fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Europejski nakaz wydany

Brama obozu A
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Krakowski sąd wydał Europejski Nakaz Aresztowania podejrzanego o zlecenie kradzieży napisu z muzeum Auschwitz-Birkenau Szweda Andersa Hoegstroema
Szwedzi uzupełnili dane poszukiwanego przez polską prokuraturę swego 34-letniego obywatela. Szczegółów tych zabrakło, kiedy krakowski sąd podejmował decyzję w tej sprawie 25 stycznia. Chodziło m.in. o podanie imion rodziców Hoegstroema i dokładny adres, pod którym przebywa.
Krakowska prokuratura zarzuca Szwedowi podżeganie do kradzieży napisu. Wydała też za nim list gończy.
Nie ma natomiast nadal odpowiedzi Szwedów w sprawie pomocy prawnej dotyczącej ustalenia danych drugiej osoby zamieszanej w tę kradzież - współpracującego z Hoegstroemem Vladimira Z., pochodzącego z byłej Jugosławii. To on miał dostarczyć pięciu aresztowanym już polskim złodziejom samochód, którym historyczny napis wywieziono z Oświęcimia.
Krakowska prokuratura poprosiła także Szwedów o przesłuchanie jako świadka trzeciej osoby – chodzi o szwedzką dziennikarkę, która pośredniczyła w telefonicznej rozmowie Hoegstroema z polską policją. Prokuratura Okręgowa w Krakowie twierdzi, iż kobieta nie jest zamieszana w przestępstwo.
Natomiast polski wątek kradzieży napisu już wkrótce ma zakończyć się skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Pięciu Polakom grozi do 10 lat więzienia.
34-letni Anders Hoegstroem to, według szwedzkich gazet, mieszkaniec Karlskrony, który w latach 90. kierował neonazistowską partią – Frontem Narodowosocjalistycznym. Potem miał jednak rzekomo przeżyć rodzaj „nawrócenia” i zmienić poglądy.
Od początku ujawnienia tej bulwersującej kradzieży stara się on umniejszyć swą rolę w tym procederze. Miał o nim rozmawiać telefonicznie zarówno z policją polską (co potwierdzają małopolscy funkcjonariusze), jak i z Interpolem. Według szwedzkich mediów, Hoegstroem liczył na zyski z licznie udzielanych wywiadów i chciał stać się popularny dzięki zleceniu tak głośnego przestępstwa.
[ramka]Napis "Praca czyni wolnym" ("Arbeit macht frei") jest jednym z symboli niemieckiego, nazistowskiego obozu, który wykonali w 1940 roku polscy więźniowie polityczni pod kierownictwem Jana Liwacza (numer obozowy 1010). Polacy świadomie odwrócili w nim literę B jako przejaw nieposłuszeństwa i sygnał, co naprawdę dzieje się w obozie.[/ramka]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA