fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Rynsztunek przeciwników

Plutonowy polskiej piechoty z pistoletem maszynowym Mors wz. 39
Archiwum „Mówią Wieki
">Michał Mackiewicz
W latach 30. wiele krajów przystąpiło do opracowania własnych konstrukcji pistoletów maszynowych. Należała do nich także Polska, która prace rozpoczęła niestety zbyt późno.
[srodtytul]Kto strzelał z polskiego morsa?[/srodtytul]
Dopiero w drugiej połowie lat 30. zauważono w naszej armii potrzebę uzbrojenia jej w nową kategorię broni – peem. Miał stanowić istotne wzmocnienie siły i gęstości ognia na dystansach do ok. 300 m. Opracowania projektu podjęli się Piotr Wilniewczyc i Jan Skrzypiński, twórcy m.in. visa. Prace nad Morsem, bo taką nazwą został ochrzczony polski peem, trwały do 1939 roku, bowiem konstrukcja pełna była wad i odznaczała się dużo gorszymi parametrami niż pistolet maszynowy Erma, który stanowił wzorzec.
Dopiero w marcu 1939 roku zamówiono w Fabryce Karabinów w Warszawie serię próbną; do wybuchu wojny zdążono wyprodukować ok. 50 morsów wz. 39. Broń działała na zasadzie odrzutu zamka swobodnego i zasilana była z pudełkowego magazynka na 25 nabojów kal. 9 mm.
Ponieważ nie znamy żadnej relacji potwierdzającej bojowe użycie morsa, jego ocena musi być niepełna i czysto teoretyczna. Podkreślano kilka nowatorskich rozwiązań, takich jak choćby automatyczny zwalniacz magazynka czy mechanizm zatrzymujący trzon zamkowy w tylnym położeniu po wystrzeleniu ostatniego naboju. Masywna lufa pozwalała na prowadzenie długotrwałego ognia serią i ponadto była łatwo wymienialna. Nie można oprzeć się jednak wrażeniu, iż była to broń przeszłości, kształtem przypominająca karabinek, droga w produkcji. Wspomniany zwalniacz magazynka czy teleskopowa podpórka były raczej zbędnymi elementami, które niepotrzebnie zwiększały ciężar i stopień skomplikowania broni.
Mors był niebywale długi, mierzył niemal metr, co czyniło go peemem mało poręcznym i dalekim od uniwersalności (nieodpowiednim choćby dla załóg wozów bojowych).
W morsy wyposażeni mieli zostać dowódcy drużyn; część peemów trafiła do kompanii sztabowej 39. Dywizji Piechoty i 3. Samodzielnego Batalionu Strzelców z Rembertowa. Broń pod żadnym pozorem nie mogła wpaść w ręce wroga! Jedyny oryginalny mors w Polsce (o numerze 38) znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, dokąd przekazany został z moskiewskiego Muzeum Sił Zbrojnych w 1983 roku. Warto dodać, że w Moskwie jest jeszcze jeden egzemplarz – z numerem 39. Wszystko wskazuje na to, że oba, dzisiaj niezwykle unikatowe peemy, wpadły w ręce Rosjan we wrześniu 1939 roku.
Mimo imponującej rozbudowy potencjału bojowego nie udało się zapewnić żołnierzom Armii Czerwonej wystarczającej ilości jednolitego ekwipunku.
[srodtytul]Krasnoarmiejec z karabinem na sznurku[/srodtytul]
Wielu czerwonoarmistów wyruszyło w 1939 roku pozbawionych regulaminowych części ekwipunku i umundurowania. Częstym widokiem były elementy cywilnego stroju. Brakowało butów, pasów głównych, kociołków, manierek czy masek przeciwgazowych.
Podstawowe uzbrojenie żołnierza piechoty stanowił karabin Mosin wz. 1891/30. Była to w zasadzie ta sama broń, która trafiła na uzbrojenie carskiej armii na początku lat 90. XIX wieku, poddano ją tylko (tzw. wersję dragońską, bo na niej bazowano) kilku mało istotnym modyfikacjom. Do karabinu stosowano tradycyjny tulejowy, kłujący bagnet, który wyposażono w sprężynowy zatrzask w miejsce dotychczasowego pierścienia; mimo prób wprowadzenia pochew bagnetowych nigdy nie udało się tego dokonać, wobec czego bagnet noszony był stale na karabinie w pozycji bojowej, bądź też założony odwrotnie (potem w karabinkach wz. 44 wprowadzono ruchomy zawias).
Oczywiście każdy mosin winien być wyposażony w pas nośny, jednak i tutaj dały znać o sobie braki typowe dla systemu sowieckiego i wiele karabinów było ich po prostu pozbawionych. Żołnierze starali się ułatwić sobie życie adaptując zwykłe paski skórzane lub wiążąc po prostu sznurki; wiadomo, że problemu nie udało się rozwiązać aż do 1945 roku.
Na pasie głównym czerwonoarmista przenosił dwie podwójne skórzane ładownice (o ile je wyfasował!), czasami tylko jedną. W boju głowę chronił hełm wz. 36, który w marszu często troczono do pasa lub tornistra wzorowanego na niemieckim z I wojny. Hełm wz. 36 był pierwszym zaprojektowanym i masowo stosowanym w ZSRR. Miał charakterystyczny półsferyczny kształt i otwór wentylacyjny umieszczony w szczycie dzwonu, chroniony niewielkim grzebieniem, który upodabniał nieco wz. 36 do słynnego francuskiego adriana.
Silnie profilowane dolne krawędzie miały zabezpieczać kawalerzystów przed cięciami szabli – kształt ten był podobno wynikiem nalegań samego marszałka Budionnego, najsłynniejszego kawalerzysty Kraju Rad. Wytwarzany w trzech rozmiarach hełm ważył 1,2 – 1,3 kg, stalowa blacha miała grubość 1,1 mm, czerep pokrywano kolorem ciemnozielonym lub khaki, a z przodu nanoszono czerwony kontur pięcioramiennej gwiazdy. Doświadczenia wojenne wykazały spore niedostatki, zwłaszcza w odniesieniu do kształtu, wobec czego hełmy tego wzoru zaczęto od 1940 zastępować nowym – wz. 40.
[i]Michał Mackiewicz, pracownik naukowy Muzeum Wojska Polskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA