fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mniejszości

Rodzice okupują polską szkołę

Matura w warszawskim Liceum Ogólnokształcącym im. Kopernika
Fotorzepa, Darek Golik
Polacy nie zgadzają się na zamykanie stacjonarnych liceów za granicą
– Rano w szkole zebrało się ok. 150 osób. Zdecydowaliśmy o jej okupacji. Razem z dziećmi będziemy mieszkać w szkolnym budynku, póki MEN nie przywróci naboru do pierwszej klasy liceum i nie zapewni nas, że nie zlikwiduje szkoły – mówi „Rz” mama jednego z uczniów polskiego Zespołu Szkół przy Ambasadzie RP w Atenach.
Tak rodzice w Grecji zareagowali na decyzję resortu edukacji, by od września w polskich liceach działających przy placówkach dyplomatycznych zmienić stacjonarne nauczanie na korespondencyjne. Takich szkół (są w nich również podstawówki i gimnazja) jest 78. Mają ponad 13 tysięcy uczniów.
Z kolei rada rodziców placówki w Monachium napisała list z prośbą o wsparcie do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Korespondencyjne konsultacje nie zastąpią kontaktu z polskim nauczycielem. Trudno będzie przekonać szesnastolatka, by sam przerabiał zadany materiał – twierdzi Magdalena Felchnerowska, sekretarz rady rodziców z Monachium.
Dodaje, że dla dzieci nowej fali emigracji spotkania w polskiej szkole są często jedyną formą edukacji. – Rodzice, którzy przyjeżdżają na jakiś czas do pracy, często nie zapisują nastolatków do niemieckich placówek – podkreśla Felchnerowska.
Petycje z protestem zapowiadają też Polacy z Brukseli, o czym „Rz” pisała w ubiegłym tygodniu.
Dlaczego resort wprowadza zmiany? – W tegorocznym budżecie na prowadzenie placówek za granicą przeznaczono ponad 29 mln zł. Ze względu na wysoki kurs euro koszty utrzymania wzrosły o jedną trzecią – wyjaśnia Krzysztof Stanowski, wiceminister edukacji. – Dlatedo zdecydowano o prowadzeniu w liceach nauczania korespondencyjnego. Ta korespondencyjna edukacja będzie prowadzona z nauczycielami w Polsce.
Rodziców to nie przekonuje. – Zimą przyjechali do nas przedstawiciele MEN. Pytaliśmy o przyszłość szkoły. Gdyby powiedzieli, że brakuje pieniędzy, znaleźlibyśmy sponsorów, założylibyśmy stowarzyszenie – wymienia Felchnerowska.
Wiceminister nie wyklucza, że rodzice mogą przejąć prowadzenie szkół, bo MEN chce zreformować nauczanie dzieci Polaków za granicą. – Obecny system dyskryminuje tych, którzy nie korzystają ze szkół przy ambasadach i punktach konsultacyjnych finansowanych z budżetu i płacą za szkoły prowadzone przez organizacje polonijne czy parafie – mówi Stanowski. Dodaje, że MEN otwiera dyskusję, jak ma wyglądać kształcenie dzieci Polaków za granicą, by zapewnić im kontakt z językiem, polską historią i geografią, a w przypadku powrotu do kraju pomóc w nadrobieniu różnic.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA