Kraj

Jadą po głosy Polonusów

Londyn
Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Kampania za granicą. Arkadiusz Mularczyk szukał poparcia w Chicago, Wojciech Olejniczak będzie w Londynie.
– Obywatele polscy przebywający za granicą mogą głosować w wyborach do PE na takich samych zasadach jak w wyborach prezydenckich i parlamentarnych – mówi „Rz” minister Kazimierz Czaplicki, szef Krajowego Biura Wyborczego.
Trudno więc się dziwić, że kandydaci na europosłów z okręgu warszawskiego (tylko na nich może głosować Polonia) już rozpoczęli starania o głosy rodaków z zagranicy. [wyimek]Libertas umieściła na warszawskiej liście do PE emeryta z Chicago [/wyimek]
Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk wrócił w niedzielę z kilkudniowego tournée w USA. Prezentował się tam Polonii chicagowskiej. Czy takie wyprawy mają sens? – Jestem gotów się założyć, że wśród Polonii amerykańskiej zainteresowanie wyborami będzie większe niż w Polsce. Oni żyją polskimi sprawami – odpowiada Mularczyk. – Do Stanów nie polecę, ale wyskoczę na dzień do Londynu – mówi „Rz” poseł Wojciech Olejniczak (SLD), numer jeden na warszawskiej liście SLD – UP. – W zeszłym tygodniu Ryszard Kalisz przekonywał brytyjską Polonię, by na mnie głosować. Dlaczego PiS wybrał USA, a lewica Wielką Brytanię? – Bo Polonia amerykańska to ludzie, którzy wyjeżdżali w latach 80., więc dla nich podział postkomuniści i antykomuniści ma zasadnicze znaczenie. To komuniści ich z kraju wygnali. Natomiast do Wielkiej Brytanii i Irlandii wyjeżdżają młodzi ludzie, którzy uwierzyli, że może ich tam spotkać szybkie szczęście, wzbogacenie – tłumaczy dr Artur Wołek, politolog z Instytutu Studiów Politycznych PAN. O głosy amerykańskiej Polonii zabiega też Libertas. Ugrupowanie Declana Ganleya wśród warszawskich kandydatów do PE umieściło emeryta z Chicago Edwarda Cyronia. Do głosowania na warszawską listę eurosceptyków rodaków z Nowego Jorku przekonywał na początku maja Tomasz Sommer, redaktor naczelny „Najwyższego Czasu” i „jedynka” Libertas w Gdańsku. PO w tych wyborach stawia na Internet, choć podczas kampanii w 2007 r. Donald Tusk osobiście spotkał się z rodakami w Dublinie. – Kampania internetowa w środowiskach polonijnych już się rozpoczęła i będzie obejmowała przede wszystkim Berlin, Paryż, Toronto oraz Sydney – informuje Sylwia Michalska ze sztabu wyborczego Platformy. Internet to nie wszystko. – Nasze plakaty, artykuły i ulotki docierają już do Belgii, Holandii – dodaje Michalska. O głosy z zagranicy nie zabiega za to PSL. – Sprawy Polonii nas interesują. Jeśli mają problem, mogą się kontaktować z nami e-mailowo – usłyszeliśmy od ludowców. Podobnie do sprawy podchodzi Prawica RP. – W tych wyborach frekwencja w kraju zapowiada się niska, więc każde kilkaset głosów z zagranicy może być atrakcyjne – komentuje dr Wołek. Nie spodziewa się jednak, by Polonusi masowo poszli do urn. – Polonię w niewielkim tylko stopniu interesują wybory do PE – twierdzi też poseł Maciej Płażyński, prezes Wspólnoty Polskiej. – A jak ktoś mieszka na innym kontynencie, to go prawie zupełnie nie interesują. [ramka][srodtytul]Bitwa o Polonię w 2007 roku[/srodtytul] Podczas kampanii parlamentarnej PiS i PO zacięcie rywalizowały o głosy w USA i Wielkiej Brytanii. Donald Tusk przekonywał Polaków pracujących w Irlandii i Anglii o możliwości cudu gospodarczego nad Wisłą, a Zbigniew Ziobro walczył o poparcie dla PiS w środowiskach polonijnych w USA. W Stanach PiS otrzymało 67 proc. głosów, PO – 28 proc. Z kolei w Wielkiej Brytanii PO zdobyła 68 proc., LiD – 11 proc., a PiS – 9 proc. W Irlandii PO – 77 proc., PiS – 13 proc., a LiD – ok. 6 proc. Wśród żołnierzy na polskiej misji wojskowej w Afganistanie zdecydowanie wygrała PO – 38 proc., LiD – 24 proc., PiS –22. Platforma wygrała również wśród polskich żołnierzy w Iraku. Największa frekwencja wyborcza była wśród Polonii w Omanie, gdzie na 28 zarejestrowanych głosowało 27. Tam zwyciężyła partia Donalda Tuska. – W tamtych wyborach walka o Polonię była bardzo nośna medialnie, pokazywano kolejki przed lokalami w Londynie. Ale ostatecznie okazało się, że głosy Polonii miały bardzo mały wpływ na wynik – komentuje dr Artur Wołek, politolog z PAN.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL