Finanse

Zbyt małe wsparcie dla inwestorów w strefach

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Jest projekt zmian w ustawie o specjalnych strefach ekonomicznych. Przedsiębiorcy będą mogli zmniejszyć liczbę miejsc pracy o 20 – 25 proc. Jednak problem gruntów prywatnych oraz odliczania strat pozostanie
Nowa ustawa, do której projektu już w ostatecznej wersji dotarła „Rz”, pozwoli firmom w strefach zmniejszyć zatrudnienie. Będą mogły przyciąć etaty o 20 proc. w stosunku do ilości podanej w zezwoleniu inwestycyjnym. W roku 2010 i 2011 nawet więcej – o 25 proc.
Inwestorzy niecierpliwie na to czekają, bo przez spadek zamówień i produkcji muszą ciąć koszty, a więc i zbędne miejsca pracy. Bez zmiany w przepisach nie mogą – wiązałoby się to ze zwrotem pomocy publicznej. Nie będzie jednak zgody na automatyczne redukcje. Firmy będą składać wnioski w Ministerstwie Gospodarki. Resort szacuje, że zrobi to 10 – 15 proc. inwestorów, czyli 120 – 180 firm. Kto? Na pewno branża producentów telewizorów: części etatów chce się pozbyć m.in. sześć firm w Kobierzycach pod Wrocławiem, skupionych wokół koreańskiego LG. Dołączyć do nich mogą również firmy z Łysomic pod Toruniem, gdzie ulokował fabrykę japoński Sharp.
W ustawie pojawią się także udogodnienia dla podmiotów notujących np. spadek sprzedaży, które mają pomysł na nową produkcję pozwalającą na utrzymanie zatrudnienia. Dostaną zezwolenie na nową inwestycję bez konieczności tworzenia nowych etatów. Pozostałych problemów, równie ważnych dla inwestorów, nowa ustawa jednak nie rozwiązuje. Jest już mało prawdopodobne, by w nowych przepisach znalazła się możliwość odliczania strat od dochodu. Sprzeciwia się temu Ministerstwo Finansów. Co prawda resort gospodarki twierdzi, że ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. – Wciąż dyskutujemy na ten temat. Ale jeśli będą problemy z szybkim uzgodnieniem tej kwestii, nie będę już wstrzymywała całej ustawy – zastrzega wicedyrektor Departamentu Instrumentów Wsparcia w Ministerstwie Gospodarki Teresa Korycińska. Tymczasem z powodu kryzysu sporo firm w strefach znalazło się pod kreską. A obecne przepisy są dla nich dyskryminujące, gdyż przedsiębiorcy poza strefami mogą straty odliczać. – Brak tej możliwości zmniejsza korzyści z inwestowania, bo w praktyce maleje ulga podatkowa. A przez to strefy stają się mniej atrakcyjne – twierdzi menedżer działu dotacji i ulg inwestycyjnych w Ernst & Young Adam Allen. Nie będzie też liberalizacji przepisów dotyczących obejmowania strefą gruntów prywatnych. Obecne kryteria wyznaczono jeszcze przed wybuchem kryzysu. W nowej rzeczywistości okazały się nierealne – bardzo mocno śrubują wymogi dotyczące nakładów inwestycyjnych i wielkości zatrudnienia. – To bardzo zła wiadomość, bo w strefach nie ma już atrakcyjnych terenów. Blokując zmiany w przepisach, ograniczamy możliwości rozwojowe firm – ostrzega doradca podatkowy w kancelarii Baker & McKenzie Łukasz Karpiesiuk. W samych strefach projekt ustawy oceniany jest w kategoriach niewykorzystanych szans. Nie da się bowiem ukryć, że w miarę postępowania prac nad ustawą zapowiadane ulgi dla inwestorów były przycinane. – Mogliśmy pokazać, że dbamy o klimat inwestycyjny. A w porównaniu z obecnymi przepisami zmiany są praktycznie niezauważalne – uważa prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Piotr Wojaczek.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL