fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Państwowe spółki mają uratować prywatyzację

Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
Lekarstwem na słabe zainteresowanie zagranicznych inwestorów akcjami polskich firm mogą być spółki powiązane ze Skarbem Państwa. Może je to kosztować w 2010 r. nawet 7 mld zł, które nie trafią m.in. na inwestycje
W najbliższych dniach PKN Orlen ma zdecydować o wyborze inwestora dla włocławskiego Anwilu. Jednym z głównych kandydatów są kontrolowane przez państwo puławskie Azoty. Wartość tej transakcji szacuje się na 1,5 – 2 mld zł, a przynajmniej na tyle wyceniał swoją spółkę zarząd PKN Orlen. Firma z Puław, której kapitalizacja to 1,5 mld zł, musiałaby zdobyć ponad miliard złotych, by zapłacić za Anwil.
Minister skarbu zastanawia się, z kim – o ile w ogóle – będzie negocjować sprzedaż akcji tzw. pierwszej grupy chemicznej (Ciech, Zakłady Azotowe Kędzierzyn, Zakłady Azotowe Tarnów). Oferty inwestorów nie są zgodne z oczekiwaniami MSP i może się okazać, że do gry włączone zostaną państwowe ZA Kędzierzyn. Resort oficjalnie dementuje te pogłoski. Ale gdyby ZAK miał kupować akcje którejkolwiek firmy z grupy, to też potrzebować będzie na to kilkaset milionów złotych.
Ministerstwo zapowiada, że w kwietniu ruszy przetarg na akcje gdańskiej grupy Energa. Na liście oferentów może się znaleźć największa firma branży w kraju – Polska Grupa Energetyczna. Aleksander Grad pod koniec 2009 r. mówił o takiej możliwości. Spółka ma na to środki, bo w ubiegłym roku pozyskała przy okazji giełdowego debiutu blisko 6 mld zł (1,5 mld zł wyda na odkupienie od Skarbu Państwa pakietów mniejszościowych w spółkach zależnych, należących do PGE).
Wpływy ze sprzedaży Energi szacowane na ok. 5 mld zł będą jednym z najważniejszych źródeł przychodów prywatyzacyjnych w tym roku. W sumie na zakupy udziałów lub spółek powiązanych ze Skarbem Państwa państwowe firmy mogą w tym roku wyłożyć nawet 7 mld zł.
Eksperci krytykują takie decyzje. – To nie jest pożądany proces, bo nawet nie chodzi o utrzymanie państwowej własności tych firm, ale o to, by osiągnąć cel finansowy – mówi „Rz” Grażyna Magdziak z BCC. – Jedne państwowe firmy mogą przejąć inne lub kupić ich udziały, byle tylko zapłaciły słuszną, wyznaczoną przez ministra cenę. Tymczasem spółki mogłyby te pieniądze przeznaczyć na inne cele, przede wszystkim na własne inwestycje.
Ekspert PKPP Lewiatan Jeremi Mordasewicz przypomina, że o faktycznej prywatyzacji można mówić wtedy, gdy w firmie pojawi się inwestor strategiczny, który m.in. zwiększy jej efektywność i ułatwi zdobycie finansowania. – To jest główny cel prywatyzacji, a korzyści finansowe, czyli wykonanie zaplanowanych wpływów do budżetu, mają znaczenie drugorzędne. Przejmowanie jednych państwowych firm przez drugie trudno nazwać prywatyzacją.
Kontrolowane przez państwo spółki mogą też ratować debiuty giełdowe innych firm. Tak było latem 2008 r., gdy PGNiG i Ciech kupiły akcje ZA Tarnów, płacąc po 19,5 zł za sztukę. Obie spółki mają w sumie 16,7 proc. akcji firmy z siedzibą w rodzinnym mieście ministra Grada. Już w dniu debiutu papiery azotowej firmy straciły na wartości, a teraz kosztują prawie o 5 zł mniej, niż zapłaciły za nie PGNiG i Ciech.
Wariant zaprezentowany podczas wprowadzania na giełdę tarnowskich Azotów przetestowano kolejny raz – w innej formie – podczas pierwszego notowania praw do akcji nowej emisji PKO BP (bank pozyskał ponad 5 mld zł). Prawie połowę tej emisji objął państwowy BGK, który odkupił od Skarbu Państwa (obecnie ma 51,24 proc. akcji ) prawa poboru za kwotę blisko 1,4 mld zł, i w efekcie będzie miał ponad 10-proc. udział w kapitale banku.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=a.lakoma@rp.pl]a.lakoma@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA