fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Zdrajca z CBA wpadł po urlopie w Juracie

Dowodów korupcji Macieja D. dostarczył wystawiony przez niego do wiatru biznesmen
– Na początku robił wrażenie kompetentnego. Szybko jednak zaczęły do nas docierać sygnały, że jest nielojalny – mówi osoba, która pracowała z Maciejem D. w centrali CBA.
D., były funkcjonariusz CBA, zatrzymany pół roku temu i oskarżony m.in. o korupcję, na początku funkcjonowania nowej służby należał do kluczowych funkcjonariuszy. Wiedział o najważniejszych śledztwach i znał dane agentów.
Inspektorat wewnętrzny CBA po otrzymaniu sygnałów zaczął obserwować D. Ustalił, że nie potrafi trzymać języka za zębami. Lubił opowiadać, że ma duże wpływy. Podejrzewano go m.in., że spotyka się z politykami i może ich ostrzegać o zainteresowaniu nimi CBA.
Z tego powodu przeniesiono go na niższe stanowisko. Ostatecznie wylądował w delegaturze w Rzeszowie jako szeregowy funkcjonariusz. Tam skierowano go do śledztwa dotyczącego przestępczych powiązań lokalnej władzy z biznesmenami. Funkcjonariusze CBA odkryli, że Maciej D. sam stał się częścią układu na Podkarpaciu. Powoływał się na wpływy m.in. w Ministerstwie Skarbu.
Jednego z biznesmenów, którego firmy znalazły się w kłopotach wskutek działań miejscowego układu, zapewniał, że może mu pomóc, interweniując u samego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Poprosił przedsiębiorcę, by w zamian sfinansował mu tygodniowy pobyt w luksusowym hotelu w Juracie, gdzie znajduje się prezydencka rezydencja.
Biznesmen opłacił hotel na swoje nazwisko. Śledczy mieliby problem z udowodnieniem Maciejowi D. pobytu w Juracie, gdyby nie popełnił drobnego błędu. Już na miejscu musiał wnieść kilkuzłotową tzw. opłatę klimatyczną. Wziął rachunek na swoje nazwisko, a następnie domagał się od biznesmena zwrotu tej kwoty.
Przedsiębiorca zachował rachunki. Kiedy przekonał się, że Maciej D. nie wywiązał się z obietnicy, a firmy są przejmowane przez lokalny układ, poskarżył się przełożonym funkcjonariusza.
Biznesmen nie poniesie konsekwencji, gdyż zgodnie z obowiązującym prawem osoba, która sama zgłosi, że korumpowała funkcjonariusza, unika kary.
Maciejem D. w lipcu 2008 r. z zawiadamia CBA zajęła się prokuratura. Jak się okazało w toku prowadzonego śledztwa, D. nie gardził też gotówką i prezentami w zamian za rzeczywiste i rzekome przysługi. Z tych powodów postawiono mu zarzut płatnej protekcji.
CBA odkryło też, że D. zdobywał znacznie więcej informacji na temat układu na Podkarpaciu, który rozpracowywał, lecz zachowywał je dla siebie. Z powodu ich ukrywania postawiono mu później zarzut niedopełnienia obowiązków.
Dawni koledzy z CBA podejrzewają też, że D. mógł w zamian za korzyści majątkowe informować o działaniach CBA osoby, którymi służba się interesowała.
Do Macieja D. nie udało nam się dotrzeć.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA