fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Radomsko: krajobraz po seksaferze

Po decyzji sądu kilka osób pogratulowało mi, a pewna kobieta spontanicznie mnie wyściskała – mówi Aneta Krawczyk, na zdjęciu w sklepie matki
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Po wyroku na Leppera i Łyżwińskiego Aneta Krawczyk znów stała się w mieście obiektem plotek
Radomsko żyło procesem. W sklepach, zakładach fryzjerskich, kawiarniach, gdy z radia rozlegały się doniesienia z sądu, zapadała cisza. Po czym komentowano. – Słyszała pani, słyszała – mówiła kobieta około 50-letnia. – Ta Krawczyk to zdzira.
– Było to najłagodniejsze określenie, jakie padło – mówi właścicielka salonu piękności. – Ludzie mówili wprost: Aneta k…, gdy korzystała z przynależności do Samoobrony, to nic jej nie przeszkadzało. A jak drugi raz nie została radną, to zaczęła opowiadać o seksie, a kto wie, ile w tym prawdy?
[srodtytul]Zmuszali mnie do seksu[/srodtytul]
Wyrok zapadł w czwartek. Wydał go Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Za molestowanie działaczek partyjnych skazano przewodniczącego Samoobrony Andrzeja Leppera (na dwa lata i trzy miesiące), a jego byłego zastępcę Stanisława Łyżwińskiego (na pięć lat) dodatkowo za zgwałcenie jednej z nich. Od początku obaj twierdzą, że zostali pomówieni. Będą apelować, gdy otrzymają pisemne uzasadnienie wyroku.
Głównym świadkiem oskarżenia była Aneta Krawczyk, która odważyła się pokazać twarz i powiedzieć: współżyłam z nimi, ale byłam do tego zmuszana. Inni świadkowie zażądali anonimowości. Proces był tajny, wyrok ogłoszono publicznie. Aneta Krawczyk, mieszkanka Radomska, wstąpiła do Samoobrony w 2001 r. Brała udział w budowaniu struktur partyjnych w Łódzkiem. W tym czasie poznała Stanisława Łyżwińskiego, wiceszefa Samoobrony, który właśnie został posłem z okręgu piotrkowskiego.
Rok później Łyżwiński dał absolwentce technikum ekonomicznego posadę dyrektora biura poselskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Kiedy w 2002 r. odbywały się wybory samorządowe, Krawczyk, startując jako numer 1 listy, uzyskała najlepszy wynik w swym okręgu wyborczym i mandat radnej Sejmiku Województwa Łódzkiego.
– Unikała wystąpień i głosowała zawsze zgodnie z wytycznymi partii – komentowali ówcześni radni. – W sejmiku partią dowodził Jacek Popecki, prawa ręka Łyżwińskiego (skazany w innym wątku seksafery za próbę aborcji dziecka Krawczyk i namawianie jej do wycofania zeznań).
Według ustaleń piotrkowskiego sądu do wydarzeń w Samoobronie, nazwanych później seksaferą, doszło między wrześniem 2001 r. a kwietniem 2003 r.
[srodtytul]Rodzinna układanka [/srodtytul]
W listopadzie 2006 r. w kolejnych wyborach samorządowych Krawczyk z powodu zabiegów Łyżwińskiego startowała z drugiego miejsca w okręgu radomszczańskim. Pierwszy był Popecki przesunięty z Tomaszowa Mazowieckiego. Tam liderem został 23-letni Cezary Łyżwiński, syn Stanisława. Łyżwiński junior i Popecki mandaty zdobyli, a Krawczyk zabrakło 133 głosów. W tym czasie partia liczyła w powiecie 50 czynnych członków.
– Bez Samoobrony życia nie widziała, poświęcała się bez reszty, wciągając w kampanię własną rodzinę – mówi Wojciech Lenk, który z partią pożegnał się w 2006 r.
Została bez środków do życia z trojgiem dzieci. Dwie dziewczynki miała z byłym mężem, a trzecią (urodzoną w 2003 r.) Weronikę, jak twierdziła, ze Stanisławem Łyżwińskim.
Tydzień później w grudniu wybuchł skandal – Krawczyk opowiedziała "Gazecie Wyborczej" o wykorzystywaniu seksualnym jej i jej koleżanek przez Leppera i Łyżwińskiego, co zostało opisane w reportażu "Praca za seks".
Badania DNA, które po wybuchu seksafery zleciła prokuratura, wykluczyły ojcostwo Łyżwińskiego.
– Nie jest ojcem… to niemożliwe – mówiła do słuchawki po otrzymaniu informacji od swojej adwokat Agaty Kalińskiej -Moc. Mecenas zażądała jeszcze zbadania Leppera, które też wykluczyły, że jest ojcem.
– Jestem przekonana, że to dziecko Łyżwińskiego – mówi "Rz" Krawczyk. – Dlaczego wynik był negatywny, nie wiem, i już nie chcę wiedzieć.
W powiecie radomszczańskim działalność Samoobrony po wybuchu seksafery zamarła. – Nikt nie należy do partii – przyznaje Andrzej Prochoń, przewodniczący Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w województwie łódzkim, który powoli odbudowuje struktury w terenie.
[srodtytul]Aneta się uśmiecha [/srodtytul]
Po wyroku mieszkańcy Radomska znów powtarzają legendę krążącą przed trzema laty. Że Krawczyk za zniszczenie Samoobrony wzięła 200 tys. zł.
– Kompletne bzdury, przetrwałam dzięki rodzinie, przede wszystkim siostrze mieszkającej w Londynie, która zamiast zainwestować pieniądze w fundusze inwestycyjne, przesłała je na moje konto. Pracowałam dorywczo w Niemczech i byłam gotowa przeprowadzić się do Anglii. Zrezygnowałam po wizycie w szkole, do której miały chodzić córki. Na boisku szkolnym spotkałam palące papierosy może 12-latki, które były wyzywająco umalowane i miały kolczyki w pępkach – opowiada Aneta Krawczyk.
Osoby nawet najbardziej jej niechętne nie odmawiają jej miana dobrej matki. Od półtora roku ma wsparcie mężczyzny, którego nazywa partnerem. – Mam się na kim wesprzeć, a Wiesław się mnie nie wstydzi, wręcz przeciwnie – mówi kobieta. – Dziewczynki go zaakceptowały. Wraz z moją mamą założył sklep z elektronarzędziami i chemią gospodarczą, a ja im pomagam.
Aneta wychodzi do miasta uśmiechnięta. – Omijam sąsiadów, którzy się ze mną witali, a za plecami obmawiali – mówi. – Są także tacy, którzy sami przestali ze mną rozmawiać, i tacy, którzy zgłosili się z pomocą. Po wyroku kilka osób pogratulowało mi, a pewna kobieta spontanicznie mnie wyściskała.
[srodtytul]Nagi tył Niemena[/srodtytul]
Seksafera to druga taka głośna sprawa w najnowszej historii Radomska. Pierwsza miała miejsce w 1971 r., gdy PAP podała za "Gazetą Radomszczańską", że podczas koncertu pijany Niemen pokazał publiczności gołą pupę. Prasa centralna podchwyciła temat i do miasta zjechali dziennikarze.
Niemen wystąpił z pozwem wobec autora publikacji, którego, jak się okazało, na koncercie nie było. Ponoć piosenkarz tłumaczył się, że przebierał się na scenie po koncercie, a ktoś podniósł kurtynę. Sprawę wygrał i przyjechał dać kolejny koncert. – Publiczność przyjęła go entuzjastycznie – wspomina prezydent Anna Milczanowska.
– Seksafera nie byłaby seksaferą, gdyby nie stojące w dzień i nocy telewizyjne wozy satelitarne pod blokiem pani Krawczyk – mówi Sławomir Przybyłowicz, rzecznik urzędu miasta.
– Jednak mieszkańcy miasta bardziej wstrząśnięci byli historią mężczyzny, który w 2009 r. zabił siekierą żonę i córkę, oraz listonosza, który w tym samym roku chciał zmienić nazwisko na Bond, bo czuł się agentem 007, a potem zamordował swą byłą nauczycielkę niemieckiego
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA