Ekologia

Zielone światło dla genów

Stragan pod Halą Mirowską
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Unijni doradcy ocenili, że uprawy modyfikowane genetycznie są bezpieczne. To stronnicza opinia – grzmią przeciwnicy GMO
Opinia wydana przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) dotyczy kukurydzy MON 810. To jedyna odmiana rośliny modyfikowanej genetycznie (GM), której uprawa została 12 lat temu dopuszczona na terenie Unii Europejskiej. Zresztą z wielkim sukcesem.
[srodtytul]Jak w Formule 1[/srodtytul] Tylko w ciągu ostatnich trzech lat areał obsiany produktem amerykańskiego koncernu Monsanto zwiększył się dwukrotnie (z 55 tys. ha w 2005 roku do 108 tys. ha w roku 2008). „MON 810 jest równie bezpieczna jak konwencjonalna odmiana kukurydzy” – czytamy w oświadczeniu EFSA. – Jest też mało prawdopodobne, by miała ona niekorzystny wpływ na zdrowie człowieka, zwierząt czy też na środowisko”.
Opinia wydana przez 21 uczonych pracujących dla tej europejskiej organizacji w ramach Panelu GMO będzie zapewne brzemienna w skutki. EFSA jest organem doradczym Komisji Europejskiej. To do niej zaś należy ostatnie słowo dotyczące obecności upraw roślin modyfikowanych genetycznie (GMO) na polach Starego Kontynentu. [wyimek]„Zignorowano dowody naukowe świadczące o negatywnym wpływie żywności modyfikowanej”[/wyimek] Wydawałoby się, że Europejczycy przekonali się do tej technologii. Nic bardziej błędnego. Wciąż wzbudza ona kontrowersje. W kwietniu minister rolnictwa Niemiec ogłosiła decyzję o wprowadzeniu zakazu wysiewu kukurydzy MON 810. Wcześniej podobne kroki podjęło pięć innych państw. A ministrowie kolejnych 12 (w tym Polski) wystosowali list do EFSA, w którym domagają się przeprowadzenia szczegółowych badań. Opinia europejskiego urzędu wzbudziła skrajne emocje. – Po raz kolejny EFSA schowała głowę w piasek i zignorowała dowody naukowe świadczące o negatywnym wpływie zmutowanej kukurydzy MON 810 na środowisko naturalne – komentuje Joanna Miś, koordynatorka kampanii przeciw GMO w polskim oddziale Greenpeace’u. Jej zdaniem w kontekście tego, że członkowie EFSA publicznie uznali swą niezdolność do oszacowania długoterminowych skutków oddziaływania tego tworu na środowisko naturalne, wydanie przez nich pozytywnej opinii jest jak wzięcie udziału w wyścigach Formuły 1 przez osobę, która dopiero otrzymała prawo jazdy. Stronniczość europejskiej organizacji zarzuca także dr Zbigniew Hałat, lekarz medycyny, specjalista epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. – Jej członkowie kierują się interesem ekonomicznym koncernów, a nie rzetelną oceną naukową – mówi. Jakie dr Hałat zna badania świadczące o szkodliwości GMO? – Choćby te sfinansowane przez rząd austriacki – wymienia. – Polegały one na karmieniu jednego pokolenia myszy żywnością wyprodukowaną z roślin zmodyfikowanych genetycznie. Okazało się, że w kolejnych pokoleniach osobniki charakteryzowały się obniżoną płodnością. Inny dowód: naukowcy z Uniwersytetu Newcastle udowodnili, że jedzenie żywności GM prowadzi do skolonizowania przewodu pokarmowego przez bakterie odporne na antybiotyki. – Istnieją również hipotezy na temat tego, że rosnąca liczba przypadków chorób metabolicznych, tj. otyłość, cukrzyca, może być skutkiem spożywania GMO – dodaje dr Hałat. Jak to wytłumaczyć? Fragmenty nieulegające strawieniu wędrują do miejsc kluczowych dla metabolizmu organizmu, usypiając bądź budząc geny odpowiedzialne za pojawianie się chorób. [srodtytul]Sensacje ku przestrodze[/srodtytul] – Działalność EFSA opiera się na przesłankach naukowych. Co oznacza, że bazuje na wynikach prac eksperymentalnych potwierdzonych przez kilka niezależnych źródeł – tłumaczy prof. Tomasz Twardowski, przewodniczący Polskiej Federacji Biotechnologii. A co z badaniami podważającymi bezpieczeństwo GMO? – Te, które zostały opracowane na zlecenie rządu austriackiego, miały charakter badań wstępnych. Stąd trudno uznać je za wiarygodne – mówi prof. Twardowski. Podobnie jak i prace naukowców, na które najczęściej powołują się przeciwnicy GMO. Sztandarowym przykładem jest dr Arpad Pusztai, węgierski emigrant pracujący w szkockim laboratorium. Karmił on szczury transgeniczną paszą, po której – jak stwierdził – zwierzęta zdychały. Wyniki jego badań opublikował „Lancet”. Z tym, że – jak można było przeczytać w komentarzu redakcyjnym – zrobiono to ku przestrodze, by uczeni mogli zapoznać się z tymi „sensacjami”. Ale – jak podkreślono – sześciu recenzentów negatywnie oceniło metodologię tych badań, w związku z czym artykułowi odmówiono wartości naukowej. [ramka]Rośliny transgeniczne od lat podbijają świat. W 2008 roku GMO uprawiano na powierzchni 125 mln hektarów, co stanowi ponad 9-proc. wzrost wobec 2007 roku. Zajmowało się tym 13,3 mln rolników w 25 krajach. Jak szacuje Międzynarodowy Instytut Propagowania Upraw Biotechnologicznych (ISAAA), trend ten się utrzyma. W rezultacie w roku 2015 powierzchnia upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych może wzrosnąć do 1,6 mld ha. [/ramka] [i]wyślij e-mail do autorki [mail=i.redlinska@rp.pl]i.redlinska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL