Historia

Seryjny producent arcydzieł

Andrzej Włas
NAC
Nazajutrz po 11 listopada 1918 roku w warszawskim teatrzyku Miraż wystawiona została rewia „Vivat wolność”. W finałowym numerze Marek Windheim dziękował przywódcom „wolnych narodów świata”, dzięki którym „dziś śród wolnych państw rodziny my jesteśmy też”. Piosenka nagrana została na płyty, razem w „Rotą”, i stała się szlagierem.
Autor tego polskiego tekstu do angielskiej kompozycji napisał też w owe dni znaczący wiersz „Szpicel” o niemieckim donosicielu, którego po zakończeniu wojny spotkała zasłużona kara: „... w nocy ktoś mu nareszcie/ wpakował w łeb pięć kul”. A jako groźne memento zabrzmiały słowa:
[i]Przyszedł na ciebie, szpiclu, czas, Padłeś... a za co – wiesz,
Przyszedł dzień, gdy we wszystkich nas Wstał straszny zemsty zwierz. Skrwawiliśmy twój rudy łeb I brudną duszę twą. – Powstał narodu wolny szczep, By za krew płacić krwią.[/i] W 1921 roku rymopis wydał tomik „Serce tatuowane” i poczuł się pełnoprawnym poetą. Staż miał zresztą niemały. Już w 1915 r. napisał „Bezdomnych”, utwór o „biednych tułaczach”, którzy „drogą daleką a żmudną” idą „na życia rozpacze”. Czy wiersz ten wiernie oddawał ówczesny stan legionowego ducha? Autor coś na ten temat wiedział, był żołnierzem 5. Pułku Piechoty I Brygady Legionów. O jego zasługach wojennych kroniki milczą, wiadomo natomiast, że szybko dostał pracę w wydziale propagandy Oddziału II Sztabu Generalnego. Tam – jak twierdził Lech Terpiłowski – „ponawiązywał mnóstwo znajomości, które przydały mu się później, zresztą ciągle się na nie powoływał, uchodził nawet za pupilka obozu Piłsudskiego”. Cóż się dziwić, już pod koniec 1917 roku stołeczny Czarny Kot wystawił rewię polityczną „Pod znakiem legionów”, której Andrzej Włast – bo o nim mowa – był współautorem (obok Konrada Toma). Naprawdę nazywał się Gustaw Baumritter. W 1930 roku wygrał konkurs „Expressu Wieczornego” na nową nazwę piosenki czy melodii popularnej w danym okresie, która zastąpiłaby wzięty z niemieckiego „szlagier”. Tak narodził się „przebój”, a o przebojach Włast wiedział wszystko. Miał ich bowiem na swym koncie multum. Przypomnę tylko kilka największych: „Rebeka”, „Już nigdy”, „Czy pani mieszka sama”, „Szkoda twoich łez, dziewczyno”, „Tango milonga”, „Ta mała jest wstawiona”. Pisał dla Eugeniusza Bodo, Ordonki, Krukowskiego, Olszy, Zimińskiej, Fogga. Najbardziej owocny okazał się jego duet z Jerzym Petersburskim. Był kierownikiem literackim Mirażu, blisko współpracował z Qui Pro Quo, Stańczykiem, Perskim Okiem, Morskim Okiem. Według Jerzego Jurandota był Włast „grafomanem świadomym” tego, że na popularności piosenek można zarobić znakomicie, w związku z tym „zrezygnował z wszelkich ambicji literackich i z pełnym cynizmem wziął się za seryjną produkcję melodramatycznych, do łez wzruszających wszystkie służące arcydzieł”. Ostatnią przed wojną jego rewię „Orzeł czy Rzeszka” wystawił teatr Ali-Baba przy Karowej, ostatnie przedstawienie miało miejsce 3 września 1939 r. Później, już jako mieszkaniec getta, pojawiał się Włast na scenie kawiarni Sztuka przy Lesznie. Przyjmowano go chłodno, nie był zbyt lubiany, zazdroszczono mu przedwojennego powodzenia. Usiłowano jednak wydobyć go z dzielnicy zamkniętej, zbierano potrzebne w tym celu pieniądze. Loda Halama wspominała: „Akcja nasza mogłaby zakończyć się sukcesem, gdyby nie pech: Własta zastrzelono, kiedy wychodził już z bramy getta”. Podobno zaczął uciekać na widok gestapowca...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL