fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Cała Polska ugrzęzła w zaspach

Ciężka sytuacja panuje na drogach. Na trasach krajowych w niedzielę po południu pracowało 1,2 tys. piaskarek, solarek i pługów. Na zdjęciu: Krakowskie Przedmieście w Warszawie
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Awarie pociągów, wyłączenia prądu, opóźnienia samolotów – śnieżyce w weekend sparaliżowały Polskę. – W ostatnich dniach samoloty wyglądają, jakby je ktoś polukrował – mówi Cezary Orzech
– Największe problemy mamy na trasie Warszawa – Kraków – mówiPaweł Ney, rzecznik PKP InterCity. – Winne temu są oblodzone lub zerwane sieci trakcyjne – dodaje. Wszystkie pociągi mają kilkugodzinne opóźnienie. M.in. trzy składy utknęły w niedzielę na trasie z Częstochowy do Opola.
[srodtytul]Pechowcy z Zakopanego[/srodtytul]
Kolejowy przewoźnik pasażerski musi sięgać po lokomotywy spalinowe, których mu brakuje. O wyjątkowym pechu mogą mówić pasażerowie pociągu z Zakopanego do Gdyni. Najpierw podróż została przerwana z powodu zerwanej trakcji. – Wysłaliśmy na miejsce lokomotywę spalinową, na którą, niestety, spadło drzewo – dodaje Ney.
Z powodu oblodzenia trakcji w miejscowości Kochanowice (powiat lubliniecki) na ponad 10 godzin utknęli w niedzielę w pociągu pasażerowie jadący z Warszawy do Szklarskiej Poręby. Pociąg stanął o czwartej rano, dopiero przed godz. 15 na miejsce dojechała lokomotywa spalinowa, do której podpięto wagony. W nocy z soboty na niedzielę sparaliżowany został też poznański dworzec. Opóźnienia pociągów sięgały kilku godzin. "Tetmajer" został odwołany na odcinku z Zakopanego do Krakowa. Uruchomiono tam komunikację zastępczą Tanimi Liniami Kolejowymi – poinformował rzecznik PKP InterCity Paweł Ney.
Składy kursujące między Krakowem a Warszawą jechały przez Radom i Kielce zamiast Centralną Magistralą Kolejową, przez Włoszczowę. Wydłużało to czas podróży o co najmniej dwie godziny. PKP InterCity jeszcze nie liczy strat wywołanych trudnymi warunkami pogodowymi. – Liczymy się jednak ze spadkiem przychodów w te dni, gdyż wielu podróżnych oddaje bilety – mówi Ney. Podróżni mogą liczyć na koszt przewoźnika na ciepłe napoje i jedzenie.
[srodtytul]Gdzie jest źle, tam jest bardzo źle[/srodtytul]
Nie wszędzie jednak kolej miała problemy. Wszystkie niedzielne pociągi PKP InterCity wyjechały z dworca w Lublinie o czasie. Również połączenia regionalne odbywały się w niedzielę bez zakłóceń. Kilkugodzinne opóźnienia miały za to pociągi jadące do Lublina z Opola, Wrocławia i Katowic. – Dobra wiadomość jest taka, że fatalne warunki panują tylko w części kraju, zła – taka, że tam, gdzie jest źle, jest bardzo źle – podsumowuje Paweł Ney.
[srodtytul]Kosztowna Akcja "Zima"[/srodtytul]
Ciężka sytuacja panuje na drogach. Na trasach krajowych w niedzielę po południu pracowało 1,2 tys. piaskarek, solarek i pługów. – Akcja "Zima" kosztuje 4 – 5 mln zł na dobę – mówi Andrzej Maciejewski, zastępca generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad. Jak przyznaje, najgorzej jest na południu i w centralnej Polsce. Choć na Pomorzu wszystkie drogi krajowe, wojewódzkie i autostrada A1 były przejezdne, kierowcy musieli bardzo uważać. Było ślisko. Na większości z tras leżał zajeżdżony śnieg nawiewany z pól i błoto pośniegowe. Wichur, opadów śniegu i marznącego deszczu obawiali się drogowcy. – Mamy ostrzeżenie o zawiejach i zamieciach – mówiła "Rz" Małgorzata Golonka z gdańskiego oddziału GDDKiA.
Groźnie wyglądała też sytuacja w Siekierkach na Podlasiu, gdzie w przydrożnej zaspie utknęła karetka pogotowia. – Wiozła kobietę, która miała problemy z oddychaniem. Na szczęście szybko udało się wyciągnąć pojazd ze śniegu i pacjentka bezpiecznie dotarła do szpitala – mówi "Rz" Marcin Janowski, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku.
Kilka godzin później do podobnej sytuacji doszło pod Bielskiem Podlaskim. Strażacy musieli tam wydobyć z rowu karetkę wiozącą chorego na serce mężczyznę. Niemal bez przerwy padający śnieg odciął dojazd do kilkunastu miejscowości. Najcięższa sytuacja była w powiecie zambrowskim i w okolicach Augustowa, dokąd nie dojeżdżały samochody z zaopatrzeniem do sklepów i autobusy PKS.
Wyposażone w pługi wozy strażackie nie nadążały z usuwaniem zalegającego na lokalnych drogach śniegu. Podczas odśnieżania jednej z takich tras w miejscowości Krasnybór strażacy odnaleźli zamarznięte zwłoki 70-letniego mężczyzny.
[srodtytul]Bez prądu[/srodtytul]
Śnieżyce odcięły też mieszkańców wielu miejscowości od prądu. Nie miało go w niedzielę około 25 tys. domów w Małopolsce. W Wolbromiu – 5 tys. domów, Nowa Huta i okolice – 350, Skała i Krzeszowice – 4,2 tys., Miechów – 15 tys. odbiorców, Chrzanów – tysiąc. Lotnisko w Balicach pracowało za to w niedzielę rano bez zakłóceń. Od soboty w powiecie częstochowskim i będzińskim prądu nie miało ponad 85 tys. mieszkańców. – Awarie spowodowane oblodzeniami i śnieżycami są usuwane na bieżąco – poinformowało biuro wojewody śląskiego.
W niedzielę przed południem 120 osób – klientów i pracowników – ewakuowano z centrum handlowego w Lesznie. Pracownicy jednego ze sklepów zobaczyli spękania na stropie. Okazało się, że zalegająca na dachu półtorametrowa warstwa śniegu odkształciła metalową konstrukcję. Nie wiadomo, jak długo obiekt będzie zamknięty. Dach musi odśnieżyć specjalistyczna firma.
[srodtytul]Opóźnione samoloty[/srodtytul]
Ze śniegiem i lodem walczą też zarządcy lotnisk i linie lotnicze. – Obecnie w Krakowie nie ma większych problemów – pasy i drogi kołowania odśnieżamy na bieżąco – mówi Justyna Zajączkowska z krakowskiego portu lotniczego. Jak dodaje, jeżeli jakieś samoloty nie docierają obecnie do portu, wynika to z problemów, z jakimi borykają się inne europejskie lotniska – głównie w Wielkiej Brytanii i Niemczech. Cztery samoloty nie doleciały jednak do Krakowa w ten weekend – przyjął je port w Katowicach. Ten też boryka się z kilkudziesięciominutowymi opóźnieniami w stosunku do rozkładu lotów. Budżety lotnisk na utrzymanie portów zimą wynoszą po kilka mln zł. Słone rachunki za odladzanie dostają też przewoźnicy. – To najdroższa usługa w porcie – przyznaje Cezary Orzech, rzecznik lotniska w Katowicach.
Odladzanie samolotu trwa około 45 minut. Litr chemicznego biodegradowalnego środka używanego do odladzania kosztuje 4 euro, podstawienie odladzarki – 150 euro. By usunąć lód z jednej maszyny, potrzeba od 100 do 300 litrów płynu, to oznacza koszt w sumie około 1,2 tys. euro. – W ostatnich dniach samoloty wyglądają, jakby je ktoś polukrował – mówi Cezary Orzech.
[i]ek, i.k., tom, zal, eł [/i]
[ramka][srodtytul]Dozorcy zapadli w zimowy sen[/srodtytul]
Posypał się grad mandatów dla administratorów, którzy nie odśnieżają chodników i nie usuwają sopli z budynków. W weekend stolica utknęła w wielkich zaspach.
Śnieg, który zaczął padać w piątek po południu, sparaliżował Warszawę na dobre. Przez cały weekend pod zwałami białego puchu znajdowała się część ulic i większość chodników.
– Wyszedłem w niedzielę w południe z psem na spacer po Muranowie. Czuliśmy się jak w górach, bo pies tonął co chwilę w głębokim śniegu. Nikt nie odśnieżył chodników – mówi Jerzy Walik, czytelnik „ŻW”.
Zwały śniegu leżały też na przystankach ZTM i miejscach parkingowych. – Nasypało mi z dwóch stron do wysokości maski, teraz to zamarzło i zupełnie nie mam pomysłu, jak wyjechać – żaliła się Elżbieta Kowalska mieszkająca przy ul. Pańskiej.
– Czasem ciężko zatrzymać się na przystanku tak, żeby ludzie nie musieli przeskakiwać przez zaspy, które zostawiły pługi – mówi kierowca linii 125.
[b]Przeczytaj cały tekst na [link=http://www.zw.com.pl/artykul/1,437169_Dozorcy_zapadli__w_zimowy_sen.html]www.zw.com.pl[/link][/b]
[i]-Robert Biskupski[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA