fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Lekcja żywej historii

Profesjonalne historyczne monografie, które bez poprawek mogłyby trafić do druku – tak zwycięskie prace przygotowane przez nastolatków oceniają jurorzy trzeciej edycji konkursu „Odważmy się być wolnymi” zorganizowanego przez Muzeum Historii Polski.
Uczestnicy konkursu poznawali historię Polski przez losy lokalnych bohaterów, o których przygotowywali prace przy pomocy swoich nauczycieli.
– Szkolny podręcznik to nudy i rzadko kiedy może zainteresować, ale taka żywa lekcja historii, wywiady ze świadkami historii, odwiedzanie muzeów w poszukiwaniu jakichś śladów, zbieranie zdjęć i dokumentów to zupełnie coś innego – powiedziała „Rzeczpospolitej” jedna z laureatek konkursu, Paulina Woźniak, uczennica III klasy lubelskiego gimnazjum, która razem ze szkolnymi kolegami Jadwigą Kalinowską (II klasa) i Pawłem Krzyżanowskim (III klasa) przygotowała pracę o lokalnej bohaterce Zofii Pelczarskiej, ps. Ciotka. Pelczarska była pierwszą kobietą i żołnierzem AK, która została skazana przez NKWD i rozstrzelana na zamku w Lublinie w 1944 roku. – Zaimponowała mi jej odwaga mówienia o wolnej, niepodległej Polsce wtedy, kiedy takie słowa groziły śmiercią – tłumaczy Paulina. Za kilka dni Pelczarska zostanie patronką jej szkoły.
Martyna Skurska, pierwszoklasistka z IV LO w Kielcach, stworzyła przejmującą opowieść o Janie Kruzlu, partyzancie, żołnierzu AK z Kurozwęk, który – zdradzony przez najbliższego przyjaciela – został skazany przez władzę komunistyczną na karę śmierci (potem zamieniono ją na dziesięć lat zesłania w ZSRR). – Marzę o tym, żeby moja praca została kiedyś wydana, chcę też zebrać materiał na film o Janie Kruzlu i innych członkach jego rodziny – zdradza swoje zamiary Martyna. Cieszy ją, że dzięki konkursowej pracy zrobiło się głośno o Kruzlu. – On miał tylko 13 lat, gdy zaczęła się wojna, i w tak młodym wieku poszedł do partyzantki walczyć za wolną Polskę – tłumaczy Martyna.
Jurorka i główna organizatorka konkursu Gabriela Sierocińska-Dec z Muzeum Historii Polski przyznaje, że wysoki poziom zwycięskich opracowań przeszedł jej najśmielsze oczekiwania, ale i wśród ponad 500 prac, które na konkurs wpłynęły, a nie zostały uhonorowane, jest jeszcze wiele ciekawych historii, które warto drążyć. – Dzięki temu konkursowi młodzi ludzie odnajdują wielu lokalnych bohaterów o pięknych życiorysach – mówi Sierocińska-Dec.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA