fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Rynsztunek przeciwników

Unterscharfürher SS z dywizji „Totenkopf”, ubrany w bluzę panterkę i hełm z pokrowcem, uzbrojony w pistolet maszynowy Erma
Archiwum „Mówią Wieki
">Michał Mackiewicz
Kampania 1940 roku była pierwszą, w której oddziały Waffen SS wzięły udział jako samodzielne jednostki. Na froncie walczyły: pułk Leibstandarte SS Adolf Hitler oraz dywizje Dyspozycyjna i Totenkopf.
[srodtytul]Waffen SS zakłada panterki[/srodtytul]
Żołnierzy Himmlera wyróżniały stroje maskujące. Choć nie jest prawdą, że to właśnie SS były protoplastą nowoczesnego kamuflażu, to pozostaje faktem, iż esesmani użyli panterek po raz pierwszy w tak dużej ilości. Inicjatorem opracowania strojów maskujących był Wim Brandt, a zaprojektował je profesor Otto Schick. Pierwsze testy przeprowadzono w 1937 i rok później zaadoptowano trzy elementy: pokrowiec na hełm (Tarnhelmüberzug), bluzę wkładaną przez głowę (Tarnjacke) oraz maskę na twarz.
Wykonywano je z wodoodpornej tkaniny bawełnianej, kamuflaż z początku nakładany był ręcznie, z czasem zaś maszynowo. Pokrowiec i bluza były dwustronne, z jednej strony pokrywano je rozmaitymi odcieniami zieleni, dostosowując do okresu wiosenno-letniego, z drugiej odcieniami brązu, tak by zlewały się z otoczeniem pory jesiennej. Pierwszą wersję kamuflażu Waffen SS, która funkcjonowała do 1942 roku, zwie się Platanenmuster, co nawiązuje oczywiście do kształtu plamek.
Początek wojny był pod względem sprzętowym trudny dla Waffen SS, bowiem pierwszeństwo w dostawach miał Wehrmacht. Wśród całej gamy peemów znajdowały się m.in. Ermy (EMP).
Twórcą broni był Heinrich Vollmer, a produkowano ją w zakładach ERFURTER MASCHINENFABRIK w latach 1931 – 1938. Tworząc EMP, Vollmer bazował na swoich doświadczeniach z lat 20.; skonstruował wówczas udany peem, który jednak wyprodukowano w niewielkiej ilości egzemplarzy. EMP był zmodyfikowaną wersją tej broni.
Peem wykorzystywał odrzut zamka swobodnego, strzelał z zamka otwartego. Zasilanie odbywało się z pudełkowego magazynka (na 20 lub 32 naboje) dołączanego z lewej strony. Lufa znajdowała się w metalowej osłonie.
Podobnie jak większość peemów z lat 30. Erma miała klasyczną karabinową kolbę i długie łoże; cechą szczególną był natomiast drewniany przedni chwyt typu pistoletowego (podobny zastosowano potem w polskim Morsie, który zresztą na Ermie właśnie wzorowano). Z broni można było prowadzić ogień ciągły, jak i pojedynczy; przełącznik w postaci dźwigienki znajdował się nad osłoną spustu. Zastosowano dwa rodzaje bezpiecznika – dźwigienkę blokującą zamek i wyfrezowane wycięcie na rączkę zamkową. Pierwsze egzemplarze miały skalowane celowniki z nastawami do 1000 m, potem tylko do 200 m. Charakterystycznym i jednocześnie wielce nowatorskim szczegółem konstrukcyjnym broni Vollmera była teleskopowana osłona sprężyny powrotnej. Zapewniało to dobrą stabilizację sprężyny w trakcie pracy oraz zabezpieczało ją przed zanieczyszczeniami. Rozwiązanie to zastosowano potem w najsłynniejszym niemieckim pistolecie maszynowym MP 38/40.
Biorąc pod uwagę kwestię modernizacji bojowego wyposażenia, można śmiało powiedzieć, iż dwudziestolecie międzywojenne Francuzi przespali.
[srodtytul]Francuski piechur jak z I wojny[/srodtytul]
Piechur spod Dunkierki niewiele różnił się od swojego kolegi spod Verdun. Zmienił się co prawda kolor sukiennego munduru, z niebieskiego na brązowy, ale reszta pozostała w praktyce bez zmian. Była to ta sama kurtka, spodnie, płaszcz, owijacze i trzewiki, a na głowie legendarny Adrian, tyle że wzoru 1926, a nie 1915. Od poprzednika różnił się innym wyposażeniem wewnętrznym (fasunkiem), poza tym wykonywano go z jednego kawałka blachy (poza grzebieniem). Starą oznakę na przedzie dzwonu zastąpiła nowa – tańsza.
Wielką wojnę przypominało także uzbrojenie strzeleckie. Na wyposażeniu wciąż znajdowały się kompletnie przestarzałe długie lebele wz. 1886/93, z archaicznym magazynkiem rurowym, nieszczęsnym nabojem w butelkowatej łusce i równie niepraktycznym długim bagnetem kłującym. W niektórych jednostkach spotykano także prawdziwe zabytki – karabiny systemu Grasa. W formacjach pierwszoliniowych przeważały karabiny Berthier, na taki sam przestarzały nabój 8 mm, jakim strzelał Lebel, z identycznym bagnetem, tyle że wyposażone w znacznie doskonalszy magazynek pudełkowy.
Karabin Berthiera, co ciekawe, powstały na bazie karabinka (zazwyczaj bywało odwrotnie), miał zniwelować przewagę techniczną państw ościennych, zwłaszcza Niemiec. W toku I wojny światowej współwystępował wraz z lebelem, całkowite przezbrojenie nie było bowiem możliwe. Funkcjonowały w zasadzie dwie wersje: wz. 1907/15 i 1907/15 M16. Pierwszy to karabin z pudełkowym magazynkiem schowanym w łożu na trzy naboje; drugi to karabin 5-nabojowy z magazynkiem wystającym z łoża. Berthier, podobnie jak lebel, nie posiadał bezpiecznika. W momencie wybuchu II wojny wadą berthiera była nie tylko amunicja, ale również długość – ponad 130 cm! Tak długa broń była całkowitym przeżytkiem, w szybkiej nowoczesnej wojnie żołnierz potrzebował czegoś znacznie poręczniejszego i lżejszego zarazem.
Był to czas karabinu skróconego, uniwersalnego (choćby niemiecki Mauser 98k czy angielski Lee-Enfield Mk III). Francuzi co prawda próbowali nadążyć za światem i w latach 30. opracowali nowy nabój 7,5 mm oraz karabin dostosowany do tej amunicji – MAS-a wz. 36, ale wybuch wojny uniemożliwił przeprowadzenie znaczącego przezbrojenia. W dwóch ładownicach na pasie głównym francuski żołnierz przenosił 90 nabojów.
[i]Michał Mackiewicz, pracownik naukowy Muzeum Wojska Polskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA