fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Historia, lewica, problem

Wojciech Jaruzelski
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Zachodni lewak nie zawaha się, gdy można jednoznacznie potępić gen. Franco. Polski lewak natomiast, gdy przyjdzie mu oceniać Jaruzelskiego, musi mówić o zawiłych drogach historii – pisze publicysta
Na świecie lewica nie odczuwa większego zakłopotania z powodu historii. Owszem, nie lubi, gdy ktoś przypomni ponury obraz stalinowskich represji, ale i to wydaje się odległe i łatwe do stłumienia. Poza tym historia stoi przed lewicą otworem.
Lewica ma co potępiać i ma się czemu przeciwstawiać. Przejęta jest duchem krytycznym i ochoczo rewiduje wszystko, co da się zrewidować. Walczy z kolonialną przeszłością własnych państw, resztkami systemu feudalnego, z monarchią, szlachtą, polowaniami na lisy, nagonkami na homoseksualistów i z Kościołem katolickim.
Nic w tym dziwnego. Nowe społeczeństwo można zbudować wyłącznie przez negację starego. Przejęta zatem duchem krytycznym światowa lewica bardzo lubi historię, bo to ona tak naprawdę stanowi dogodne dla niej pole walki. Przeciwnika miażdży, kiedy najpierw wypomni mu przeszłość, a potem przekona, że jest on godnym dzieckiem własnych rodziców.
System odniesień negatywnych jest zatem bogaty. Kiedy zaś szuka pozytywnych wzorców, znajduje je w represjonowanych osobach i grupach, w rewolucjonistach i nierozumianych artystach. Panteon jest bogaty i zawsze znajdzie się w nim coś nowego.
[srodtytul]Lepiej siedzieć cicho[/srodtytul]
Polska lewica ma natomiast problem zarówno z negacją przeszłości, jak i z afirmacją bohaterów. To ona bowiem tworzyła najbliższą przeszłość – tę, która obecna jest jeszcze w pamięci wielu, i tę, która nie została do końca przypomniana i rozliczona. To właśnie towarzysze obecnych prominentów lewicy wsadzali do więzień, strzelali do robotników i cenzurowali wypowiedzi. Robili to wszystko, o co zachodnia lewica oskarża adwersarzy. W takiej sytuacji lepiej siedzieć cicho.
Jeśli już przychodzi się w tej kwestii odezwać, to jedynie w obronie kolegów, mówiąc, że to nie było takie proste, że przeszłość jest pogmatwana i że nie można ferować zbyt łatwych wyroków. Zachodni lewak nie zawaha się, by jednoznacznie potępiać gen. Franco, a twierdzenie, że to wcale nie jest takie proste, odrzuci jako bluźniercze.
Polski lewak natomiast, gdy przyjdzie mu oceniać Jaruzelskiego, i napomknie o zawiłych drogach historii, i wczuje się w jego niedolę, a potem wyrzuci z siebie argumenty zawierające słownictwo charakterystyczne dla konserwatysty – będzie mówił o racji stanu, odpowiedzialności władzy i interesie narodowym.
Zachodni lewak będzie pastwił się do woli nad Kościołem katolickim, oskarżał go o wszelkie zło, jakie istnieje, jego polski kolega zachowa tu natomiast większą rezerwę. Owszem, SLD trzyma u siebie wojujących antyklerykałów i wystawia ich od czasu do czasu do boju, ale większego konfliktu nie zaryzykuje.
Po części dlatego, że antyklerykalizmem można przekonać do siebie pewną niszę wyborców, może i liczną, ale niedostatecznie dużą, by wygrać kiedyś wybory, ale jest i racja historyczna, która powstrzymuje postkomunistyczną lewicę przed walką z Kościołem. Zawsze bowiem można przypomnieć o tym, co robiono z Kościołem w PRL, o mordowanych księżach, łamanych sumieniach i zakazywanych świętach.
[srodtytul]Adaptacja panteonu[/srodtytul]
Lewicy pozostało więc czekać na czasy, kiedy na powrót będzie miała co negować i kogo wychwalać. Pierwszą próbą zbudowania własnej martyrologii była nagonka na rządy PiS, opowieści o podsłuchach, cenzurze i politycznych mordach. Skala może niewielka, ale z braku lepszej okazji ta była bardzo kusząca i umiejętnie z niej skorzystano.
Druga szansa, jaką lewica dostrzegła, powiązana jest – przynajmniej w retoryce – z pierwszą. Jest nią adaptacja na własne potrzeby panteonu solidarnościowego. Obrona Lecha Wałęsy przez polityków lewicy może być odczytywana w duchu ideologii okrągłostołowej, ale najważniejszą jej konsekwencją jest przełamanie podziału polskiej sceny politycznej na partie postkomunistyczne i postsolidarnościowe. Jednym prostym ruchem – obroną dawnego przywódcy ruchu antykomunistycznego – postkomuniści znaleźli się w wymarzonym dla siebie towarzystwie.
Mają oto doskonałą legitymację moralną do czczenia świętych, wprawdzie nie swoich, ale przynajmniej oswojonych.
[i]Autor jest filozofem, tłumaczem, członkiem zespołu rocznika „Teologia Polityczna”. Był doradcą ministra edukacji Ryszarda Legutki[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA