nakład tych gazet (nakład "GW" dwukrotnie wyższy od "Dziennika"), ani wskaźnik cytowań (na pierwszym miejscu "Rzeczpospolita" z ok. 10-procentową przewagą nad "Dziennikiem") nie uzasadniają aż takiej przewagi "Dziennika" na antenie Trójki.
Nie zarzucamy przy tym Karnowskiemu, że uprawiał kryptoreklamę; jest psychologicznie zrozumiałe, że macierzysta gazeta inspiruje dziennikarza bardziej niż inne, choć smak wymagałby, żeby nie powoływać się na nią, jeśli nie jest to absolutnie konieczne (np. "Rozmawialiśmy wczoraj w redakcji i tu, w radiu, i w mojej macierzystej redakcji w "Dzienniku" na ten temat" – audycja z 3.01.2007). Obojętnie, czy władze PiS lubiły wówczas "Dziennik" czy nie: w kontekście tych wyliczeń powierzenie Karnowskiemu przeglądu prasy jest ze strony naszego dyrektora nieroztropne.
Zaremba ma przy tym oczywiście rację, że dziennikarze prywatnych gazet prowadzą w niektórych mediach przeglądy prasy. I zaraz słusznie sobie odpowiada: dziennikarze Trójki chcą ustanowić – czy raczej utrzymać – wysoki standard właściwy dla ich radia.
[srodtytul]Nacisków nie stwierdzono [/srodtytul]
Wreszcie zarzut numer 3: wywołany do odpowiedzi, służę konkretami z dziesięciu lat pracy na antenie Trójki.
Zacząłem tę pracę za czasów dyrekcji Witolda Laskowskiego, który objął stanowisko z nadania SLD. W tym czasie (wbrew tezie Zaremby, że politycy obsadzali także niższe stanowiska kierownicze) szefem mojej redakcji był najpierw Andrzej Rychcik (znamy go obaj z Piotrem Zarembą i wiemy dobrze, że uznanie go za nominata SLD trąci groteską), a potem mój obecny kolega z Klubu Trójki Dariusz Bugalski (żadnych związków z SLD).
W tych czasach przydarzyła mi się jedna sytuacja, którą od biedy można by uznać za coś w rodzaju nacisku politycznego. Otóż po audycji na temat "Jak ma wyglądać współczesna prawica", w której rozmawiałem na antenie z Jarosławem Kaczyńskim, Bugalski przekazał mi, że dyrekcja zapytała go, czy to nie przesada. Odwrotną pocztą przypomniałem, że kilka tygodni wcześniej robiłem Klub na temat "Jak ma wyglądać współczesna lewica" – i na tym się skończyło. Traktowanie takiej (w dodatku niebezpośredniej) wymiany zdań jako rzeczywistej ingerencji w moją pracę byłoby przejawem nadwrażliwości.
Potem władzę przejął duet Krzysztof Skowroński – Szymon Sławiński (mianowany po "odzyskaniu mediów" przez PiS). Ten ostatni, formalnie wicedyrektor Trójki, pełnił obowiązki kierownika redakcji publicystyki i – tak, w tym okresie zdarzały się naciski dotyczące treści naszych programów. Miałem tego dość, więc na półtora roku odszedłem z radia.
Kiedy wróciłem (za dyrekcji Magdy Jethon, którą powołano na to stanowisko, gdy przewagę w mediach zdobyły niedawne przystawki PiS), moim szefem został Michał Nogaś. Młodszy kolega, świetny radiowiec. Mam nadzieję, że Zaremba nie każe mi dowodzić braku związków Nogasia z Samoobroną. Nacisków nie stwierdzono.
[srodtytul]Skandaliczny mechanizm [/srodtytul]
Oczywiście, mechanizm wymiany dyrektorów stacji w mediach publicznych jest skandaliczny – o czym wielokrotnie publicznie mówiłem. Pytanie jednak, w jaki sposób zachowują się owi dyrektorzy.
Zwracam uwagę, że Magda Jethon w żadnym momencie nie zatrudniła w charakterze gospodarza programu nikogo, kto by np. o Andrzeju Lepperze (czy o dowolnym innym polityku, z Donaldem Tuskiem włącznie!) napisał tak pełen miłości tekst, jak artykuł Michała Karnowskiego pt. "Jarosław Kaczyński chce być żelaznym kanclerzem RP". Polecam fragmencik: "A premier nie chce konfliktów. Tnie w kalendarzu czas na wszystko, co odrywa go od urzędowania. (…) Ciepłe przyjęcie przez radnych tej miejscowości, która w styczniu tego roku otrzymała prawa miejskie, wielki kosz lokalnych smakołyków i radosne gaworzenie z babciami i wnukami wspólnie uprawiającymi sztuki plastyczne w miejscowym domu kultury wyraźnie dobrze nastroiły premiera" – i dalej w tym stylu ("Dziennik", 19.01.2007).
Autor takiego tekstu jest oczywiście świetnym gościem do programu dyskusyjnego. Ale zlecenie mu prowadzenia w radiu publicznym rozmów z politykami czy przeglądu prasy – nawet jeśli jest przyjacielem Piotra Zaremby, co szczerze szanuję – wydaje się pomysłem wątpliwym.
[i]Autor jest pisarzem, publicystą, dziennikarzem radiowej Trójki, przedstawicielem Związku Zawodowego Dziennikarzy i Pracowników Polskiego Radia [/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA