fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Coraz donośniejsze głosy z przeszłości

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Angela Merkel osobiście, nie ukrywając się za swoim rządowym kolegą, powinna zadbać o stosunki z Polską i oświadczyć, że kandydatura Steinbach do rady "Widocznego znaku" nie wchodzi w grę – pisze publicysta "Rz"
[b][link=http://blog.rp.pl/semka/2009/11/23/coraz-donosniejsze-glosy-z-przeszlosci/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
Erika Steinbach musiała przełknąć zeszłotygodniową porażkę, gdy weto szefa niemieckiej dyplomacji Guido Westerwellego z FDP powstrzymało jej ponowną próbę wejścia do rady Centrum przeciwko Wypędzeniom. Kanclerz Angela Merkel uchyliła się wtedy od publicznych wypowiedzi na temat sporu.
[srodtytul]Pozostań twarda! [/srodtytul]
Szefowa ziomkostw zareagowała nerwowo. Najpierw ogłosiła ultimatum, żądając, by do końca roku niemiecki rząd zgodził się na jej wejście do rady. Potem zagrała sprytniej. Jak można podejrzewać – wypuściła kontrolowany przeciek do "Spiegla". Według podanych przez tygodnik informacji w zamian za rezygnację Eriki Steinbach z rady "Widocznego znaku" Angela Merkel jakiś czas temu miała obiecać szefowej Związku Wypędzonych stanowisko sekretarza stanu – z miesięcznym wynagrodzeniem 9000 euro oraz służbową limuzyną z kierowcą.
Steinbach rzecz jasna skomentowała te informacje hardym stwierdzeniem: Nie dam się kupić! A jej koledzy z chadecji przypuścili atak na Westerwellego. Wiceszef frakcji CSU w Bundestagu Michael Kretschmer nazwał postawę ministra spraw zagranicznych niepatriotyczną. Lider CSU Horst Seehofer stwierdził, że w takich sprawach przewodniczący FDP może się wypowiadać najwyżej w imieniu swojej partii, a nie całej koalicji. W sobotę zaś sekretarz generalny CDU Alexander Dobrindt wezwał Westerwellego do pogodzenia się ze Steinbach.
Polityczni zwolennicy Eriki Steinbach robią wrażenie, jakby przygotowywali się na jakieś potknięcie Guido Westerwellego. Przechodząc do kontrataku, lansują w mediach wizerunek "skrzywdzonej" Eriki. Bulwarówka "Bild" mająca ogromny wpływ na miliony Niemców publikuje łzawy serial o jej niełatwym życiu, unikając jednak informacji, że szefowa ziomkostw urodziła się na okupowanych terenach Polski. Niezwykle popularny komentator "Bilda" Franz Josef Wagner wzywa w komentarzu: "Droga szefowo Związku Wypędzonych, pozostań twarda. Jesteś głosem z przeszłości, ale ważnym głosem".
Ekipę Steinbach wsparły też dwa inne znaczące dzienniki: "Die Welt" oraz "Frankfurter Allgemeine Zeitung". W imieniu tej ostatniej gazety w obronie szefowej Związku Wypędzonych głos zabrał Berthold Kohler, który postawił tezę, że wokół osoby Eriki Steinbach w Polsce zapanowało szaleństwo (użył niemieckiego słowa Amok), które teraz udzieliło się Westerwellemu. Szefa FDP wsparły natomiast dziennik "Berliner Zeitung" oraz tygodnik "Die Zeit". Politycznie wsparł go Frank–Walter Steinmeier z SPD.
Wyraźnie widać więc, że niemiecka opinia publiczna jest w kwestii Steinbach podzielona. I dla Niemców – coraz częściej można mieć wrażenie, że dla większości – szefowa Związku Wypędzonych staje się symbolem niemieckiej krzywdy, jak niegdyś traktat wersalski. Erika Steinbach, o której słyszymy od lat, że jest w RFN politykiem bez większego znaczenia, zdołała już doprowadzić do wewnętrznego sporu w koalicji. Na razie to tylko spór niemiecko-niemiecki, a nie niemiecko-polski. Rozumieją to polscy politycy i wstrzymują się z komentowaniem konfliktu. Ale nie możemy zamykać oczu na to, że w tle tego wewnątrzniemieckiego sporu jest Polska.
[srodtytul]Wyzwanie dla pani kanclerz [/srodtytul]
Angela Merkel, unikając w poprzedniej kadencji jasnej deklaracji w sprawie aspiracji politycznych Steinbach, ściągnęła sobie teraz na głowę polityczny kłopot i rozzuchwaliła sojuszników szefowej Związku Wypędzonych. Możliwe oczywiście, że zaangażowanie Guido Westerwellego w spór o Erikę Steinbach nie wynika z jego głębokiego przekonania o specjalnym znaczeniu stosunków z Polską, jest tylko argumentem przetargowym w rządowej koalicji. Ale to w wyniku tego zdecydowania, szef FDP automatycznie stał się kontynuatorem chlubnej polityki Willy'ego Brandta i Hansa-Dietricha Genschera, która traktowała poważnie wrażliwość historyczną Polaków.
Stanowisko szefa niemieckiego MSZ powinno być jednak wyzwaniem dla Angeli Merkel. Być może pani kanclerz wygodnie byłoby ograniczać aspiracje Eriki Steinbach rękami Guido Westerwellego. Ale czy przystoi to szefowej rządu, która w swoim programie politycznym nadała relacjom z Polską specjalne znaczenie? Czy to nie Merkel – nie ukrywając się za swoim rządowym kolegą – powinna osobiście zadbać o stosunki ze wschodnim sąsiadem Niemiec i zrobić porządek ze swoją partyjną koleżanką, która im szkodzi?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA