fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Podejrzany biznes z kinami

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Śledztwo w gdańsku: Czy pomorski samorząd stracił miliony złotych na sprzedaży spółki prowadzącej kina
- Sprawa dotyczy wyrządzenia samorządowi województwa pomorskiego szkody w wielkich rozmiarach poprzez nadużycie uprawnień bądź niedopełnienie obowiązków – mówi "Rz" Grażyna Wawryniuk z gdańskiej prokuratury.
Czego dotyczy postępowanie? W 2005 r. pomorski Urząd Marszałkowski sprzedał wszystkie udziały w spółce Neptun Film firmie Capital Park (CP). Zapłaciła za nie 23,5 mln zł i weszła w posiadanie 38 nieruchomości. Były to głównie kina, m.in. w Gdańsku, Toruniu, Olsztynie. Sprzedaż odbyła się po indywidualnych negocjacjach, bo ogłaszane wcześniej przetargi nie przynosiły rozstrzygnięcia. Chętnych nie było zbyt wielu, bo samorząd forsował nakaz kontynuowania działalności kinowej. Ale tego wymogu w umowie podpisanej z Capital Park nie ma. Dzięki temu nabywca mógł zamykać kina, a budynki i ziemię potem sprzedawać.
Co budzi podejrzenia śledczych? To, że samorząd nie dokonał rynkowej wyceny nieruchomości, a oparł się na znacznie niższej wycenie księgowej. A nieruchomości były największym majątkiem spółki. Śledczy sprawdzają, czy samorząd mógł stracić przez to 56 mln zł.
Jednym z pierwszych sprzedanych kin była Bajka w Gdańsku-Wrzeszczu. Z dokumentów, do których dotarła "Rz", wynika, że w transakcji między samorządem a Capital Park cenę 400-metrowego budynku z działką o powierzchni 500 mkw. oszacowano łącznie na 350 tys. zł. Jak ustaliliśmy, za taką cenę można było wtedy kupić w tej dzielnicy mieszkania o powierzchni ok. 110 mkw. CP sprzedało Bajkę za prawie trzy razy więcej – ponad milion zł. Rekordowa okazała się sprzedaż kina Jurand w Szczytnie, za które CP dostało 1,1 mln zł, a podczas transakcji z urzędem wyceniono je na 163 tys. zł.
Jak z tych różnic tłumaczy się samorząd? "Przedmiotem sprzedaży nie były nieruchomości, lecz udziały w spółce Neptun Film. W oparciu o bilans Neptun Filmu na dzień 30 czerwca 2004 roku i inne informacje księgowe (...) wartość spółki oszacowano na poziomie 21 mln 77 tys. zł" – informuje "Rz" Małgorzata Pisarewicz, rzecznik urzędu marszałkowskiego.
W mediach rok po transakcji pojawiły się informacje, że CP szacuje, iż wpływy ze sprzedaży nieruchomości wyniosą 80 mln zł. Czy tyle udało jej się uzyskać? Dyrektor sprzedaży w CP Artur Pietraszewski nie chciał odpowiedzieć "Rz" na to pytanie.
To niejedyne kontrowersje pojawiające się w tej sprawie. W obsłudze prawnej prywatyzacji Neptun Filmu uczestniczyła Kancelaria Głuchowski, Jedliński, Rodziewicz, Zwara i Partnerzy. Już w 1999 r. sporządziła opinię prawną, z której wynikało, że prywatyzacja umożliwi "realizowanie nałożonych ustawowo zadań w zakresie upowszechniania kultury". Prawnicy ci od lat obsługiwali także firmę CP. Kiedy zawierano transakcję, partnerem w kancelarii był Tomasz Kozłowski – syn marszałka województwa. Jednak urząd zapewnia "Rz", że z jego strony to inna kancelaria zajmowała się obsługą transakcji. – Nie zajmowaliśmy się obsługą ani Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, ani firmy Capital Park w zakresie transakcji zbycia przez samorząd udziałów w spółce Neptun Film – odpowiada "Rz" Aneta Mickiewicz, asystentka zarządu kancelarii.
Zaprzecza, by w jakimkolwiek etapie przygotowywania umowy sprzedaży uczestniczył syn marszałka. Jednak "Rz" udało się dotrzeć do dokumentów świadczących, że uczestniczył w przygotowywaniu umowy sprzedaży.
Podpisali ją ówczesny wicemarszałek Marek Biernacki i członek zarządu województwa Bogdan Borusewicz. Marszałek Jan Kozłowski, który przekonywał radnych do sprzedaży majątku Neptun Film firmie CP, w dniu podpisywania umowy wyjechał do Wiednia na szkolenie turystyczne. – Transakcja odbyła się w sposób niezwykle przejrzysty – mówi "Rz" Biernacki. – A za pieniądze ze sprzedaży wybudowaliśmy filharmonię. Gdybyśmy tego nie sprzedali, spółka by upadła, a pracownicy poszliby na bruk. Ta sprawa była już badana przez prokuraturę.
Również marszałek Kozłowski twierdzi, że transakcja była wzorcowa. – Nie obawiam się śledztwa. Wszystko było transparentne – zapewnia.
Prokuraturę o sprawie zawiadomił w marcu Zbigniew Kozak, poseł PiS. Prokuratorzy podzielili jego podejrzenia w kwietniu i wszczęli śledztwo. – Dlaczego to urząd marszałkowski nie zarobił wielu milionów złotych? – pyta poseł Kozak.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA