Telewizja

Miss agentek

Widzowie kochają ją za role dziewczyn z sąsiedztwa, reżyserzy cenią za rzetelność i wszechstronność. Ale najmocniej Sandra Bullock ujęła wszystkich, gdy po ataku na World Trade Center, a potem tragicznym tsunami w 2004 roku przekazała Czerwonemu Krzyżowi rekordową sumę miliona dolarów
Niedługo skończy 45 lat, ale wygląda na połowę mniej. Zachowała dziewczęcą świeżość, jest naturalna i spontaniczna. Sama mówi, że jako gwiazda czuje się niezręcznie. – Jestem w tym okropna, nie lubię targowiska próżności, który towarzyszy każdej gali – przyznaje. – Dzięki mamie ja i moja siostra nabrałyśmy zdrowego dystansu do tych spraw. W naszym domu nie czytało się pism o modzie i plotek ze świata gwiazd. Za piękne uznawało się zdrowe kształty.
Jest osobą samodzielną, żeby nie powiedzieć: samowystarczalną. Kiedy uznała, że ma zbyt mały wpływ na filmy, w których gra, została producentką. Ale nie zapomniała, jak wielką satysfakcję daje pomaganie innym. Urodziła się w Arlington, na przedmieściach Waszyngtonu, w nietypowej rodzinie. Matka była niemiecką śpiewaczką operową. Ojca Sandry, Amerykanina związanego z Pentagonem, poznała w Norymberdze, gdzie jako sekretarka pomagała w pracach Trybunału Wojskowego, przed którym toczyły się jeszcze procesy przeciwko zbrodniarzom wojennym. Dzieciństwo przyszłej gwiazdy upływało między Europą i Ameryką. Gdy matka występowała, córka zwykle była z nią na scenie – w chórze dziecięcym. Rodzina ostatecznie przeniosła się za ocean, kiedy miała kilkanaście lat. To był trudny moment. – Wchodziłam w okres dojrzewania i nie wyglądałam jak amerykańska nastolatka – wspomina aktorka. – Z Europy przywiozłam dziwne ciuchy. W tym wieku wszystko kręci się wokół wyglądu, a ja byłam pośmiewiskiem.
Na szczęście szybko odnalazła się w gronie rówieśników. Została szkolną cheerleaderką, wyładniała, stała się duszą towarzystwa. Dostała nawet tytuł klasowego klowna, bo bez wysiłku umiała rozbawić towarzystwo. Po szkole średniej poszła na studia aktorskie na uniwersytet East Carolina w Greenville. Zanim je skończyła, postanowiła spróbować sił na scenie i pojechała do Nowego Jorku. Jak większość początkujących aktorek, dorabiała za barem, ale nie musiała czekać zbyt długo. Pierwsze sukcesy zaczęła odnosić na Broadwayu, to z kolei zwróciło na nią uwagę reżyserów filmowych i telewizyjnych. Wystąpiła m.in. w thrillerze „Hangman” (1987), komedii „Who Shot Patakango?” (1989), serialu „Pracująca dziewczyna” (1990) i komedii romantycznej „Love Potion No. 9” (1992). Ale prawdziwym przełomem okazał się „Speed: Niebezpieczna szybkość” (1994), gdzie Bullock zagrała u boku Keanu Reeves’a. – Do głowy by mi nie przyszło, że „autobusowy thriller” stanie się takim przebojem – śmieje się aktorka. Producent chciał wprawdzie, żeby główna bohaterka była seksowną blondynką o dużym biuście, ale reżyser Jan De Bont nie ugiął się pod presją i pozostał przy swoim wyborze. Sandrę pamiętał z „Człowieka Demolki” (1993) z Sylvestrem Stallone’em. Chociaż zagrała w kilku filmach tego gatunku, Bullock nie uważa się za „action girl”. Za to ma na swym koncie imponującą liczbę urazów i kontuzji. Przeżyła wypadek samolotowy i samochodowy, dwukrotnie miała złamany nos: najpierw w dzieciństwie, drugi raz na planie filmowym, omal nie zginęła podczas realizacji sequela „Speed 2: Wyścig z czasem” (1997), który na dodatek zrobił spektakularną klapę. Osobny rozdział w karierze Sandry stanowią komedie romantyczne – w 1996 roku wystąpiła w „Ja cię kocham, a ty śpisz”, za tę rolę dostała nominację do Złotego Globu. Zagrała też m.in. w „Podróży przedślubnej” (1999) z Benem Affleckiem i „Dwóch tygodniach na miłość” (2002) z Hugh Grantem. Bullock nie chce jednak być utożsamiana z jedną kategorią ról. – W dużych dawkach wszystko może być szkodliwe, nawet szczęście – mówi. Lubi mieć wszystko pod kontrolą. Produkować filmy zaczęła od „Ulotnej nadziei” (1998), potem były m.in. „Miss Agent” (2000) oraz „Miss Agent 2: Uzbrojona i urocza” (2005). Scenariusz tej zabawnej historii o agentce FBI, która musi wziąć udział w konkursie piękności, by chronić pozostałe uczestniczki, Marc Lawrence napisał z myślą o Bullock. – To prawdziwy luksus – mówi aktorka. – Ciekawe, że potrzebowałam tylko 30 minut, by przeistoczyć się w agentkę, i ponad dwie godziny, żeby wyglądać jak miss... – dodaje żartobliwie. Gwiazda, która w 2005 roku wyszła za mąż za Jesse Jamesa, niechętnie opowiada o życiu prywatnym. Zapewnia, że czuje się całkowicie spełniona. Plany zawodowe? – Zamierzam wykorzystywać swoją kreatywność na różne sposoby, dalej pracować w branży, choć niekoniecznie przed kamerą – mówi. Dom nad jeziorem 21.10 | tvn | sobota
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL