fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Koncertowy rynek napędzają uczucia

Angie Stone podczas koncertu w Rotterdamie
Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Amerykańska wokalistka Angie Stone, jedna z największych gwiazd soulu, mówi „Rzeczpospolitej” o emocjach podczas występów, zmianach na rynku muzycznym i niezachwianej wierze w Baracka Obamę
[b]- Dlaczego wróciła pani na koncerty do Polski?[/b]
- Z dwóch powodów: zapamiętałam świetną energię z pierwszego koncertu w Warszawie przed niespełna dwoma laty, a polscy organizatorzy przekonywali, że mam tu publiczność, która czeka. Dla mnie ludzie w muzyce są najważniejsi.
[b]- Podczas występów podchodzi pani do nich, zagląda w oczy i razem z nimi zaśpiewa wersy piosenki. Skąd ta potrzeba tworzenia osobistej atmosfery? Niewielu artystów tego szuka.[/b]
- Wiem, że przychodzicie na koncert dla mnie - to wspaniałe uczucie, chcę za nie podziękować. Lubię dawać słuchaczowi poczucie, że choć przez chwilę w tej wypełnionej sali jesteśmy tylko my dwoje. Możliwość dotknięcia kogoś poprzez śpiew, stworzenie intymnego połączenia, wzmaga przeżywanie muzyki. To właśnie sens występu. Muzyka jest moim życiem, także sposobem komunikowania się ze światem, budowania relacji z innymi.
[b]- Czy to nie staje się coraz trudniejsze? Dziś słuchacze są przyzwyczajeni do masowych wydarzeń, globalnych tras koncertowych, podczas których muzycy oferują precyzyjnie zaaranżowany program.[/b]
- Ja jestem daleko od tych tendencji, mało mnie obchodzą. Między mną a ludźmi na koncertach dzieją się rzeczy prawdziwe – nie odgrywane. Piosenki i uczucia są autentyczne, ja i muzycy jesteśmy żywi, spontaniczni.
[b]- Ale przecież mentalność słuchaczy się zmienia, zewsząd docierają sygnały, że muzyka to produkt przeznaczony na sprzedaż.[/b]
- To jest rzeczywiście niebezpieczna edukacja, ale moim zdaniem bierze w łeb w chwili, gdy na scenie pojawia się człowiek, którego przyszliście zobaczyć. I nawet gdyby samo Live Nation organizowało występy Marvina Gaye’a, ludzie mieliby to gdzieś – to z nim, prawdziwym człowiekiem się spotykają. Jeśli on ma do zaoferowania emocje, piękną muzykę, cały rynkowy cyrk przestaje mieć znaczenie.
[b]- Świat ogarnęła koncertowa mania, bilety na występy na wielkich stadionach, choć drogie, rozchodzą się w kilka godzin. To skutek działań marketingowych czy wyraz naszej tęsknoty za muzyką?[/b]
- Koncert na żywo to jedyna możliwość osobistego spotkania z muzyką, doświadczenia pełni zawartych w niej emocji. Tylko wtedy naszych mózgów nie drenuje radio, a komputer nie spłaszcza brzmienia utworu. I tylko w ten sposób możemy dotknąć tego, co prawdziwe, jakby na chwilę stanąć na ziemi – przez większość czasu, za pośrednictwem mediów, poruszamy się w świecie muzyki wirtualnej.
[b]- Czy dostrzega pani w show-biznesie zmiany, które działają na korzyść samych artystów?[/b]
- Dobrze, że nareszcie mogą czerpać zyski, jednocześnie dbając o jakość swojej twórczości. Tych najlepszych zaprasza się do promowania ekskluzywnych marek. Cóż z tego, że na kontrakcie zarabia producent walizek, samochodów czy szminek - zarabia także artysta. Co do zmian w muzycznym show-biznesie, Internet rzeczywiście stworzył nowe możliwości – codziennie na MySpace objawia się nowy talent, a muzycy uczą się, jak sprzedawać swoją twórczość bez pośrednictwa wytwórni.
[b]- Ale wszystkie najpopularniejsze gwiazdy wciąż działają poprzez koncerny płytowe.[/b]
- Te firmy wykładają pieniądze, ale też same wiążą sobie pętlę na szyi. Bo grupa popowych gwiazd jest coraz węższa, a oferta stacji radiowych i telewizyjnych - coraz uboższa. Tymczasem w ludziach rośnie głód i niezadowolenie, bo nie otrzymują piosenek, które ich interesują. W końcu, zmęczeni i znudzeni, odwrócą się na pięcie, poszukają na własną rękę – w Internecie.
[b]- Internet sprawił, że traktujemy muzykę bardziej selektywnie, kupujemy jedną piosenkę zamiast całego albumu, przesłuchujemy utwory pobieżnie. Bierze to pani pod uwagę pracując nad nową płytą?[/b]
- Nie, po prostu tworzę muzykę, która dobrze na mnie działa. Mam nadzieję, że słuchacze znajdą w niej coś dla siebie. Oczekuję, że pójdą za mną do końca, ale przygotowuję się na najgorsze. Jeśli kupią jedną piosenkę, będę wdzięczna.
[b]- Jaka będzie nowa płyta?[/b]
- Taka jak jej tytuł – „Unexpected” (niespodziewany). Zaskoczę was, choć nie ruszę się o krok od tradycyjnego soulu. Pracuję nad nią z nowymi ludźmi - spragnionymi, którzy nigdy nie przestają pracować i dają siebie, nie myśląc o pieniądzach. Zależy im na zmianie.
[b]- „Zmiana” to teraz modne w Ameryce słowo. Poparła pani Baracka Obamę?[/b]
- Oczywiście, już na początku kampanii.
[b]- A więc wierzy pani, że Ameryka się zmieni?[/b]
- To już się dzieje. Obama uruchomił system refinansowania domów, ludziom z mojego sąsiedztwa – z moją mamą włącznie – zredukowano zadłużenie spłat za domy. Tysiące ludzi ustawiły się w kolejkach do urzędów. Obama realizuje obietnice.
[b]- Jak się pani czuła, gdy zwyciężył w wyborach?[/b]
- Jakby spłynęło na mnie błogosławieństwo. Proszę mi wierzyć: żaden Afroamerykanin nie sądził, że tego dożyje. Ale poparli go i biali, tak samo jak my potrzebowali odmiany. To było widać choćby wśród muzyków – nie stworzyliśmy ruchu obywatelskiego takiego jak ten z lat 60., myśmy wszyscy wskoczyli na pokład dla tego konkretnego człowieka. I teraz czujemy, jak gromadzona latami gorycz nas opuszcza.
[b]- Czy Obama już czymś panią rozczarował?[/b]
- Ależ skąd. Robi wszystko jak trzeba, wszystko. Jest wspaniały i myślę, że zostanie wybrany na drugą kadencję. To ona będzie decydująca, bo w pierwszej wielu zmian nie zdąży wprowadzić. Ale nie wątpię, że zrealizuje to, co zapowiedział.
[b]- Skąd ta niezachwiana wiara?[/b]
- My się naprawdę modlimy i ufamy Bogu. Prosimy go o zesłanie odpowiedzi i wierzymy, że to on zarządza ziemskimi sprawami.
[b]- A więc Obama jest boskim wysłannikiem?[/b]
- Nie, jest człowiekiem, nikim więcej. Wiemy, że może popełniać błędy, ale ich nie wyczekujemy.
[b]- A czego pani od niego oczekuje?[/b]
- Chciałabym, żeby nasze wojska jak najprędzej wróciły z Iraku i Afganistanu. I żeby jego urzędowanie zbliżyło nas do siebie, zwiększyło zaufanie wśród ludzi, wzmocniło rodziny. Sprawy niezapłaconych rachunków i recesji rozwiążemy, a potem będziemy się cieszyć normalnością.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA