fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Patrzenie Ammannowi za buty

Simon Ammann
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Simon Ammann na pewno nie straci złota z małej skoczni, ale wciąż nie wiadomo, z jakimi wiązaniami wystartuje na dużej. Austriacy zapowiadają protest, jeśli znów zobaczą go w ulepszonym sprzęcie. Nie ma jeszcze decyzji FIS w tej sprawie
Dziś o 19 zaczynają się kwalifikacje do sobotniego konkursu na dużej skoczni. To pierwsza okazja, żeby przyjrzeć się z bliska, co Simon Ammann ma przy narcie za butami.
Dotychczas te dwa uchwyty ze sworzniami w miedzianym kolorze, wymyślone przez Austriaka Gerharda Hofera, byłego serwismena Thomasa Morgensterna (od trzech lat Hofer pracuje dla Austriaków), i przez firmę Medartis spod Bazylei, interesowały tylko sztab austriackich skoczków.
Rzecznik prasowy Austriaków robił im od kilku dni zdjęcia. Od czasu gdy je pokazali innym ekipom i kazali zwrócić uwagę na odgięty sworzeń wiązania, Simon nie oddał żadnego skoku w Whistler. To akurat pewnie jest przypadek. Szwajcar ma swoje rytuały, pomagające kumulować energię, nie pierwszy raz opuszcza skoki treningowe. Z kwalifikacji do konkursów też mu się zdarzało rezygnować. Ale myśl, że gdy się pojawi na skoczni zostanie wzięty pod lupę, na pewno go do skoków treningowych nie zachęcała.
Austriacy też wczoraj nie skakali, ale dla nich najważniejsza była odprawa techniczna, w nocy polskiego czasu. - Tam przedstawili sprawę wiązań, ale powiedzieli, że chodzi im o przyszłość. Zaapelowali by nie stosować tych wiązań w konkursie sobotnim. Sprawa została przyjęta przez FIS i ma być przedyskutowana przez komisję materiałową i jury. Czekamy na decyzję - relacjonuje "Rz" Łukasz Kruczek, trener polskiej kadry. Nie wiadomo jeszcze, kiedy decyzja zapadnie. Na pewno Ammann nie musi się obawiać, że straci złoty medal z mniejszej skoczni i będzie go musiał oddać Adamowi Małyszowi. Termin ewentualnego oprotestowania wyników już dawno minął.
Zresztą nawet Austriacy od początku powtarzali, że wywracanie kolejności pierwszego konkursu ich nie interesuje, oni chcą równych warunków w drugim. A ich zdaniem z tymi wiązaniami nie są równe, bo dzięki swojemu wynalazkowi Ammann lepiej stabilizuje narty w locie i może zyskiwać nawet do kilku metrów. Tyle, że takie same wiązania ma od dawna inny Szwajcar Andreas Kuettel i u niego tego cudownego działania nie widać. Zdarzało mu się w tym sezonie odpadać już po pierwszej serii. Jeśli Ammann nie wróci do starych wiązań, Austriacy złożą protest.
- Zapowiedzieli, że powołają się na paragraf 222 IWO - tłumaczy Łukasz Kruczek. IWO to skrót od Internationale Wettkampfordnung, regulaminu zawodów międzynarodowych FIS. Paragraf 222 jest poświęcony sprzętowi. I jest w nim napisane, że wszystkie pomysły na ulepszenie sprzętu startowego muszą być co do zasady zaakceptowane przez FIS. I że należy je zgłaszać przed każdym sezonem najpóźniej do 1 maja.
To na zawodniku spoczywa odpowiedzialność, by sprzęt spełniał wymogi. FIS zabronione unowocześnienia odkrywa najczęściej wówczas, gdy o kontrolę sprzętu poproszą nabierający podejrzeń rywale. Austriacy zapewne powołają się też na zapis z paragrafu 222, że wykluczone są wszelkie wynalazki, które mogłyby narazić zdrowie sportowca lub zwiększyć ryzyko wypadku. Trener austriackiej kadry Alexander Pointner już mówił, że jego ekipa testowała takie podrasowane wiązania, ale zrezygnowała z nich, bo Pointner uznał że mogą niedostatecznie chronić zawodników - zwłaszcza niedoświadczonych - przed wypadkiem.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA