Sylwetki

To dobrze, że Polska nie uległa panice

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Z Markiem Belką, dyrektorem Departamentu Europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, rozmawiają Cezary Szymanek (Radio PiN) i Jakub Kurasz („Rz”)
[b]Rz: Pan w Polsce, w rządzie zmiany. Plotkuje się o Włodzimierzu Cimoszewiczu… Może i pan dostał jakąś propozycję od premiera Donalda Tuska?[/b]
Nie. Akurat MFW publikuje raport dotyczący perspektyw ekonomicznych Europy Środkowo-Wschodniej, a że byłem w Stambule (było tam zgromadzenie Banku Światowego i MFW – red.), to miałem blisko… [b]Nie tęskni pan do polskiego politycznego zgiełku?[/b]
Nie tęsknię. [b]Zagraniczni inwestorzy tymi ostatnimi roszadami w rządzie się przejmą? [/b] Z gospodarczego punktu widzenia to są żadne zmiany. [b]A politykę gospodarczą rządu jak pan ocenia?[/b] Dobrze. Rząd Tuska odniósł trzy sukcesy. Po pierwsze podwyższył dla kilkuset tysięcy osób w Polsce wiek emerytalny, znacznie ograniczając wcześniejsze świadczenia. Chodzi o emerytury pomostowe. Mamy jeden z najniższych w Europie wskaźników aktywności zawodowej, z czym nikt wcześniej w Polsce nie potrafił sobie poradzić. Również ja. Po drugie – ugoda z Eureko, na chyba przyzwoitych warunkach, która zamyka okres uniemożliwiający rozwój PZU. Po trzecie – to dobre, spokojne rozegranie budżetu na 2009 r. Bardzo mi się podobało, że Jacek Rostowski nie panikował, aby gwałtownie ciąć czy zwiększać wydatki. Ale podsumowując te sukcesy – gospodarka jest teraz w nie najgorszej kondycji. Co oczywiście nie oznacza, że nie należy przeprowadzać dalszych reform. [b]Z budżetem na 2010 r. minister finansów też sobie poradzi?[/b] Na tegoroczny budżet narzekano, że zamiata śmieci pod dywan. W przypadku przyszłego roku jest już inaczej. Ale i tak liczy się przede wszystkim deficyt całego sektora finansów publicznych. Ten rośnie, choć nie do gigantycznych rozmiarów. [b]I nie ma pan obaw o realizację budżetu?[/b] Nie. Myślę, że już tegoroczna realizacja będzie lepsza niż założenia po nowelizacji. Patrzę na Polskę jako część regionu, gdzie inne kraje przeżywają znacznie poważniejsze trudności. My narzekamy na to czy owo, ale na tle innych państw nasza polityka wyróżnia się spokojem i nieuleganiem panice. [b]Ale groźba, że przekroczymy konstytucyjne progi ostrożnościowe dotyczące deficytu, jest realna…[/b] Nie przesadzajmy. Wszystko zależy od tego, jaka będzie koniunktura gospodarcza. Jeśli będzie „w miarę”, to się wywiniemy. Jednak jeśli będzie gorsza, to niezależnie od tego, co byśmy robili, i tak 55-proc. próg relacji długu publicznego do PKB przekroczymy. [b]Pan mówi o konieczności reform, a rząd ma tylko plan prywatyzacyjny. I tłumaczy, że na nic innego nie pozwala polityka.[/b] Polityka nigdy nie pozwala. To jest jakieś wyjaśnienie, ale słabe. Natomiast prywatyzacja to bardzo ważny proces. Plan jest ambitny i oby został zrealizowany w jak największym stopniu. To zależy oczywiście od koniunktury na rynku. Jeśli będzie zła, to ciężko jest rekomendować rządowi sprzedaż spółek za każdą cenę i na siłę. Ale prywatne firmy są stabilniejsze. Wystarczy popatrzeć na zarządy firm, w których decydujący głos ma Skarb Państwa. Tam władze zmieniają się częściej niż rządy. [b]A czy czają się gdzieś jeszcze zagrożenia dla polskiego systemu finansowego?[/b] Sektor wygląda nieźle, banki są dokapitalizowane. Bardzo dobrą rolę odegrała rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, aby nie wypłacać dywidend z zysków za 2008 r., co zwiększyło kapitały. Dopóki nie widzimy gwałtownych oznak pogarszania się koniunktury gospodarczej, to nie ma podobnego spadku jakości portfela kredytowego. Nie ma też sygnałów, by spółki matki polskich banków chciały się wycofywać z Polski lub osłabiać pozycję nad Wisłą. Mamy natomiast sygnały, że rynek międzybankowy działa jeszcze bardzo słabo. To powoduje, że pojawiają się desperackie działania na rynku depozytów. [b]Czy nowe, restrykcyjne regulacje, zwłaszcza w sektorze finansowym, jakie w wyniku kryzysu przeforsują rządy na świecie, spowodują, że ożywienie będzie wolniejsze?[/b] Jeśli zalecimy bankom gwałtowne zwiększenie kapitałów, to może być to o tyle niebezpieczne, że nie będą miały możliwości udzielania kredytów firmom. Ale z drugiej strony presja, by przez nowe regulacje spowodować zwiększenie kapitalizacji w sektorze bankowym jest uzasadniona, bo widzieliśmy, co się stało. Gdyby nie nowe miliardy kapitałów, nie uniknęlibyśmy katastrofy światowej gospodarki. Upadł jeden bank, po czym rządy najpoważniejszych krajów świata powiedziały: nie dopuścimy do upadku żadnej innej ważnej instytucji finansowej. To była niesłychana i historyczna deklaracja polityczna. Gdyby nie to, wiele banków by zbankrutowało jak Lehman Brothers. AIG, Citi czy Royal Bank of Scotland na pewno by nie przetrwały. A gdyby nastąpiła fala upadłości, tobyśmy się nie pozbierali i wrócili do epoki kamienia łupanego. To nie byłoby -5 proc. PKB, tylko -25 proc. [b]Skoro uniknęliśmy katastrofy, to co dalej? [/b] Musi nastąpić reorientacja w światowym popycie. Dziś gospodarka światowa jest utrzymywana przez masowe wsparcie państwa, i to głównie w USA, Chinach, Rosji. Ten popyt sektora publicznego musi zostać przejęty przez sektor prywatny. Tego się nie da zrobić bez oczyszczenia banków i wydrenowania ich z tych strat, które są w dalszym ciągu ukryte. Druga rzecz to zmiana strumieni popytu w skali globalnej. Amerykanie muszą więcej oszczędzać. Chiny muszą zmienić strukturę gospodarki, tak by mieszkańcy mogli więcej konsumować, by wzrost w mniejszym stopniu był oparty na eksporcie. [b]W efekcie tej zmiany zwiększy się rola MFW?[/b] To już niemal zadekretowane. Trzeba rozróżnić dwie funkcje. Pierwszą nadzorczą czy oceniającą, a drugą finansową. Dotąd każdy członek funduszu podlega konsultacjom z tzw. art. 4. Przyjeżdża misja, przygląda się i daje rekomendacje. Kraje, głównie mniejsze, które wpadają w kryzys, idą na operację. Kładą się na stół i tam trzeba je pociąć i dostarczyć im kroplówkę finansową. Ten proces kontroli ma być wzmocniony. G20 zobowiązała się wzajemnie do oceniania własnej polityki gospodarczej co roku w celu określenia podstawowych potrzeb całej światowej gospodarki. Któż będzie dostarczał materiałów do tych rekomendacji? MFW. Rola funduszu zostaje tu umocniona. Jeszcze jest inna koncepcja. By MFW był pożyczkodawcą ostatniej instancji nie tylko dla krajów będących w kryzysie, ale też krajów, które w nim nie są, ale potrzebują gotówki. Ta elastyczna linia kredytowa, którą przyznaliśmy w tym roku Polsce (gdyby zaistniała potrzeba, Polska otrzyma ok. 20 mld dol. pożyczki – red.), jest w tym zakresie króliczkiem doświadczalnym. To nie tyle program pożyczkowy, ile udostępnienie rezerw. Być może warto by uczynić taką specyficzną linię instrumentem dostępnym dla całego świata, w tym dla krajów większych. Zamiast gromadzić wielkie rezerwy walutowe, spróbować zamienić je na deklarację pożyczki ze strony MFW i puścić te gigantyczne kwoty, jakie gromadzą np. Chiny czy Niemcy, w rozwój gospodarek. [b]Pokusi się pan o obwieszczenie końca kryzysu?[/b] Stanowisko MFW jest tu bardzo wyraźne. Prezentujemy bardzo umiarkowany optymizm. To nie jest jeszcze koniec kryzysu. [b]A kiedy się go należy spodziewać?[/b] Gdy zaobserwujemy solidny wzrost popytu sektora prywatnego. Muszą się poprawić nastroje konsumpcyjne oraz działalność inwestycyjna przedsiębiorców. Wtedy możemy uznać, że jest koniec kryzysu. A na razie mamy za duży udział państwa w tym kiełkującym ożywieniu. [i]Fragmenty rozmowy także w wiadomościach Radia PiN[/i] [ramka][srodtytul]CV[/srodtytul] Marek Belka – profesor ekonomii, dwukrotnie wicepremier i minister finansów, od maja 2004 do października 2005 r. premier Polski. Był także m.in. sekretarzem wykonawczym Komisji Gospodarczej ONZ ds. Europy (UNECE). W styczniu został dyrektorem Departamentu Europejskiego MFW.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL