fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Terminatora naprawili w Łodzi

Gdy Mariusz Pudzianowski zerwał mięsień prawego bicepsa, myślał, że to już koniec jego kariery strongmana. Dzięki doktorowi Markowi Krochmalskiemu znów na treningach dźwiga 250 kg
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Twórca pionierskiej metody leczenia, ortopeda Marek Krochmalski, uratował sportową karierę Mariusza Pudzianowskiego
Najsilniejszy człowiek świata Mariusz Pudzianowski na stole operacyjnym poczuł się jak filmowy Terminator, którego ciało można odtworzyć.
– Obudziłem się w trakcie zabiegu, gdy z zerwanego tydzień wcześniej bicepsa płynęła obficie krew. Chwilę po zastrzyku raptownie przestała, jakby ktoś zakręcił kurek – wspomina strongman i celebryta. – Potem rana goiła się na mnie jak na psie.
[srodtytul]60 kg i łzy w oczach[/srodtytul]
28 lutego podczas Pojedynku Gigantów w Łodzi, zawodów, w czasie których siłacze zmagają się z niewyobrażalnymi ciężarami, Pudzianowski zerwał mięsień prawego bicepsa. Przyczep mięśnia na całej powierzchni oderwał się od kości. Strongman był przekonany, że właśnie zakończył karierę, zwłaszcza że była to kolejna kontuzja. – Wcześniej zmagałem się z bólem przeciążonych kolan i ze łzami w oczach robiłem przysiady ze sztangą o wadze zaledwie 60 kg. Nie pomagało ani pole magnetyczne, ani krioterapia – opowiada.
4 marca Pudzianowski miał zabieg bicepsa i przeciążonych kolan. Po sześciu tygodniach wrócił na siłownię i rozpoczął przygotowania do wrześniowych mistrzostw świata siłaczy w Sun City w Republice Południowej Afryki. Dziś bez problemów dźwiga 250 kg na treningach i zamierza ponownie zdobyć tytuł.
[srodtytul]Pierwszy miał być Szymon Kołecki[/srodtytul]
Swoje odrodzenie Mariusz Pudzianowski zawdzięcza Markowi Krochmalskiemu, 61-letniemu ortopedzie z Łodzi, i jego nowatorskiej metodzie wszczepiania komórek macierzystych w chore tkanki.
– Przez ponad 20 lat zmagam się ze zmianami przeciążeniowymi i czasem jestem zupełnie bezradny – przyznaje doktor Krochmalski. – Dolegliwości pojawiają się, gdy tkanki są poddane ekstremalnym przeciążeniom i tracą zdolność samonaprawy. Pod wpływem tych sił stają się mniej plastyczne i mogą ulec na przykład zwapnieniu.
Naukowcy odkryli, że zdolność do naprawiania chorych tkanek w organizmie mają komórki macierzyste, które powstają w szpiku kostnym. Są w każdej tkance, ale najłatwiej można je uzyskać z krwi.
– Metoda jest bezpieczna dla pacjenta – podkreśla doktor Elżbieta Wiszniewska-Gauer ze stołecznego Instytutu Hematologii i Transfuzjologii, z którą Krochmalski współpracował przy tworzeniu nowej metody leczenia. – Pobieranie komórek własnych pacjenta z krwi obwodowej jest uznanym od lat sposobem pozyskiwania komórek do autoprzeszczepów. Materiał jest kontrolowany pod względem bakteriologicznym, pochodzi z organizmu pacjenta i jego podanie nie grozi zakażeniem ani wytworzeniem przeciwciał.
Pudzianowski z zerwanym mięśniem przyjechał do instytutu, gdzie na trzy godziny został podłączony do separatora komórkowego, przez który trzykrotnie przetoczono jego krew. Przepływała przez urządzenie, przypominające w działaniu durszlak, na którym osadzały się komórki macierzyste. Tego samego dnia strongmena przewieziono do prywatnej kliniki Krochmalskiego w Łodzi i poddano operacji.
Dotychczas komórki macierzyste wykorzystywano przede wszystkim do leczenia chorób krwi i mięśnia sercowego. Krochmalski spróbował wykorzystać je w ortopedii.
– Moim pierwszym pacjentem miał być Szymon Kołecki (zdobywca srebrnego medalu w podnoszeniu ciężarów na igrzyskach w Pekinie – red.), ale gdy dostałem zgodę komisji etyki na przeprowadzenie programu pilotażowego na dziesięciu osobach, Pudzianowski właśnie zerwał mięsień bicepsa. Dlatego trafił na stół przed Kołeckim – wspomina Krochmalski.
Swoją metodę łódzki lekarz zaprezentował środowisku medycznemu w połowie czerwca na I Międzynarodowym Kongresie Traumatologii Sportowej i Artroskopii Europy Środkowej i Wschodniej. – Mamy sygnał, że leczenie pomogło jednemu pacjentowi, ale trzeba obserwować leczonych przynajmniej dwa lata, żeby móc wyciągnąć ogólne wnioski – mówi prof. Dariusz Witoński, kierownik Oddziału Klinicznego Chirurgii Rekonstrukcyjnej i Artroskopowej Stawu Kolanowego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Jeśli program pilotażowy się powiedzie, można z tą metodą wiązać duże nadzieje.
[srodtytul]Nie miał czasu na wódkę[/srodtytul]
Tydzień po Pudzianowskim komórki macierzyste w obydwa przeciążone kolana otrzymał ciężarowiec Marcin Dołęga, olimpijczyk z Pekinu. – Wróciłem do treningów i czuję się zdecydowanie lepiej niż przed zabiegiem – mówi "Rz" Dołęga. – Na zdjęciach kontrolnych widać poprawę, choć na razie lewe kolano goi się lepiej niż prawe.
Na postępy leczenia Szymona Kołeckiego, któremu wszczepiono komórki w chore kolano niespełna miesiąc temu, przyjdzie poczekać do lipca, gdy wznowi treningi. – Celem doktora Krochmalskiego jest wyleczenie nas i na pewno mu się uda, bo jest niczym lodołamacz, który kruszy kolejne tafle – porównuje Kołecki.
Krochmalski rozumie sportowców. Kiedyś uprawiał szermierkę, a po studiach był przez 21 lat kierownikiem Poradni Sportowo-Lekarskiej Łódzkiego Klubu Sportowego.
– W naszym środowisku był nieciekawym człowiekiem, bo unikał towarzystwa i wciąż się uczył – wspomina Marek Łopiński, wieloletni kierownik drużyny piłkarskiej ŁKS. – Gdy wszyscy pili wódkę, on tłumaczył, że nie ma tyle czasu, żeby nazajutrz mógł pół dnia trzeźwieć. Pracował w klubie, szpitalu, a ja się zastanawiałem, jak potrafi godzić tyle obowiązków.
W 1999 r. po rozstaniu z klubem Krochmalski odkupił budynki dawnej przędzalni wełny i założył klinikę Medical Magnus. Specjalizuje się w leczeniu chorób przeciążeniowych oraz mało inwazyjnych zabiegach artroskopii kolan. W latach 90. podjął współpracę z kadrą ciężarowców.
– Jest niczym koło ratunkowe – mówi trener polskiej reprezentacji Iwan Grikourow. – Moja ojczyzna Gruzja zawdzięcza mu złoty medal olimpijski, bo przed igrzyskami w Sydney pomógł naszemu ciężarowcowi Georgi Asanidze.
– Najbardziej cieszy mnie, gdy pacjent trafia do mnie z diagnozą: pół roku przerwy w treningach, a mnie uda się go postawić na nogi w kilka tygodni – wyznaje łódzki lekarz. – Zawsze interesowały mnie beznadziejne przypadki. Zająłem się komórkami macierzystymi, bo są przyszłością medycyny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA