fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Zjeść ciastko i je mieć

Barack Obama
AFP
– Nie ma konfliktu między bezpieczeństwem i wartościami – powtarza Obama, potępiając metody przesłuchiwania przywódców al Kaidy. Taki konflikt może jednak zaistnieć
Sprawa ujawnionych w zeszłym tygodniu notatek CIA opisujących zatwierdzone przez rząd George’a W. Busha metody przesłuchiwania przywódców al Kaidy nadal jest w Ameryce przedmiotem gorących sporów. Wczoraj szeroko komentowano informację o tym, że dwaj kluczowi więźniowie Chalid Szejk Mohammed i Abu Zubajda byli poddawani najbrutalniejszej z tych technik – symulowanemu podtapianiu – aż 266 razy. Mohammed był dręczony nawet sześć razy dziennie.
Tymczasem Barack Obama w charakterystyczny dla niego sposób robi wszystko, by zjeść ciastko i mieć ciastko. Potępia techniki stosowane wobec więźniów, ale stanowczo odmawia ukarania osób, które zezwoliły na ich stosowanie. – To nie jest czas na zemstę, lecz na refleksję – wyjaśnia.
Obama to pragmatyk i rozwiązanie, jakie przyjął w tej sprawie, ma wymiar praktyczny. To próba znalezienia złotego środka między koniecznością naprawy wizerunku Ameryki i potrzebą zagwarantowania dalszej sprawnej pracy służb wywiadowczych. Każdy wywiad działa w końcu na pograniczu prawa, a agentów CIA walczących z al Kaidą nie może nieustannie paraliżować strach przed własnym wymiarem sprawiedliwości.
– Żyjemy w niebezpiecznych czasach. Będę was potrzebował bardziej niż kiedykolwiek – powiedział Obama pracownikom agencji.
Jego salomonowa decyzja może cieszyć pracowników agencji, którzy w poniedziałek nadzwyczaj serdecznie przyjęli prezydenta w siedzibie CIA w podwaszyngtońskim Langley. Nie wszyscy w Ameryce są jednak zachwyceni. Trudno odmówić racji amerykańskim obrońcom praw człowieka reagującym z oburzeniem na decyzję prezydenta, którego tak bardzo dotąd popierali. Organizacje takie jak Amerykańska Unia Swobód Obywatelskich (ACLU) domagają się ukarania winnych. Ich rozumowanie jest proste: skoro uznajemy przyjęte metody za niezgodne z prawem, a więc za tortury, to należy zastosować prawo i ukarać winnych. Brak konsekwencji oznacza ich zdaniem ciche przyzwolenie na tortury.
Innego rodzaju krytyki słychać z drugiej strony sceny politycznej. Na przykład były wiceprezydent, znienawidzony przez znaczną część Amerykanów Dick Cheney, twierdzi, że przyjęte metody pozwoliły zapobiec kolejnym atakom, i domaga się ujawnienia notatek, które mają o tym świadczyć.
– Sam widziałem, czytałem raporty o tym, czego dowiedzieliśmy się z tych przesłuchań i jakie były tego konsekwencje dla kraju – powie- dział Cheney w wywiadzie dla telewizji Fox News.
Konserwatystom także trudno odmówić racji. Chodzi o tak zwany problem tykającej bomby. Co ma zrobić przesłuchujący, który wie, że ma przed sobą złego człowieka i że ten zły człowiek ukrywa informacje mogące ocalić życie wielu niewinnych ludzi? Przed takim dylematem stali prawdopodobnie ludzie, w których rękach był Chalid Szejk Mohammed. Początkowo na ich pytania odpowiadał: „Wkrótce sami zobaczycie”. Częste podtapianie pozwoliło wydobyć z niego informacje o planowanej drugiej fali ataków, której głównym celem miał być wieżowiec Library Tower w Los Angeles, najwyższy budynek Zachodniego Wybrzeża. Zamachowi udało się zapobiec. Zdaniem prawej strony w takiej sytuacji dopuszczalne jest nagięcie wartości dla ratowania życia.
Tu tkwi sedno problemu. Zarówno Obama, jak i mianowany przez niego nowy szef agencji Leon Panetta, wcześniej głośny krytyk metod administracji Busha, powtarzają: nie ma sprzeczności między naszym bezpieczeństwem i naszymi wartościami. Brzmi to pięknie. Przykład Mohammeda to dowód, że czasem po prostu nie da się zjeść ciastka i je mieć.
[ul][li][b][link=http://blog.rp.pl/gillert/2009/04/21/zjesc-ciastko-i-je-miec/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/li][/ul]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA