fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Katastrofa śmigłowca Straży Granicznej

Helikopter Straży Granicznej
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Trzy osoby znajdowały się na pokładzie helikoptera Straży Granicznej, który spadł w okolicach wsi Klukowicze na Podlasiu. Wszyscy zginęli
Wrak znaleziono dziś nad ranem, dwieście metrów od granicy - po stronie białoruskiej. Teren, na który spadł jest osłonięty drzewami. Szczątki helikoptera są rozrzucone po polu, na którym leżą zrolowane bele słomy. Warunki ukształtowania terenu, mgła i ciemności mogły w pierwszej chwili utrudniać odnalezienie wraku. Na polu widać duży lej, głębokości metra, co może świadczyć o dużej sile zderzenia z ziemią.
Za ślad naprowadził zapach paliwa lotniczego, które poczuła jedna z grup poszukiwawczych w pobliżu granicy.
Przyczyny wypadku nie są na razie znane. Wiadomo już, że powołane zostaną dwie komisja, które wyjaśnią przyczyny wypadku. Jedna to Komisja Badania Wypadków Lotniczych z Polski, która już jedzie na miejsce wypadku. Drugą powołała strona białoruska. Grupa dochodzeniowo-śledcza z tamtejszym prokuratorem jest już na miejscu. Strona polska współpracuje ze stroną białoruską w zakresie ustalenia przyczyn i usunięcia skutków wypadku.
[srodtytul]Załoga nie miała szans przeżycia[/srodtytul]
Śmigłowiec jest tak zniszczony, że załoga nie miała szans przeżycia - poinformował na konferencji prasowej w Czeremsze (Podlaskie) wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki.
Wiceminister Rapacki powiedział, że o przyczynach wypadku trudno na razie mówić. Rodziny zmarłych zostały otoczone opieką psychologiczną, mają też dostać "wszelką niezbędną pomoc". Wystosowano prośbę, by sekcje zwłok potrzebne dla śledztwa były wykonane jak najszybciej, by ciała mogły być wydane rodzinom.
Śmigłowiec Kania, należący do Podlaskiego Oddziału SG, zaginął w sobotę przed godziną 18.00. Jego załoga wykonywała rutynowy lot patrolowy z Białegostoku do Mielnika. Wówczas to po raz ostatni nawiązano z nim łączność.
Śmigłowca szukało od wczoraj 14 zastępów straży pożarnej i 70 strażaków, funkcjonariuszy SG i policjantów. Poszukiwania utrudniał trudno dostępny, zalesiony teren, w którym spadła maszyna. W akcji brał udział śmigłowiec Nadbużańskiego Oddziału SG.
Na pokładzie śmigłowca Kania (rocznik 2006) były trzy osoby, w tym pilot z 15-letnim stażem. Maszyna miała wszelkie dokumenty i badania by być dopuszczoną do lotu.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA