fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Aktor, który czuł komedię

Jerzy Turek
Fotorzepa, ms Michał Sadowski
Jerzy Turek, popularny aktor filmowy i telewizyjny, zmarł wczoraj wieczorem w wieku 76 lat
Jerzy Turek pochodził z miejscowości Tchórzowa. W ubiegłym roku przeszedł udar mózgu; przedtem cierpiał na poważne schorzenia serca. Mimo to nie tracił pogody ducha, która cechowała go w życiu prywatnym i której udzielał granym przez siebie postaciom.
Kiedy zachorował, kibicowali mu liczni fani telewizyjnego serialu „Złotopolscy”. Od 13 lat pojawiał się tam jako listonosz Józef Garliński – i był adresatem ogromnej korespondencji od telewidzów. Jedyny przypadek, kiedy listonosz otwierał koperty, zamiast je roznosić…
[wyimek]Prawdą jest, że w życiu takich ludzi jak Jarząbek spotyka się mnóstwo [/wyimek]
Kojarzył się głównie z rolami komediowymi; z postaciami ciepłych, serdecznych ludzi. Takich bohaterów grał najczęściej, choć zaczynał w filmowym dramacie Andrzeja Munka „Eroica” (1957 r.). Był wtedy jeszcze studentem. Rok potem obronił dyplom na warszawskiej PWST i zadebiutował rolą Teodora
Rousseau w sztuce „Lato w Nohant”, wystawianej w Teatrze Ziemi Opolskiej. Miał jeszcze w dorobku kilka dramatycznych postaci, ale jego żywiołem była komedia.
Lista jego dokonań jest długa, wystarczy przypomnieć kilka tytułów: „Nie lubię poniedziałku” Chmielewskiego (1971), „Nie ma mocnych” Chęcińskiego (1974), „Niespotykanie spokojny człowiek” Barei (1975). No i rola Wacława Jarząbka, trenera klubu Tęcza, który w „Misiu” Barei (1980) wygłaszał do szafy z ukrytym magnetofonem panegiryk na cześć prezesa, zakończony słynną przyśpiewką „łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu!”.
Od kina wyżej cenił teatr. „Film to lipa, tam nawet amator może zagrać, jak jest dobry reżyser. Zagrać 200 przedstawień na scenie tak samo – to wymaga profesjonalizmu”, mówił pięć lat temu w wywiadzie dla „Rz”.
W młodości związany z warszawskim scenami – Teatrem Syrena, potem z Polskim, ostatnio z Teatrem Kwadrat. Niezwykle ważny był kabaret Owca Jerzego Dobrowolskiego. Od tamtych czasów datowała się jego przyjaźń ze Stanisławem Tymem.
Wiele barwnych postaci wykreował też w Teatrze Telewizji, w spektaklach reżyserowanych przez mistrzów: Hanuszkiewicza, Holoubka, Hübnera, Antczaka.
„Lubię się męczyć, dochodzić do efektu finalnego”, zaznaczał. „Kiedy jestem go już pewny, to na setnym przedstawieniu gram tak samo jak na premierze. Nie zmieniam, nie kombinuję. Jak się ciągle coś poprawia, to bywa, że z początkowej roli zostają strzępy”.
Znany z poczucia humoru, nie potrafił bawić się współczesną polską rzeczywistością. „Śmieszy mnie obecna telewizja i życie publiczne, lecz nie jest to śmiech oczyszczający”, przyznawał.
[ramka][srodtytul]Niezapomniane role[/srodtytul]
- Krzyż Walecznych (1958) – Franek Socha
- Ludzie z pociągu (1961) – poznaniak
- Gdzie jest generał (1963)– szeregowy Orzeszko
- Mocne uderzenie (1966) – Johnny Tomala
- Hydrozagadka (1970) – pijany dróżnik
- Nie lubię poniedziałku (1971) – zaopatrzeniowiec Bączyk
- Nie ma mocnych (1974) – milicjant Franio
- Miś (1980) – trener Jarząbek
- Yokohama (1981) – milicjant
- Alternatywy 4 (1983) – Tadeusz Kubiak
- Kogel-mogel (1988) i Kogel-mogel II (1989) – Zenon Solski
- Rozmowy kontrolowane (1991)– trener Jarząbek
- Złotopolscy (od 1997) – listonosz Garliński
- Ryś (2006) – trener Jarząbek[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA